polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Steve Gunn Eyes On The Lines

Steve Gunn
Eyes On The Lines

Steve Gunn w barwach dużej stajni (Matador) nagrał album kompromisowy, ale nie wydaje się, żeby ktoś mu ten kompromis narzucił siłą. Na Eyes On The Lines nie tyle zupełnie porzuca rdzenny, psychodeliczny folk, co na moment go poskramia, by nagrać pięknie skomponowany i brzmiący album folk-popowy. Różnorodny, o ładnie przyciętych metrażach piosenek, promowany niemal przebojowymi singlami. Kawałki z Eyes On The Lines nie mogłyby jednak być przebojami. Gunn bardzo sprawnie zawiesił bowiem kompozycje między folkową transowością a zwartą popową strukturą, między efemerycznym doświadczeniem rytualnym a miękką przebojowością. Efektem są najbardziej konkretne i jednocześnie najbardziej relaksujące piosenki w jego twórczości.

W najbardziej zwartych fragmentach („The Drop”, „Conditions Wild”) Gunn zbliża się do twórczości swojego kolegi, Kurta Vile'a, ale w porównaniu z nim wypada o wiele bardziej folkowo, wciąż przypominają raczej doświadczonego barda z lat 70. niż indie-folkowego młodzieńca z okładki NME. To bardzo dojrzale brzmiący album, co nie znaczy, ze brakuje mu lekkości. Wręcz przeciwnie, tej lekkości i sunięcia bez celu jest nawet aż za dużo jak na pop, mimo że kompozycje są wyjątkowo bogate, czasem nawet z trzema warstwami gitar. Jeśli cenicie wygrzane słońcem utwory Ry'a Coodera , to będziecie w domu. Utwory z Eyes On The Lines potrafią ponieść tak hipnotycznie, że czasem („Full Moon Tide”, „Night Wanderer”) ma się złudzenie, że kilkukrotnie przekraczają format radiowej piosenki. Nie zaczynają się i nie kończą, tylko wpływają i odpływają.

Eyes On The Lines to wspaniały album drogi, idealny zresztą do wszelkich form podróży – pieszo po parku, metrem pod miastem, motocyklem na wsi, rowerem do pracy, samochodem z wakacji. Aż trzy single promujące album wprost zresztą podróż sugerują, każdy na swój sposób. W klipie do  motorycznego i motocyklowego „Ancient Jules” Gunn spotyka się z legendą muzyki folkowej, Michaelem Chapmanem. Jestem pewien, że Fully Qualified Survivor Chapmana nie raz gościło w jego adapterze.

[Karol Paczkowski]

recenzje Black Dirt Oak w popupmusic