polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
PROFESJONALIZM Chopin Chopin Chopin

PROFESJONALIZM
Chopin Chopin Chopin

„Jazz jest jak klasyka” – powtarza od lat jeden Marsalis z drugim, racjonalizując muzyczny chów wsobny uprawiany na bazie 32-taktowego AABA i innych „klasycznych” form. Rzut oka na coroczne nagrody jazzowe i główne światowe festiwale unaocznia, że czystości gatunku establishment broni dość skutecznie. Odsuwając się od mainstreamu konserwatyzm tak daleko posunięty napotykamy co prawda rzadziej, ale prawdziwych innowacji – czy to formalnych, czy brzmieniowych – nie ma znów tak wiele. Jeśli recykling idei i estetyk stał się w ostatnich latach dominującym trendem całej popkultury, to paradoksalnie jazz wiódł w tym prym. Całe szczęście, że siłą ekspresji, brzmieniową i/lub aranżacyjną fantazją, pięknem/brudem albo błyskotliwością improwizacji (itp. itd., łącznie lub w podzbiorach) potrafimy się zadowolić i na fakt, że dekadę, dwie lub trzy temu, ktoś mógł zagrać bardzo podobnie, przymykamy oko. Sam robię to nagminnie i z radością.

Ale problem relacji aktualnej muzyki jazzowej z jej historią, w całym jej bogactwie i ciężarze, pozostaje. Spośród propozycji negocjujących tę relację w nowatorski sposób, ostatnio przemawiają do mnie szczególnie trzy: Mostly Other People Do the Killing, z ich hiperaktywnym graniem „całego jazzu na raz i w tym samym momencie”, Peter Evans Quintet i jego podwójnie improwizowana gra na akustyczny kwartet i laptopowy live processing, oraz Matana Roberts z wielopłaszczyznowymi, motywowanymi pozamuzycznie kompozycjami, w której poszczególne wątki z historii jazzu funkcjonują w równym stopniu dla estetycznych walorów, co dla budowania znaczeń. I właśnie dopisuję do tej listy Profesjonalizm.

Jeśli Marcin Masecki odsunął się na kilka lat od jazzu, bo ciężko było mu rozwinąć w nim w pełni autorski przekaz, który zaprezentował na płytach solowych, to powrotu do tej stylistyki dokonał niezwykle przewrotnie. W skomponowanym od pierwszej do ostatniej sekundy programie Profesjonalizmu utwory nie funkcjonują jak niezależne kompozycje, lecz raczej jak części suity, pospinane wzajemnymi odniesieniami na dłuższych odcinkach czasowych. W tym aspekcie pomysł Maseckiego zdaje się podobny do koncepcji Roberts. Równocześnie utwory te są bardzo rozrywkowe, pełne cudnych melodii i chwytliwych groove’ów. Buzują od kontrastów, przerysowań i finezji, sygnałów i niedopowiedzeń, a nieregularne porcje repetycji, czy wreszcie programowe fałsze i rytmiczne czkawki sprawiają, że nawet najbardziej retro-tematy i retro-figury stają się wywrotowe. W tym pełnym premedytacji graniu jazzowymi gestami i odwracaniu ich na wznak Profesjonalizm przypomina MOPTDK. Ale ich sens i funkcja w całokształcie muzyki są diametralnie inne. Kompozycja Maseckiego pokazuje, że jazz potraktowany jak klasyka, ale w sposób, o którym w Lincoln Center nikt pewnie nawet nie rozmawia, może być genialny.

Istotną warstwę wyznacza tu retrobrzmienie, uzyskane nagraniem analogowo na trzy mikrofony, co umieściło w tle sekcję rytmiczną, w koncertowym wydaniu pierwszoplanową. Więcej uwagi poświęcamy tej kwestii w wywiadzie z Maseckim w tym numerze, więc nie ma sensu jej tu rozwijać. Ważne, że w tej sentymentalnej otoczce, wzmocnionej przez kapitalną okładkę, Profesjonalizm proponuje coś radykalnie nowego, muzykę sprawiającą olbrzymią przyjemność i radość, a równocześnie fascynującą intelektualnie.

[Piotr Lewandowski]

artykuły o Kamil Szuszkiewicz w popupmusic