polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mary Halvorson wywiad

Mary Halvorson
wywiad

Click here for the English version of this article.

Mary Halvorson jest jedną z najciekawszych postaci młodego pokolenia nowojorskich improwizatorów i kompozytorów w orbicie jazzu, a na dodatek jedną z niewielu osób sprawiających, że gitara w jazzie brzmi nietuzinkowo i intrygująco. Poniższą rozmowę przeprowadziliśmy po koncercie tria Thumbscrew w Warszawie.

Występ Thumbscrew należał do najbardziej intelektualnych koncertów, jakie widziałem w tym roku, być może przez to, że cały czas graliście z nut, co stanowi rzadkość u zespołów z pogranicza jazzu, które widujemy w Polsce. Jak dużym wysiłkiem jest praca w tym zespole?

Granie nowej muzyki w każdym zespole stanowi pewien wysiłek, dopóki się jej nie opanuje. Dziś wieczorem zagraliśmy klika nowych kawałków, których wciąż jeszcze się uczę. Ale akurat z tym zespołem gramy bardzo dużo prób i pracowaliśmy nad muzyką razem, dlatego nie mam poczucia, że jest to wysiłek. „Czuję” większość naszej muzyki, więc granie sprawia mi czystą przyjemność.

Niektóre z Twoich zespołów istnieją już długo, np. kwintet czy też duet z Jessiką Pavone, z kolei inne wydają się jednorazowymi projektami, jak Aych lub mają charakter improwizowanych spotkań, jak w przypadku trio z Weaselem Walterem i Peterem Evansem. Na ile zależy ci na trwałości Twoich zespołów?

Chyba bardzo – choć pracuję przy licznych projektach, niektóre z moich zespołów istnieją już bardzo długo. W zespole, z którym gra się długo, kontakt jest jednocześnie bardziej swobodny i precyzyjny. Wiesz, jak wchodzić w interakcje, tworzyć wspólne brzmienie i utwory, ale masz równocześnie więcej wolności, bo znasz swoich muzyków, ufasz im i przez to możesz pozwolić sobie na większe ryzyko i eksperyment. To dla mnie bardzo ważne. Lubię nawiązywać współpracę z nowymi muzykami, ale najbardziej odpowiada mi granie w tych samych zespołach od lat i – mam nadzieję – przez lata. Wierzę, że do takich projektów należy Thumbscrew.

Dlaczego swój kwintet rozszerzyłaś do septetu? Czy po dwóch wspólnych płytach uznałaś, że formuła kwintetu ogranicza, czy decyzja wynikała z tego, że komponowałaś muzykę dla większego zespołu i kwintet był dobrym punktem wyjścia dla niego?

Chciałam chyba poszerzyć paletę swoich możliwości. Chciałam dalej pracować z kwintetem, ale wyczerpały mi się pomysły kompozycji dla kwintetu. Gdy zainteresowałam się bardziej harmonią, uznałam, że cztery trąbki dadzą mi szerszą paletę możliwości. I o to mi chodziło – chciałam powiększyć zespół, ale też dalej pracować z tymi samymi muzykami. Decyzja o septecie była więc naturalnym krokiem.

W wielu zespołach i na wielu albumach jesteś jedynym muzykiem grającym na instrumencie elektrycznym – wszyscy inni grają na akustycznych. Znam wiele zespołów o podobnych cechach, w których brzmieniu dominuje gitara elektryczna, także pod względem głośności. Stąd tym bardziej cieszy równowaga, jaką w swoich zespołach zachowujesz między dźwiękiem akustycznym i elektrycznym. Czy wkomponowanie elektrycznego instrumentu w generalnie akustyczne brzmienie przysparzało Ci kiedykolwiek trudności?

Nie, gitara to bardzo dynamiczny instrument, a poza tym moja gitara ma mocno akustyczne cechy. Nawet teraz, mimo wykorzystywania wzmacniacza i pedałów głośności, mam poczucie, że mogę zaufać jej akustycznemu obliczu. A pedał głośności daje mi pewność, że mogę dynamicznie dostosowywać się do pasma. Nigdy się zresztą nad tym nie zastanawiałam, więc chyba nie stanowi to dla mnie problemu.

Korzystasz z dość ograniczonego zestawu efektów, a zarazem masz bardzo charakterystyczne brzmienie. Eksperymentujesz z różnymi rodzajami pedałów czy zawsze korzystasz tych samych?

Mam jeszcze parę innych efektów, ale ciężko mi to wszystko transportować – im więcej sprzętu, tym trudniej jest podróżować. Mam jeszcze jeden pedał, z którego rzadko korzystam, ale chciałabym to zmienić. Mówię o modulatorze pierścieniowym, który zrobił dla mnie mój znajomy. Ona ma także pedał, więc nagle wszystkiego robi się dużo. No i ten pedał nie jest kompatybilny z pedałem przesterowym, wywołuje pogłos. Przez te wszystkie trudności raczej go nie używam. Jeśli o mnie chodzi, zestaw, który biorę w trasy stanowi minimum konieczne, bym mogła wydobyć wszystkie dźwięki, na których mi zależy. Może kiedyś dodam jeszcze jakieś efekty, z których będę bardziej regularnie korzystać, a nie tylko okazjonalnie. Ale dla mnie efekty nie są sprawą kluczową. Służą podkreśleniu akcentów lub do ornamentacji, ale nie są sednem. Wystarcza mi to minimum.

Gitarzystów czasem definiuje dźwięk, czego kanonicznym przykładem jest My Bloody Valentine, ale także technika i sposoby wydobywania dźwięku – na przykład John Fahey opiera się właśnie przede wszystkim na technice i artykulacji, brzmienie ma raczej proste. Gdzie byś się umieściła na tym kontinuum?

Chyba nie stosuję takiego rozdzielenia. Moim zdaniem artykulacja i frazowanie wiążą się z atakiem gitary, co z kolei wiąże się z jakością dźwięku i tego, jak nuty ze sobą współbrzmią. Dla mnie to wszystko się ze sobą łączy: artykulacja, frazowanie, brzmienie instrumentu we wzmacniaczu, atak i mieszanie akustyki z elektryką. Nie da się tego rozdzielić.

W ciągu ostatnich lat pojawia się coraz więcej zespołów grających muzykę napisaną dla określonych wykonawców – przykładowo Mostly Other People Do the Killing nie będą w stanie zagrać muzyki Twojego kwintetu w sposób sensowny i na odwrót, choć Jon Irabagon gra w obu składach. W czasach Duke’a, Monka czy Milesa byłoby to natomiast możliwe. W tym samym czasie do jazzu przenika coraz więcej innych stylów muzycznych. Od czasu smooth jazzu nie wykształcił się żaden nowy gatunek w jazzie dominujący w danym okresie. Może znakiem rozpoznawczym drugiej dekady XXI wieku będzie eklektyzm wpływów i równoczesne pisanie muzyki pod danych wykonawców? Jakie jest twoje zdanie?

Z uwagi na powszechną dostępność muzyki sytuacja faktycznie wygląda tak, że wszyscy grają wszystko. Internet jest pełen najprzeróżniejszej muzyki we wszystkich możliwych gatunkach – muzycy z tych różnych gatunków czerpią inspirację, co ujawnia się w ich muzyce. Ponieważ w naszym kręgu ludzie są otwarci na muzykę w różnej postaci, chcą też komponować pod konkretne zespoły. Jeśli o mnie chodzi, to cieszy mnie granie w takich zespołach specjalnie zaaranżowanych kompozycji. Fajnie, że Mostly Other People mają własne brzmienie i muzykę, niemniej i tak uważam, że łączy nas wszystkich wspólny język. Mamy tu bardzo szerokie spektrum, bo są przecież i tacy, co grają standardy i są w stanie „przenosić” utwory z jednego zespołu do drugiego. Każdy znajdzie to, czego szuka, bo tyle różnych rzeczy się w muzyce, co mnie osobiście ekscytuje.

Pracujesz nad swoją pierwszą solową płytą. Przez ostatnie 10 lat wydałaś kilka albumów autorskich projektów i grałaś na niezliczonej liczbie płyt innych. Czy nagranie pierwszej solowej płyty teraz to późno czy wcześnie?

Ani jedno, ani drugie. Myślę, że to dobry moment, dlatego robię to teraz. Gdyby cztery lata temu zapytano mnie, czy wydam solową płytę, zaprzeczyłabym, bo nie miałam jeszcze na nią pomysłu. Parę lat temu pierwszy raz pomyślałam jednak jak taka płyta mogłaby wyglądać. Ćwiczyłam przez ostatnie lata własne wersje rozmaitych standardów, ale nie tylko standardów – także utworów, które po prostu lubię, bardzo różnorakich - zarówno kompozycji moich przyjaciół, jak i Duke’a Ellingtona.

Zatem płyta zawierać będzie tylko standardy i cudze utwory?

Zgadza się. Nie miałam inspiracji, żeby komponować utwory na solową gitarę – bardziej pociąga mnie komponowanie dla septetu czy Thumbscrew. Na gitarze solo wolę interpretować cudzą muzykę na swój własny sposób – i na tym się skupiłam. Jest to wyzwanie, bo to dla mnie zupełna nowość i choć nie jestem jeszcze w punkcie, w którym chciałabym być, poświęciłam temu projektowi dużo czasu i powoli coś się z niego wykluwa.

Na ile zaawansowane jest to nowe przedsięwzięcie?

Mam za sobą parę występów, ale nie mam poczucia, że to projekt gotowy i w pewnym sensie nigdy nie będzie, jeśli rozumiesz, co mam na myśli.

Rozumiem. Czy jest teraz na etapie pracy licencjackiej, magisterskiej czy doktorskiej?

Licencjackiej. (śmiech)

Czy masz swojego ulubionego gitarzystę grającego solo?

Na pewno zalicza się do nich Marc Ribot, ale jest ich bardzo dużo. Joe Morris, który był moim nauczycielem, Brandon Seabrook, który teraz ma swój solowy projekt gitarowy, zresztą fantastyczny, także Mick Barr. Ich style grania są bardzo różne, co również uważam za fantastyczne. Na pewno o kimś jeszcze zapomniałam, tyle teraz powstaje muzyki… Niektórym świetnie idzie śledzenie wszelkich muzycznych trendów, ja do takich osób nie należę, ograniczam się do pewnych sfer i przegapiam przez to masę dobrej muzyki. Nie jestem z tego dumna, ale jest to nieuniknione i pogodziłam się z tym.

 

English Version

Mary Halvorson is one of the most interesting figures of the young generation of New York improvisers and composers working in and around jazz. She is also one of the most unique guitarists these days, and one of the few people who can make the guitar an intriguing voice in jazz. The interview was conducted after her concert with Thumbscrew in Warsaw.

Thumbscrew’s gig was one of the most intellectual concerts I've seen this year, maybe also because you played using notation the entire concert, which doesn’t happen often with jazz-related bands who come to Poland. How much of an effort is it to work with this band?

When there's a new music in any group sometimes it feels like an effort until you really get to know it. We do have some new pieces that we played tonight so I'm still kind of trying to figure it out. But overall with this group I feel that we've worked on the music quite a bit and rehearse, especially the pieces on the record and it doesn't feel like an effort. Because I feel inside the most of the music and it actually feels really fun.

Some of your project exist already for quite a long time, for example the quintet or your duo with Jessica Pavone, but some seem one-off, like Aych, or improvising groups which just meet and play, like your trio with Weasel Walter and Peter Evans. How important is it for you to keep bands working for a long time?

I guess it's really important. Although I have many projects, I do feel that I have several bands that are long standing. I think that when you have a band for a long time, it gets both looser and tighter. You understand how to interact with people and you develop a sound, you develop composition, but you also have much more freedom, because you trust the musicians and you know them so well that you can take more risks and experiment more. To me it's a very special thing. I like to have a lot of new collaborations, but I think having bands over a long period of time is what I really love to do and hope to continue. Thumbscrew is one of those projects I hope to keep for a long time.

Why did you extended the quintet into the septet? Did you thing that the quintet format somehow limits you after two albums, or you were composing the music for a larger band and decided to work with the same musicians as in the quintet?

I guess I wanted a larger palette. I wanted to keep working with the quintet that I wasn't necessarily inspired to say something new compositionally with the quintet. I became more interested with the harmony, and at that point I thought that having four horns will give me an extended palette to work with. It was just what I wanted to do, having the band larger, but I really wanted to keep working with all those musicians. It felt like a natural thing to do.

In many of your bands and on many of your albums you play the only electric instrument, surrounded by the acoustic instruments. I know bands with for example electric guitar, double bass and drums, in which the electric guitar dominates the overall sound and gets much louder than the other instruments. Because of that I enjoy the balance between the electric and the acoustic in your bands even more. Was it ever an issue for you, to fit the electric instrument into acoustic bands?

I don't think so, because the guitar is so dynamic and my guitar has such a strong acoustic quality too. Even now, when I had pedals and amp, I feel I can rely on the acoustic side of things. My volume pedal is there, so I know I can stay within the range dynamically. I never have thought about it that way, so I guess I doesn't feel like an issue to me.

You use quite minimal set of effects and your sound is very recognizable. Do you experiment with different sets of pedals or stick to the same set?

I do have a couple more effects but I it's hard for me to carry around more stuff and the more stuff you have the more complicated everything becomes. I have one more pedal that I don't really use that often, that I would like to use more. It is a ring modulator, which is custom made by a friend of mine. It also has a foot pedal, so I'm adding two pedals then and everything becomes a lot. Also that pedal doesn't get along with my distortion pedal as it creates feedback, so there are problems and I tend not to use it. I think for me this set up is kind of minimum that I can have to get all the sounds that I want. Maybe someday I will add other pedals and use them regularly, not only occasionally. But the effects aren't the main thing for me. I like to use them as accents or ornamentation, but for me it's not about the effects, I just need the minimum that I feel it works.

Guitarists are sometimes defined by sound, for example My Bloody Valentine, is purely about sound, but sometimes by technique and articulation – for me John Fahey is all about technique and articulation, his sound is rather simple. If you were to locate yourself on this spectrum, where would it be?

I guess I don't really separate the two that much. I think articulation and phrasing are tied into the attack of the instrument which is tied to the tone quality and the way the notes resonate. For me it's all kind of mixed together. I think about articulation, phrasing, and also about the way the tone of the instrument get out of the amp, the attack of the instrument, the blend of the acoustic and the electric. It's hard to separate, I really think about all those things.

In recent years there are more and more bands which play music designed for a particular group of musicians – Mostly Other People Do the Killing can’t really meaningfully play tunes of your Quintet and vice versa, even though Jon Irabagon plays in both bands. In the Duke, or Monk, or Miles eras that would surely be possible. But also jazz is infiltrated by many other styles. Since smooth jazz there are no new “genres” in jazz, characteristic for particular times. Perhaps this outward looking approach to inspirations and inward looking approach to performing will be a trademark of the 2010s. Could you please relate to that?

It seems like right now everyone is doing everything, and that everyone has access. The Internet is full of all kind of different music, all kind of genres, I feel that people are influenced by many different genres and therefore the music often reflects that. I guess because we're in this base where everyone is really open and into a lot of types of music, people are also into composing for specific bands. I like having specific bands, arranged compositions, to me it's great. I think it's cool that Mostly Other People they have their own music, their sound and that's what they play. But I still feel there's a language that people can relate and get together and bring compositions. There's a really broad spectrum, there are still a lot of people playing standards and they can transfer songs from band to band. You can find anything you want now, there's such a diverse range of stuff happening, which I think is exiting.

You are working on your first solo album. You released several albums of your bands and was a sideman on several more over the last 10 years. So recording your first solo album now is early or late?

I don't think it's early or late. It feels like the right time, which is why I did it now. If people would ask me four years ago will I do it, I would say no, and that was because I didn't have a concept, had no inspiration to do it. Then I thought about this concept a couple of years ago and I've been practicing a lot on my own versions of various standards but also many other composition, just songs that I like. It could be anything, it could be something a friend of mine wrote or it could be a Duke Ellington song.

So there will be only on standards and compositions by other people on that album?

Yes. I got no inspiration to compose music for solo guitar. I'm more interested in composing music for the septet or for the Thumbscrew. But for solo guitar I was just more interested into interpreting other music and trying to do that in original way. That's what I've been working on. It's a challenge, it's new to me and it's not quite where I wanted to be right now, but it's coming along so I've been spending a lot of time working on that.

How advanced is this endeavor?

I've done some performances, but I don't feel that it's finished. It probably never will be, if that makes sense.

It does. Now it’s like a bachelor, a master or a PhD thesis?

It's like a bachelor. (laughs)

Do you have your favorite guitarist but in terms of performing solo guitar?

Mark Ribot is probably one of my favorites. But there's a lot of people doing solo guitar. Joe Morris, who was my teacher, Brandon Seabrook has a solo guitar project right now which is great, Mick Barr. All those people are really different, I think that's great too. I'm sure I'm forgetting someone really great, and there's so much music out there. Some people are really good in following everything. I'm not one of them, I kind of get narrowed on certain things and I miss a lot of music. That's not something I'm proud of but I think it's sort of a inevitable that I'm gonna miss a lot of stuff, and that's OK.

[Piotr Lewandowski]