polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Innercity Ensemble III

Innercity Ensemble
III

Trzeci pełnowymiarowy album Innercity Ensemble to niezmiennie efekt improwizowanej sesji, fragmenty której złożyły się tym razem na najkrótszą, ale też bodaj najbardziej różnorodną płytę w dorobku kolektywu. Będącą do pewnego stopnia (zwłaszcza w kontekście rytmu) wypadkową wizji ujętej na dwóch odsłonach swojej poprzedniczki, eksponującą wątki i pejzaże już znane, ale też i te wcześniej niepodejmowane, a przy tym ukazującą (znów) zespół zgrany niemalże do perfekcji. Nastrojowo to album operujący w nieco cięższych, ciemniejszych barwach, różnorodny poprzez spoglądanie w stronę klimatów bliskich afrykańskim czy orientalnym, od wciągających, bardzo rytmicznych struktur po delikatnie medytacyjną abstrakcję, przy czym ten aspekt rytmiczny wybija się i pozostaje w głowie może nawet jeszcze wyraźniej niż na drugiej płycie septetu (zwłaszcza jej czarnym dysku), choćby w utworze piątym, gdzie słychać zespół w niemal najbardziej jak dotąd ekstatycznej i dynamicznej odsłonie. Moim zdaniem, przy wszystkich swoich zaletach i wielu dobrych momentach (na duży plus zwłaszcza druga połowa płyty), w albumie III nie znajdziemy materiału najlepszego z dotychczasowych - choć słucha się go dobrze, to mam wrażenie, że trochę brakuje mu płynności i spójności znanych z „dwójki", tak jakby w większym stopniu poszczególne utwory były osobnymi historiami. Nie jest to wada, ale w przypadku zespołu bazującego na organicznej improwizacji ma się wrażenie, że to jednorodność zdaje się być jego największą siłą. Mimo wszystko to i tak kolejny bardzo udany album Innercity.

[Marcin Marchwiński]