polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
NOT THE SPACES YOU KNOW BUT BETWEEN THEM Not The Spaces You Know, But Between Them

NOT THE SPACES YOU KNOW BUT BETWEEN THEM
Not The Spaces You Know, But Between Them

Wytwórnia Three Lobed Recordings dziesięciolecie działalności uświetniła imponującym wydawnictwem, na którym przestrzeń czterech winylowych płyt udostępniła dziewięciu związanych z nią zespołom – siedem z nich otrzymało po całej stronie, dwa pozostałe (D. Charles Speer & the Helix i Wooden Wand) dzielą się jedną. Powodem założenia TLR była chęć wydania 10-calówki Bardo Pond, który to zespół związany był z wytwórnią na przestrzeni całej dekady. Od tego czasu, w jej katalogu pojawili się m.in. Six Organs of Admittance, Kinski, Sun City Girls, Sunburned Hand of the Man, Hush Arbors, Jack Rose, Magik Markers, Evan Caminiti (1/2 Barn Owl), a na przyszłość zapowiadany jest debiut Glacial Trio (Lee Ranaldo, David Watson, Tony Buck). Dla gitarowej psychodelii, folkowych odlotów, space rocka i innych form muzycznych odmiennych stanów świadomości to kluczowi artyści i podobnie rzecz ma się z wytwórnią. Ale „Not The Spaces You Know, But Between Them” nie jest żadnym greatest hits, raczej wyjątkowo wyrazistym i sugestywnym dowodem na to, że choć na pierwszy rzut oka wspólny mianownik dla wyżej wymienionych estetyk wydaje się prosty do wskazania (a treści w nich przekazywane są w miarę stabilne w czasie), to tak naprawdę jest bardzo ulotny i ma raczej metacharakter – nieustannego poszerzania pola manewru, odkrywania zagięć i nieciągłości muzycznej materii, siły transcendencji i nieskończonych możliwości sonicznych eksperymentów.

Pierwszą stronę boxu stanowi nagranie Sun City Girls z koncertu w Pheonix w roku 2004, który, jak się okazało, był ich ostatnim występem w Stanach. Lepiej tej składanki nie można było otworzyć. SCG w dwadzieścia minut przelatują przez swe gitarowe pirotechniki, deformacje zapożyczonych z różnych stron tematów i absurdalny free jazz z połączeniem humoru, błyskotliwości i swoistej pokory, której przed nimi nie było i już pewnie nie będzie. Steve Gunn, którego słyszymy po SCG, jest dla mnie największą rewelacją albumu. W ponad dwudziestominutowej suicie na gitarę akustyczną i z czasem również elektryczną i perkusję, Gunn nie ma żadnej mielizny, przechodząc z cudowną lekkością od instrumentalnych pasaży we wspaniałe narracje i z powrotem. W swej wrażliwości, dramaturgii zachowującej naturalny puls opowieści, grze na akustycznej gitarze w sposób wirtuozerski, ale fantastycznie muzykalny, tworząc trzymającą w napięciu, piękną i wielowątkową całość, jest szokująco dobry.

Na drugim krążku mamy dwa uzupełniające się jamy Sonic Youth – In & Out z 2000r. ze Jimem O’Rourke i Out & In z 2010r. – przewyższają niejedno wydawnictwo w cyklu SYR. In & Out cudownie operuje przestrzenią i światłem, Out & In jest ciemniejszą, mocniejszą instrumentalną historią. W obu SY są rozpoznawalni od pierwszej sekundy, a jednak fascynujący. Następujący po nich Mouthus to jedyny elektroniczny twór tutaj, który spokojnie można postawić na równi z elektronicznymi eksploracjami grupy Oneida.

Kolejne płyty są też dobre, choć nie tak rewelacyjne jak pierwsze dwie. Trzeci winyl przynosi kolaż nagrań z prób Comets on Fire, niepiosenkowych, intensywnych i w finale dość brutalnych space-garażowych odlotów, oraz naspidowane country grup D. Charles Speer & the Helix i Wooden Wand, dobrze się tutaj uzupełniających. Ostatnia część to ponownie mocniejsze formy, ale po raz pierwszy z instrumentami dętymi. Najpierw za sprawą Eternal Tapestry, którzy najmniej mnie tutaj przekonują (podobnie zresztą jak na studyjnych nagraniach dla Thrill Jockey), a na koniec w wydaniu Bardo Pond, którzy w połączeniu hippisowskiej lekkości i gęstości brzmienia, podlanego pastelami fletu i wokaliz Isobel Sollenberger, dobrze radzą sobie z dwudziestominutową, pół-improwizowaną epopeją.

 „Not The Spaces You Know, But Between Them” przynosi łącznie dwie i pół godziny wcześniej niepublikowanej muzyki w pięknie wydanym i świetnie wytłoczonym boxie (nakład 1000 sztuk). Będącym też czymś więcej niż sumą epek, bowiem kolejne zespoły rzucają z różnych stron światło na niedookreślony byt, centralną, ale ulotną ideę wydawnictwa. I na tym polega jego urok – nie jest ono tylko li składanką, bo każdemu wykonawcy oferuje pole pełnoprawnej wypowiedzi, które składają się na większą całość. Oczywiście można uznać, że większość zespołów gra tutaj w manierze już znanej, że jeden jam więcej lub mniej SCG, SY czy CoF świata nie zmieniają. Jasne, ale po pierwsze, słucha się ich doskonale, a po drugie, odkrycie między nimi takich rzeczy jak Mouthus czy zwłaszcza genialny Steve Gunn przynosi rzadki dreszcz ekscytacji.

[Piotr Lewandowski]