polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
MARCIN MASECKI Die Kunst der Fuge

MARCIN MASECKI
Die Kunst der Fuge

Nie będę udawał, że znam się na Bachu. Słucham tej płyty słuchając Maseckiego, który w domu „grając muzykę barokową tak, jak inni ludzie grają w tetris” (parafrazując wypowiedź jego małżonki z wywiadu poniżej), publicznie mierzy się z ostatnim, nieukończonym dziełem Bacha, swoistym studium opartym na jednym temacie, ukazywanym w różnych wersjach. Sztukę fugi odbieram jako kompozycyjny manifest, do którego Masecki podchodzi, powiedzmy, z mniejszą dezynwolturą niż do większości muzyki, którą w jego wykonaniu słyszymy. Nawet (również barokowe) sonaty Scarlattiego grał dokonując na nich solidnych manipulacji, ale tam były pewne przestrzenie do improwizacji formą i treścią, tutaj, jeśli dobrze rozumiem, jest kompozycyjny plan Bacha, który w rękach Maseckiego staje się ważniejszy od samego pianisty, na swój sposób przezroczystego – Masecki eksponuje kompozycję, jej wymagania i rezultaty. To oczywiście też jest wybór artystyczny, tyle, że nietypowy w czasach przepełnionych "upiększaniem" i "przybliżaniem".

Całość nagrano na dyktafon, co w środowisku klasycznym może brzmi absurdalnie, ale akurat dla Maseckiego jest chlebem powszednim. Odessane z niuansów i barw, suche brzmienie czyni tę muzykę niemal nieludzką, konsekwentną aż do bólu, trudną do wchłonięcia od początku do końca na raz. Tym bardziej, że Masecki gra na swój sposób beznamiętnie, tak jakby w stosunku do utworów żywił głównie poglądy, a nie emocje.  „Dobre zagranie frazy po godzinach ćwiczeń dostarcza fizycznej przyjemności.” – mówił we wspomnianym już wywiadzie, ale tutaj jest przede wszystkim skupienie, którego się też od słuchacza oczekuje. Najmniej ekscentryczna płyta Maseckiego staje się więc dość ekscentrycznym, a na pewno wymagającym sposobem ukazania Bacha – trud wykonawcy musi być czasem też trudem słuchacza.

[Piotr Lewandowski]