polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mary Halvorson Od kwintetu do duetu

Mary Halvorson
Od kwintetu do duetu

Mary Halvorson jest wyjątkową gitarzystką, zwłaszcza dla tych, którzy gitarzystom jazzowym nie ufają. W jej grze słychać echa zarówno Dereka Bailey, jak i Jeffa Parkera, ale Halvorson patrzy przede wszystkim do przodu, tworząc muzykę, która operując jazzowymi środkami w podobnym stopniu odwołuje się do Anthony’ego Braxtona, co do Deerhoof. Braxton jest tu zresztą postacią istotną –około dziesięć lat temu Anthony Braxton zaprosił ją do swoich zespołów, a pierwszym jej nagraniem z Braxtonem był bodajże kwintet w 2005 roku. Ja sam miałem okazję ją usłyszeć po raz pierwszy trochę przypadkowo jeszcze ciut wcześniej, na płycie Sister Phantom Owl Fish formacji Trevor Dunn's Trio Convulsant, którą uzupełniał perkusista Ches Smith. Prawdziwa eksplozja kreatywności Halvorson nastąpiła jednak w ostatnich dwóch latach i tak się składa, że ostatnio nie tylko nagrała płyty i z Dunnem, i ze Smithem, lecz z tym drugim wystąpi niebawem na warszawskim Warsaw Summer Jazz Days w zespole Ches Smith & These Arches. Ten tekst jednak skupia się na kilku płytach Mary z ostatnich miesięcy, a dokładnie na czterech – po jednej od kwintetu, przez kwartet i trio do duetu.

W mrowiu zespołów Halvorson, chyba Mary Halvorson Quintet można uznać na najważniejszy working band. Po doskonałym Saturn Sings z 2010 roku, tegoroczna płyta Bending Bridges jest drugą nagraną ze składem John Hebert (kontrabas), Ches Smith (perkusja), Jon Irabagon (saksofon altowy), Jonathan Finlayson (trąbka). Napięcie między akustyczną sekcją rytmiczną i dętą oraz elektryczną gitarą Halvorson jest sednem brzmienia tej formacji. Halvorson, podobnie jak w innych projektach, oszczędnie używa efektów, na pierwszy plan wysuwając to, co można zagrać za pomocą instrumentu jako takiego, w ten sposób niejako stawiając się w jednej linii z resztą zespołu, mimo podłączenia do prądu. Kwintet brzmi jazzowo i spina zawiłe kompozycje zgrabnymi melodiami, w środku wybebesza je kompletnie, nie zaburzając przy tym płynności przebiegu muzyki. Wrażenie to wynika chyba głównie z tego, że ciężar tytułowego zaginania spoczywa na Halvorson i sekcji rytmicznej, a sekcja dęta pozornie gra niby na wprost. Oklepana fraza o graniu na przecięciu kompozycji i improwizacji nabiera tu głębokiego znaczenia. Bending Bridges jest cięższą płytą od Saturn Sings, zarówno w brzmieniu, jak i w odbiorze, mniej tutaj dekonstrukcji jazzowej formy, więcej gięcia jej tak, by osiągnąć punkty styczne z innymi metodologiami, nawet z praktyką didżejską.

Wspomniany wcześniej Deerhoof nawet częściej przychodzi na myśl w przypadku grupy The Thirteenth Assembly, którą tworzą oprócz Halvorson Taylor Ho Bynum (kornet), Tomas Fujiwara (perkusja) i Jessica Pavone (altówka). Ich druga płyta Station Direct, która ukazała się w Important, przesiąknięta jest lekkością i radością grania osób doskonale znających się muzycznie i nie tylko, które grając niemal ekwilibrystycznie grają zarazem pięknie, wręcz ślicznie. Każdy z muzyków wnosi tutaj kompozycje, w miarę ich przebiegu muzycy tworzą przeróżne koalicje brzmieniowe, a stylistyki wirują jak w kalejdoskopie – od różnych odcieni jazzu, przez muzykę klasyczną po rock różnej maści. Brzmienie też mutuje, ale tworzy to jednak bardzo spójny obraz zespołu, który odkrywa idealną, zwiewną formę dla nietypowego zestawu instrumentarium, jakim dysponuje. Słychać, że oni po prostu chcą ze sobą grać i napędzają się nawzajem także poza tym projektem. Tu warto wspomnieć dwa inne powiązane albumy. Po pierwsze, Taylor Ho Bynum Sextet, w którym nie uczestniczy Pavone, natomiast grają Jim Hobbs (saksofon altowy), Bill Lowe (puzon, tuba) i Ken Filiano (kontrabas). Ubiegłoroczne Apparent Distance prezentuje zupełnie inną koncepcję niż Station Direct: skomponowaną przez Bynuma suitę o czterech częściach, o ustalonej koncepcji brzmieniowej. To bardzo dobry album, do którego warto wrócić. Ciekawą nowością jest natomiast płyta The Air Is Different grupy Tomas Fujiwara & The Hook Up. Na niej właśnie gra wspomniany wcześniej basista Trevor Dunn, a także trębacz Jonathan Finlayson (ten z kwintetu Halvorson) oraz saksofonista Brian Settles. Ten skład podążą podobną ścieżką jak MHQ, mając choćby analogiczny zestaw instrumentów, ale jest jednak bardziej tradycyjny.

Wspomniany przy okazji sekstetu Bynuma saksofonista Jim Hobbs zaprosił tego kornecistą i Halvorson do wspólnego trio, które pod nazwą Aych wydało wiosną swój pierwszy album As The Crow Flies. W połowie składają się na niego kompozycje Hobbsa, w połowie zbiorowe improwizacje. Można odnieść wrażenie, że tria są ostatnio najbardziej, powiedzmy, eksperymentalnymi składami Halvorson, vide trio z Peterem Evansem i Weaselem Walterem. Tu Aych wydaje się ciekawszy, po pierwsze dzięki eksplorowaniu wymagającej także dla słuchacza niszy brzmieniowej – dwa instrumenty dęte plus gitara – a po drugie dzięki ciekawym zwrotom akcji i niespodziankom – czasem słuchamy abstrakcyjnego improv, czasem rzeczy bardzo melodyjnych i zaskakujących cytatami nawet z americany.

Zamykający ten przegląd album to Departure Of Reason duetu Mary Halvorson & Jessica Pavone, płyta niezwykła. Język przez wypracowany przez artystki wręcz szokuje kompletnością, pozornie wąskie instrumentarium wykorzystane jest tak, że nie ma tu miejsca ani potrzeby kolejnego głosu, z wyjątkiem głosu ludzkiego – trzy utwory na płycie to piosenki zaśpiewane przez obie panie. Te utwory nadają całości z jednej strony surrealistycznego, a z drugiej strony pewnego egzystencjalnego wydźwięku. Halvorson & Pavone grają ze sobą w sposób intuicyjny, przechodząc płynnie między konwencjami, brzmieniami i nastrojami, uzupełniając nawzajem swoje wykonawcze ekstrawagancje. Departure Of Reason to płyta niezwykle dopracowana, ale zagrana bez wysiłku, fascynująca i wręcz zaskakująca, że można tak grać – przejście od kameralistyki przez improv do hard-rocka i z powrotem naprawdę może brzmieć w sposób naturalny, wręcz oczywisty, co pokazuje choćby ostatni instrumentalny numer na płycie, czyli „Ruin”.

Ponieważ dotychczas w tym roku praktycznie nie ma miesiąca bez płyty z udziałem Mary, już można cieszyć się na następną. Po pięciu latach przerwy, do gry wraca avant-punk-rockowa grupa People - kiedyś duet Halvorson z Kevinem Shea, teraz trio z basistą Kyle’m Foresterem. Album Three Times A Woman (lub 3XaWoman) ma się ukazać w tym roku w I and Ear Records. I jak tu jej nie lubić.

[Piotr Lewandowski]