polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Steve Gunn wywiad

Steve Gunn
wywiad

Click this link for the English version of this article

Steve Gunn jest jednym z muzyków, którzy dowodzą, że granie na gitarze solo bynajmniej nie jest przestarzałym sposobem wypowiedzi, a zaskoczenie i innowacyjność jest w nim nadal możliwa. Gunn idzie śladem Jacka Rose i Richarda Bishopa, techniczną sprawność wykorzystując w poszukiwaniach hybrydowej, ale spójnej autorskiej wizji, nawiązującej do anglosaskiej muzyki tradycyjnej, hinduskich rag, psychodelicznego rocka i free jazzu. Od pewnego czasu Gunn skupia się na graniu solo oraz duecie z perkusistą Johnem Trunscinskim, z którym właśnie wydał drugi album pt. „Ocean Parkway”. Z przyjemnością prezentujemy wywiad z artystą, którego muzyka była dla nas jednym z najciekawszych odkryć ubiegłego roku.

Po raz pierwszy usłyszałem Twoją muzykę na Not the Spaces You Know, But Between Them, nagrałeś wówczas 20-minutową wersję piosenki The Lurker, która doskonale łączy improwizowanie z folkowymi brzmieniami i śpiewem. Jaki jest Twój przepis na połączenie tak różnych od siebie podejść – hipnotycznych, długich, instrumentalnych form, ze zwięzłością folkowej piosenki – aby działały razem? 

Gram oba style muzyczne już od dłuższego czasu, wciąż natomiast staram się rozgryźć, jak odpowiednio zmieszać je ze sobą. Jednocześnie uważam, że dobrze odseparować je od siebie. Dlatego chyba dzielę mój czas na dwa projekty. Na potrzeby tej kompilacji pomyślałem, że jest to idealna okazja, żeby wykorzystać moją piosenkę i wpleść w nią elementy improwizacji. Dostałem 20 minut do nagrania i pomyślałem, że to dobra szansa, aby nagrać coś dłuższego. Dobrze było to zrobić z wytwórnią Three Lobed Recordings; wydali już większość mojego materiału, zarówno solo, jak i w duecie. 

Przez ostatnie lata głównie zajmowałem się projektem z Johnem Truscinskim i moimi solowymi piosenkami. Pomimo wielu różnic, oba projekty posiadają wspólny mianownik. Jako gitarzysta stałem się bardziej cierpliwy, wykorzystałem lepiej czas, aby zrozumieć strukturę. Próbując wielu różnych rzeczy jestem w stanie już stwierdzić, co wyjdzie, a co nie. W przeszłości zbyt dużą wagę przykładałem do improwizacji, zamiast dać sobie więcej czasu i poczekać, jak piosenka może ewoluować. Nie powiedziałbym, żeby muzyka pochodziła z przymusu, ale często powstawała w pośpiechu. Staram się teraz unikać takiego sposobu grania. 

Z Johnem długo tak eksperymentowaliśmy z perkusją i gitarami. Mój solowy materiał głównie opiera się na komponowaniu piosenek, które pozwalają mi na pisanie tekstu i użycie specyficznych akordów. Improwizacyjne aspekty duetu wpływają na mój solowy materiał, ale dzieje się tak dopiero, kiedy mam już opracowaną kompozycję piosenki. Materiał duetu wywodzi się ze spontanicznych melodii; próbujemy też odtworzyć dźwięki, które słyszymy. Kiedy piszę piosenkę, muszę grać niektóre fragmenty wiele razy, żeby później bez wstydu zagrać je na żywo. Zakładam, że tak też robimy w duecie, końcowy efekt jest natomiast odrobinę inny.

Ocean Parkway to druga płyta nagrana z perkusistą Johnem Truscinskim. Wydaję mi się, że brzmi bardziej spójnie i płynnie niż Sand City, daje się odczuć afrykańskie elementy i odrobinę freejazzowych wpływów. Co definiuje Wasze partnerstwo i jak się ono rozwija? Do jakiego stopnia jest to ewolucja spowodowana improwizacją?

Gramy z Johnem razem od dłuższego czasu, większość naszych wcześniejszych projektów bazowała w dużej mierze na improwizacji, albo może po prostu była graniem bez większego przygotowania. Parę lat temu zdecydowaliśmy się uprościć nasze podejście i zmienić sposób naszego wspólnego improwizowania. Chcieliśmy wymyślić proste szkice i wprowadzić improwizację, kiedy opanujemy pewne struktury. Takie podejście pozwoliło nam rozwinąć kawałki na naszych dwóch płytach. Przez lata pracowaliśmy zupełnie odwrotnie: improwizowaliśmy bez żadnych prób. Po prostu graliśmy. Jest to świetna zabawa, ale oboje byliśmy gotowi na zmianę podejścia. Takie planowanie pomaga nam w tym, co chcemy zagrać na perkusji i gitarze. Coraz pewniej czujemy się eksperymentując i pozwalając muzyce, aby płynęła swoim rytmem. 

Grając w duecie możemy skupić się na naszych rolach, po równo wnosimy nowe pomysły. Słuchamy różnych gatunków muzycznych. Wciąż odkrywam nagrania z różnych części świata, które są naprawdę inspirujące. Wykorzystujemy rzeczy, które słyszymy, na nasz sposób. Zazwyczaj efekt końcowy brzmi zupełni inaczej niż pierwowzór. Nasza muzyczna relacja jest wyjątkowa, ponieważ dużo gramy, dyskutujemy, planujemy, co zrobimy. Robiąc to, staramy się nie analizować przesadnie. Wymaga to dużej pracy, aby muzyka sama odnalazła swoją drogę. 

Też uważam, że nasza druga płyta jest bardziej płynna i spójna, a to dlatego, że coraz pewniej czujemy się grając w duecie, coraz pewniej czujemy się też w studiu nagraniowym. Płyty te były nagrywane w studio na żywo, bez dogrywek, a żaden utwór nie przekroczył 10 minut. Trochę nam to zajęło, żeby czuć się równie komfortowo w studiu, co w naszej kanciapie. Kiedy zaczęliśmy nagrywać naszą drugą płytę, nauczyliśmy się, jak relaksować się w tej przestrzeni. Przy nagrywaniu obu bardzo pomógł nam Jason Meagher z Black Dirt Studio, który pokazał nam, jak wrzucić na luz i nie przejmować się wszystkim.

Pierwsza połowa Twojej solowej płyty Boerum Palace (zresztą jedynej Twojej płyty solo, jaką mam) zawiera piosenki z wokalem, ostatnie są instrumentalne; obie płyty nagrane z Johnem Truscinskim są instrumentalne. Czy jesteś w stanie wyrazić więcej instrumentalnie, niż poprzez słowa i głos, czy może czujesz, że głos po prostu nie pasuje do tych aranżacji?

Obie formy opierają się na spontaniczności. Duet jest projektem bardziej rozległym, wykorzystujemy muzyczne pomysły i pracujemy nad nimi, aż zaczną być instrumentalnymi kawałkami. To wymiana między gitarą i perkusją, wokale mogłyby zakłócić to, co chcemy osiągnąć, jeśli chodzi o muzykę. Moje solowe rzeczy są bardziej zorganizowane pod względem songwritingu, ze słowami i przewidywalnymi zmianami. Piosenka potrzebuje dużo więcej, aby się rozwinąć, proces nagrywania to już zupełnie inna rzecz. Ostatnio grałem z zespołem, była to świetna okazja do zdobycia nowych doświadczeń podczas realizacji piosenek, nad którymi akurat pracowałem. Zazwyczaj po prostu brzdąkam, wymyślam różne rzeczy, mając nadzieje, że je zapamiętam i będę mógł do nich wrócić. Staram się nie ograniczać pomysłów i być otwarty na wszelkie zmiany. Planuje solową trasę na jesień po Europie i pracuję nad solowym materiałem. Równie mocno interesuje mnie songwriting, jak i pracowanie nad instrumentalnym materiałem. Mam nadzieję, że w bliskiej przyszłości powstanie więcej solowych albumów.

Oczywiście mogę się mylić, również przez to, że będąc Europejczykiem znam tylko część amerykańskiej tradycji muzycznej, ale odnoszę wrażenie, że tradycyjni amerykańscy gitarzyści albo koncentrują się na instrumentalnej muzyce (John Fahey, itd.), albo są singer-songwriterami. Natomiast jeśli chodzi o Wielką Brytanię, zaawansowany instrumentalizm idzie ramię w ramię z pisaniem piosenek (Roy Harper, Michael Chapman, Bert Jansch). Czy ta brytyjska tradycja jest dla ciebie ważnym źródłem inspiracji?

To prawda, że w Ameryce jest wielu tradycjonalistów grających muzykę, którą moglibyśmy określić mianem specyficznej – niezależnie od tego, czy jest to klasyczna gra na gitarze, noise drone, pseudo new age’owa muzyka elektroniczna, nerd rap, popowe piosenki na trzy akordy. Myślę, że wszędzie się tak dzieje. Zależy to od tego, na czym ludzie chcą się skupić i jak chcą zaprezentować to, co robią. Staram się myśleć o sobie jako o kimś, kto nie robi tylko jednej rzeczy, zawsze starałem się przeplatać ze sobą różne elementy, które lubię. Staram się unikać uzyskania dźwięku, który brzmi bardzo charakterystycznie tylko dla jednego gatunku. Ci muzycy, o których wspomniałeś (Harper, Chapman, Jansch), są bardzo inspirujący. W ich muzyce można usłyszeć wiele różnych wpływów: jazz, blues, muzyka świata, tradycyjny folk etc. To jak łączą te elementy ze sobą, jest właśnie tak ciekawe dla mnie. Miałem to wyjątkowe szczęście poznać w zeszłym roku Berta Janscha, zanim odszedł z tego świata. Byłem w trasie z Michaelem Chapmanem i nagraliśmy sesję, która niedługo będzie wypuszczona pod szyldem Black Dirt Studio Natch (http://natchmusic.tumblr.com/). Było to niesamowitym przeżyciem zaprzyjaźnić się z nim i grać z nim jego kawałki. Niektóre rzeczy razem wymyśliliśmy. Michael Chapman jest wyjątkowym człowiekiem. Ma świetne historie.

W Twojej muzyce słychać pewne wpływy spoza Ameryki – afrykańskie, indyjskie. Które elementy Twojej muzyki są zainspirowane takimi nieamerykańskimi wpływami? Podejście do improwizacji? Brzmienie, skale, melodie?

Interesuje mnie muzyka z całego świata. Wygląda na to, że w ciągu ostatnich 10 lat ludzie znów zaczęli odkrywać muzykę, dawną i współczesną, z różnych zakątków świata. Są ludzie tacy jak Ian Nagoski i wytwórnie takie jak Sublime Frequencies czy Dust-to-Digital, które ciężko pracują nad tym, żeby world music była dostępna w różnych miejscach. Bardzo lubię poszukiwania na własną rękę, mając nadzieję, że wpadnę na coś, czego nikt dotąd nie zauważył. Niesamowite jest to, co możesz znaleźć szukając w brudnym pudle. Wykopanie kasety Bismillaha Khana za 25 centów na pchlim targu sprawia mi większą frajdę niż kupno nowej płyty za 40 dolarów w sklepie. Jeżeli jednak nie wpadnie mi w ręce taka kaseta, jestem w stanie wydać te pieniądze na płytę i tak.

Wplatam muzykę z innych zakątków w moje utwory, starając się wykorzystać to, co usłyszałem, grając ze słuchu. Staram się naśladować coś na gitarze, niezależnie, czy będzie to jakiś dźwięk, czy melodia, którą usłyszałem. Nagrałem ostatnio starej piosenki ze składanki z Rembetiką z lat 30. Oryginalna piosenka została tradycyjnie nagrana przy użyciu greckiej buzuki, chciałem więc naśladować ten dźwięk na gitarze. Granie takich rzeczy na gitarze to jak opieczętowanie pewnych pomysłów, które wyłapuję w tych piosenkach. Często staję w martwym punkcie pisząc jakiś wers albo melodię. Zazwyczaj przeradza się to później w coś innego. Tak właściwie powstaje większość mojego materiału.

Twój utwór znalazł się na składance Eight Trails, One Path - bardzo lubię zarówno Twój kawałek, jak i resztę na kompilacji. Tytuł jest świetnym odzwierciedleniem tego, co na tej płycie się znajduje – różne podejścia do instrumentu. Jak rozumiesz jedną drogę – „one path"? I jaka jest Twoja ścieżka - „trail”? Co jest dla Ciebie najbardziej interesującym aspektem w tym podejmowaniu muzyki gitarowej w XXI wieku?

Inspirują mnie ludzie, którzy ciężko pracują nad swoimi umiejętnościami i traktują to na serio. Nie chodzi mi o techniczne umiejętności, chodzi mi raczej o ich zaangażowanie, kiedy grają. Jack Rose był właśnie taki – prawdziwy muzyk i bardzo pracowity facet. Richard Bishop jest też taki. Kiedy siada i zaczyna grać, świat milknie i zamienia się w słuch.

Przez lata właśnie tacy muzycy byli dla mnie wzorem, żeby wciąż pracować nad tym, co robię. Niektórzy z nich znajdują się na tej kompilacji, wielkim zaszczytem jest dla mnie bycie wraz z nimi częścią tego projektu.

 

Wystąpisz wraz z Rhys Chatham Guitar Trio na festiwalu Spy Music Festival. Czy to jednorazowy projekt, czy częściej bierzesz udział w takich wydarzeniach? Guitar Trio czy Ascension Glenna Branca są ważnymi płytami dla wielu osób, czy były też dla Ciebie źródłem inspiracji?

Podejście Rhysa Chathama do generowania gitarowych górnych składowych harmonicznych jest bardzo ciekawe, zwłaszcza ze względu na jego klasyczne wykształcenie. Odkryłem jego muzykę dawno temu i była to prawdziwa przyjemność móc poznać go i pracować nad paroma jego utworami. Czekam z niecierpliwością, żeby połączyć jego duet z Ryanem Saweyerem wraz z moim duetem z Johnem Truscinskim. Nie mogę też doczekać się występu z jego Guitar Trio na tym festiwalu.

English version

 

Steve Gunn is one of these musicians, who show that playing the guitar solo is by no means obsolete way of expression, and innovation and surprise are still possible. Gunn plays with a attitude similar to Jack Rose and Richard Bishop, as he uses his technical dexterity to search for a hybrid, but a coherent vision, with references to the Anglo-American traditional music, Indian ragas, psychedelic rock and free jazz. For some time, Gunn focuses on playing solo and in a duo with drummer John Trunscinski – they have just released their second album Ocean Parkway. We are pleased to present the interview with an artist, whose music was for us one of the most interesting discoveries of last year.

I first heard your music on Not the Spaces You Know, But Between Them box-set, where you recorded a 20-minute long version of "The Lurker ", which is brilliant in how it unites meditative improvisation with folk song and singing. What is your method to balance and tie together two different approaches – hypnotic feeling of long-form instrumental form and compactness of folk song – to make them work together?

I've been playing both styles of music for a long time, and I'm still trying to figure out how to properly mesh them. At the same time, though, I feel that is also good to keep them a bit separate. Perhaps that is why I focus my time on both projects. For the box set, I thought it was the perfect opportunity to take a song of mine and freely incorporate the elements of my improvisational playing with songwriting. Since I was given the 20 minute side of an LP, I figured it was a perfect opportunity to try to record something that was more stretched out. I also felt it was appropriate to work this way that with Three Lobed Recordings, because they have released most of my material from the duo and solo projects. 

I've focused on the duo with John Truscinski and my solo songs for the past few years. Although there are differences between these two projects, there is a common thread. I've become more patient as a guitarist; I've taken the time to understand structure. By trying different things, I'm able to figure out what works and what doesn't. In the past, I relied too heavily on improvising, rather than waiting to see how the songs might evolve with more time and thought. I wouldn't say that the music was forced, but it often was rushed. Now I try to avoid jumping into that kind of playing too quickly.

With John, I've been exploring long form drum and guitar instrumentals in this way. My solo material mostly incorporates songwriting, which has me coming up with lyrics and specific chords structures. The duo's improvisational aspects do effect my solo material, but it often happens only after I have the structure of the song down. The duo material derives from spontaneous melodies; we also try to replicate tonal qualities from things that we've heard. When I write a song, I have to play the bits and pieces many times in order to develop something I can comfortably present in a live setting. I suppose that is what we do as a Duo, but the end result is a bit different.

Ocean Parkway is your second album with drummer John Truscinski. I think it’s sounds more coherent and fluid than Sand City, with more exposed African element and a bit of free jazz attitude. What defines your partnership and how it evolves? To what extent is the evolution driven by improvisation?

John and I have been playing together for a long time now, and most of the projects that we've worked on before this were almost entirely based on improvisation, or rather, playing without much preparation. A few years ago we decided to simplify our approach and change our mode of improvising together. We wanted to come up with simple musical sketches and bring the improvising in after we got certain structures down. That approach has helped us develop the pieces on our two albums. For years we were working the other way around: just winging it. We would get up there and just play. That can be fun, but we both were ready for a different approach. I think our planning works for what we are trying to accomplish with drums and guitar. We are finally getting more comfortable with experimentation and letting the music take its own course.

Playing as a duo has allowed us to focus on our roles as players, and we have an equal exchange of ideas. We listen to a lot of different kinds of music. I'm constantly discovering different recordings from around the world that are really inspiring. We bring things we hear to our practices and explore them in our own way. Usually that leads to something that sounds totally different from what the original idea was. Our musical relationship is special because we play a lot and discuss and plan out what we do. In doing this we also push the music into a situation where we don't have to over-think it. It takes a lot of work to let the music take its own path.

I also think our second album is more fluid and coherent, and that comes from us being more confident playing as a duo and being more comfortable in the studio. These albums were recorded live in the studio with no overdubs, and some of the pieces are longer than 10 minutes. It took some work trying to get comfortable in the studio rather than in our dungeon of a rehearsal space, where we feel totally comfortable. When we went in to record our second album, we seemed to have finally figured out how to relax a bit more in that setting. In recording both of the duo albums, engineer Jason Meagher/Black Dirt Studio, has really helped us figure out how to take it easy and let our guards down a bit.

First half of your solo album Boerum Palace (which is your only solo album I have) presents songs with vocals, but last tunes there are instrumentals; and both your albums with John Truscinski are instrumental. Are you becoming able to express more instrumentally so you don’t need words and voice, or maybe you just feel that voice doesn’t fit sonically into this duo setting?

Both forms depend on spontaneity. The Duo is more of an expansive project, where we take musical ideas and work them into longer form instrumental pieces. It's an exchange between guitar and drums, and vocals would get in the way of what we're trying to accomplish musically. My solo stuff is more structured songwriting, with lyrics and predictable changes, etc. I think the songs takes a bit longer to develop; later, recording is a whole different process. Recently I've been playing with a band, and it has been great to get more input into realizing certain songs I've been tinkering around with. I usually just strum around and coming up random things, hoping to remember and come back to them. I try to keep the ideas loose and open for changes at all times. I'm currently planning a solo tour in Europe in the fall and I'm working on solo material. I am interested in songwriting as much as working on instrumental material. There will be more solo albums hopefully in the foreseeable future.

Of course I might be wrong, also because being European I see only a part of American musical tradition, but I feel that in American tradition guitarists either focus on instrumental music (John Fahey and so on) or they are rather singer-songwriters. Whereas in British tradition instrumental sophistication more often goes hand in hand with songwriting (Roy Harper, Michael Chapman, Bert Jansch). Is this British tradition important source of inspiration for you?

It's true that there are a lot of traditionalists in America who play a style of music that is pretty specific - whether it be fingerstyle guitar, noise drone, pseudo new age electronic, nerd rap, 3 chord pop songs, or whatever. I think that can be said for pretty much anywhere these days though. I guess it really depends on whatever people want to focus on and how they want to present what they do. I try to think of myself as not doing one particular thing; I've always tried to incorporate all of the elements I like. I've been trying to avoid doing something that sounds super specific to one genre. The three players you mention (Harper, Chapman, Jansch) are huge inspirations to me. You can hear the different influences in their music: jazz, blues, world, traditional folk, etc. I find the way they incorporate all of that into their music very inspiring. I was lucky enough to meet Bert Jansch last year before he sadly left this world. I have toured with Michael Chapman, and recently did a recording session with him that will soon be a part of the Black Dirt Studio Natch series. (http://natchmusic.tumblr.com/). It's been an amazing experience to become friends with him and play in part with a few of his tunes. We even came up with some things together. Michael Chapman is a truly remarkable man. He's got the best stories.

I hear some non-American influences –African, Indian – in your music. Which elements of your music are to largest extent informed by such non-American inspirations? Approach to improvisation? Sound/scales? Melody?

I am interested in a lot of music from all over the world. It seems that in the past 10 years there has been a renewed interest in discovering music (past and present) from all over the world. There are people like Ian Nagoski and labels like Sublime Frequencies and Dust-to-Digital that have been working hard at making music from all different times and regions accessible. I also enjoy digging around and searching myself, hoping to discover an item that may have been overlooked. It's amazing what you can find if you dig around in a dirty box. To me, finding a cassette of Bismillah Khan for 25. cents at a flea market is much more enjoyable that buying the LP for 40$ at an overpriced record store. Though if I can't find the cassette, I very well may shell out the money anyway.

I incorporate other regional music into my playing by trying to play things I hear from different parts of the world purely by ear. I'll try to mimic something on guitar, whether it be a particular tone or melodic idea that I hear. I recently recorded a cover of an old Rembetika song from 1930's Greece for a compilation. The original song was recorded on a traditional Greek Bazuki, so I took the sound of it and tried to mimic what I was hearing on guitar. I guess playing this stuff on guitar is a way for me to put my own stamp on the ideas that I hear in these recordings. I often get stuck on a phrase or melody that I come across and play it for a long time. It usually blossoms into something else. That's pretty much how I come up with most of my material.

Your song is included on recent Eight Trails, One Path compilation which I like a lot – both your tune and whole thing. This compilation does what its title suggest – shows different approaches to the instrument. How do you personally understand this “one path”? And what is your “trail”, what is for you the most interesting aspect of exploring guitar these days?

I'm inspired by people who really work on their craft and take it seriously. I don't mean serious in a technical sense—I mean that they have an undeniable presence when they play. Jack Rose was like that-- a real player and a real straight up guy. Richard Bishop is like that as well. When he sits down and plays everyone shuts up and listens.

Over the years these kind of players have inspired me to really work on what I do. Some of these people are on this compilation, so it's a great honor for me to be a part of that project.

You are going to take part in the performance of Rhys Chatham Guitar Trio, developed into larger band, at Spy Music Festival soon. Is it incidental experience for you, or are you participating in such projects more often? Guitar Trio or Branca’s Ascension are very important albums for some people, were these albums also important inspirations for you?

Rhys Chatham's particular focus on generating overtones with guitar is very interesting, particularly because of his classical background. I discovered his music a long time ago and it was a real pleasure to meet him and participate in a few of his works. I am looking forward to sharing a bill with his duo with Ryan Sawyer and my duo with John Truscinski. I also really am looking forward to performing the Guitar Trio with him for the first time at this festival.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Black Dirt Oak w popupmusic