polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
SIR RICHARD BISHOP Intermezzo / Outermezzo / Spontaneous Collaborations

SIR RICHARD BISHOP
Intermezzo / Outermezzo / Spontaneous Collaborations

Poprzednia oficjalnie wydana płyta (The Freak of Araby) Richarda Bishopa ukazała się w 2009 roku i jakiś czas temu muzyk wyczyścił zebrane w międzyczasie archiwa na własną rękę, wydając własnym sumptem trzy CD-Ry dostępne przez jego stronę internetową. Nakład każdej wyniósł 200, podpisanych przez artystę, egzemplarzy – podpisanych dosłownie, markerem na płytach Maxell. Pierwsza z nich, faktycznie najciekawsza Intermezzo, ukazała się w czerwcu także na winylu, nakładem Ideologic Organ, sublabelu Editions Mego pod kuratelą Stephena O’Malley. Ten album to swoiste, nieplanowane kompendium, przegląd różnorodności stylów gry Bishopa i fascynujące potwierdzenie jego talentów. W otwierającym CD-R kilkunastominutowym „Inner Redoubt”, Bishop z otwartych improwizacji tworzy gęstą sieć, w której poszczególne zagrania z czasem ustępują na ważności narastającej atmosferze, wyjątkowo jak na niego smutnej. Tę melancholię kontynuuje ascetyczne, wyciszone „Molasses”, ale już następne Dance of the Cedars wraca do północnoafrykańskiej energii The Freak…. „Reversionary Tactics” to elektryczna miniaturka, która zdaje się folkowym utworem granym pod włos, a „Dust and Spurs” to intensywny akustyczny utwór inspirowany bliskowschodnią tradycją. „Dhumavati” i „Khajuraho” to dwie ragi, „Hump Tulip” – filigranowe, swingujące retro, a „Cranial Tap” – skapująca improwizacja bliższa duchowi improv. Eklektyzm byłby jednak czczy, gdyby Bishop nie nadawał każdej formie wyraźnego autorskiego piętna i nie traktował techniki jako środka do ważniejszego celu. Jego muzyka jest uduchowiona, niemal mistyczna i skrywająca tajemnicę, ale zarazem bezpretensjonalna i niemal radosna.

Pozostałe dwie płyty są raczej pozycjami dla fanów. Outermezzo to bodajże druga po Elektronika Demonika płyta Bishopa bez gitary – ponownie elektroniczna. Ambientowo-noise’owa, operująca połyskliwymi dronami, szamańskim pulsem, niespiesznie przelewające się fale hałasu przeplatająca spreparowanymi ścinkami wokali. Trochę mistyczna, trochę opresyjna, nastrojem bardziej kojarzy mi się z jego filmowymi dokonaniami jak God Damn Religion, niż gitarowymi płytami. Ostatni z CD-Rów, Spontaneous Collaborations, to jak nazwa wskazuje, zbiór nagrań live z innymi muzykami – od duetów z Eugene’m Chadbourne na banjo, Tatsuyą Yoshida na perkusji i Edem Yazijian na skrzypcach, przez tria z Vishalem i Urmilą Nagar (tabla + harmonium) i Climax Golden Twins (gitary) oraz kwartetu z Messenger Girls Trio (Climax Golden Twins i David Knott, też gitary), z którymi zresztą Bishop nagrał onegdaj album. Godne wyróżnienia wydają się przede wszystkim hinduskie, medytacyjne otwarcie płyty, oraz dwa numery w pełni gitarowe. Jest w tych improwizacjach pewna atmosfera skupienia, która muzyce Bishopa służy. Podobnie jak w duecie z Yazijanem, który na skrzypcach imituje harmonium, a Bishop gra do tego na fortepianie! To doskonałe zamknięcie płyty. Wcześniej duet z Yoshidą wypada ciut zbyt przypadkowo, a ten z Eugene’m Chadbourne jest jakimś obłędnym, kreskówkowym dialogiem – intrygującym, ale wypadającym z pamięci.

Podsumowując, potężna porcja świetnej muzyki od artysty, który wychodząc trzy dekady temu z punkowych pozycji stworzył jeden z najbardziej oryginalnych zespołów tego okresu, a równocześnie i w następstwie stał się jednym z najbardziej oryginalnych gitarzystów. Bishop potwierdza, że jest antytezą rockizmu, udaje mu się być nieustannie kreatywnym i nasączać grę na gitarze czy to mistycyzmem, czy transgresją, czy prowokacją. Gdy jest na scenie i zaczyna grać – wszyscy milkną.

[Piotr Lewandowski]