polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Peter Evans / Agusti Fernández / Mats Gustafsson Kopros Lithos

Peter Evans / Agusti Fernández / Mats Gustafsson
Kopros Lithos

Zarejestrowany w grudniu 2009 roku koncert w poznańskim Dragonie był pierwszym spotkaniem tego trio – muzyków różniącego się wiekiem, narodowością i doświadczeniem. Zarazem muzyków doskonale komunikujących się na płaszczyźnie intuicji, obdarzonych improwizacyjnym zmysłem i fantazją oraz, last but not least, redefiniujących możliwości swych instrumentów – trąbki, saksofonu, fortepianu. Zarówno oglądając trio Evans / Fernández / Gustafsson na żywo (druga okazja nadarzyła się w marcu tego roku), jak też słuchając ich tutaj uświadamiamy sobie, jak subiektywne jest, udające obiektywne, pojęcie „niekonwencjonalnych technik gry”, tak często stosowane w odniesieniu do bohaterów tego tekstu. Przecież dla każdego z nich to właśnie „niekonwencjonalna” gra – niekończący się oddech permanentny, mikro dźwięki, drony, czy gra strunami fortepianu – wyznacza podstawowe litery autorskiego alfabetu. Sonorystyczny warstwa „Kopros Lithos” ukazuje to dobitnie.

Jednak zdałoby się to na nic, gdyby alfabety te nie tworzyły wspólnego języka i jednej opowieści. Co jest ich elementem wspólnym, możemy się tylko domyślać. Free jazz? Tradycja awangardowa? Zdolność słyszenia innych i natychmiastowego reagowania? Chyba wszystko na raz, bo słuchając „Kopros Lithos” wręcz trudno uwierzyć, że to pierwsze spotkanie muzyków, pracujących tu jak jeden organizm. Jedną z cech dobrych improwizatorów jest gotowość ponoszenia klęsk w poszukiwaniu momentów wybitnych i docierania do miejsc wcześniej niewyobrażalnych. Każdemu z nic się pewnie takie porażki zdarzały, ale „Kopros Lithos” jest właśnie momentem nagrody, namacalnym dowodem na możliwości, jakie otwarta improwizacja otwiera przed muzykami, którzy mają coś głęboko własnego do przekazania i gotowi są stworzyć narrację wspólnie. Rzadko udaje się piękno free improv tak dobrze uchwycić na nośniku. Jedyny minus tej płyty to sporadyczne porykiwania publiczności – widocznie w Dragonie było jeszcze lepiej niż możemy sądzić na podstawie nagrania.

[Piotr Lewandowski]