polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
PINK FREUD Alchemia

PINK FREUD
Alchemia

W wywiadzie udzielonym PopUp jesienią 2006 Wojtek Mazolewski wspomniał, że największą inspirację znajduje w płytach nagrywanych live i w takich też warunkach potrafi z Pink Freud'em wydobyć całą drzemiącą w tym składzie energię. Na wydanym w lutym ubiegłego roku "Punk Freud" żywiołowości i koncertowej swady znaleźć można wiele, lecz każdy bywalec koncertów Pink Freud wie, że faktycznie w scenicznych warunkach i interakcji zespół odnajduje swój potencjał. Nagranie płyty koncertowej było więc chyba kwestią czasu, lecz cieszy niezmiernie, że nastąpiło to kwintecie z Tomkiem Dudą na saksofonie/klarnecie i Marcinem Maseckim na Hammondzie i klawiszach innych. Nie chciałbym deprecjonować wcześniejszych rozwinięć tria PF do większych składów, ani też nie twierdzę, że wszystkie te poszerzenia sceniczne do kwartetu lub wzwyż słyszałem. Jednak jest sporo prawdy w tezie, że taki właśnie kwintet najbardziej fascynująco poszerza spektrum brzmieniowe i sonorystyczne Pink Freuda, nadając mu nieokiełznanej energii, przy ujmującym liryzmie zarazem.

Choć od pewnego czasu dźwięki Tomka Dudy stanowią nieodłączny wręcz składnik brzmienia grupy, to udział Marcina Maseckiego jest kompletnym novum. "Alchemia", choć nagrana jeszcze w roku 2006, stanowi swoiste podsumowanie bardzo kreatywnego roku tego muzyka, który oprócz, rozwijających się z czasem w fascynujący sposób, tras z Pink Freud, zagrał szereg koncertów solo, kilka z Muzykoterapią, parę z Mitch & Mitch (w tym genialny występ jako Half Mitch-Half Ape na Święcie Niemego Kina w Iluzjonie), kilka z didżejami na Deckonstrukcjach w warszawskim Planie B. Ponadto w zjawiskowym trio z Raphaelem Rogińskim i Maciem Morettim przebłysnął geniuszem tkwiącym w takiej konstelacji, a wszystko na swój sposób ukoronował obłędnym występem solo na warszawskiej rowerowej Masie Krytycznej. I to głównie dzięki niemu Pink Freud jest na "Alchemii" ciężki i psychodeliczny jak nigdy dotąd. Jest ich muzyka również bardziej dojrzała i pełna, choć byłoby nadużyciem powiedzieć, że tylko dzięki Maseckiemu - to już raczej zasługa całego kwintetu i języka wypracowanego przez muzyków.

Nie tracąc nic ze swej nieodłącznej energetyczności, a przybierając na rozmachu i głębi, Pink Freud wyznacza "Alchemią" kolejny wyraźny punkt na swojej artystycznej drodze, charakteryzując się autorską wizją muzyki, wykonawczym kunsztem i sceniczną ekspresją. Jest w tych dźwiękach wiele wątków, zdumiewająca erudycja eksplorowanego nurtu, odwaga i potężna porcja zabawy. W rezultacie, "Alchemia" fantastycznie otwiera nasz jazzowy rok. Zaś dla tych, którzy nie widzieli Pink Freud Quintet na żywo, drobna zabawa na koniec - album został zarejestrowany podczas pierwszej wspólnej sesji muzyków. Wyobraźcie sobie, jak to brzmiało live rok później.

[Piotr Lewandowski]