polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Steve Gunn Way Out Weather

Steve Gunn
Way Out Weather

Way Out Weather to kolejny, po ubiegłorocznym Time Off, krok Steve’a Gunna w stronę aranżacyjnego bogactwa. Songwriting, gitarowe motywy i głos pochodzącego z Filadelfii muzyka można poznać od razu, to już autorski, wyrazisty styl łączący tradycję spod znaku Michaela Chapmana z psychodelią oraz afrykańskimi i indyjskimi echami. Ponownie każdy utwór wyobrazić można sobie wykonany solo (tak zresztą utwory z Time Off Gunn zagrał rok temu w Warszawie), ale tym razem wypełnia je jeszcze szersza paleta środków – regularnie słychać dwie gitary, pojawia się gitara steel, banjo, instrumenty klawiszowe, nawet harfa. Jak na Gunna to dość koronkowa robota, przesuwająca go raz w rejony Califone, raz Kurta Vile (u którego Gunn czasem grywa drugą gitarę na trasach), chwilami nawet Calexico czy Wilco. Czy też po prostu Dylana. We wnętrzach piosenek znajduje się wystarczająco miejsca na instrumentalne eskapady, poszczególne instrumenty koloryzujące trzon brzmienia pojawiają się i znikają budując barwny, zmienny pejzaż.

To bardzo porządne gitarowe granie i pod względem aranżacyjnym niewątpliwie najbardziej rozbudowana rzecz w dorobku Steve’a. Także najbardziej przystępna, z mojego punktu widzenia parokrotnie aż do przesady. W ostatnich kilkunastu miesiącach Gunn ewidentnie się rozkroczył – z jednej strony rozwija ten finezyjny song-writing, z drugiej angażuje się bardziej improwizowane, bliższe eksperymentom projekty jak duet z Mike’m Cooperem, duet z Mike’m Gangloffem czy kolektyw Black Dirt Oak. Ma to sens, nie przeczę, ale chciałbym jeszcze kiedyś zobaczyć jak wygląda ponowne skrzyżowanie tych dróg. Na koniec Way Out Weather pojawia się najmocniejszy utwór albumu, tradycyjnie oparty o wibrującą ragę. Pozwala on żywić nadzieję, że jest na to skrzyżowanie jeszcze szansa.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Black Dirt Oak w popupmusic