polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Pink Freud Horse & Power

Pink Freud
Horse & Power

Jeśli wydany przed dwoma laty, niezwykle bogaty brzmieniowo i nasączony elektroniką Monster Of Jazz mocno wychodził z jazzowych ram, najnowszy album kwartetu czyni to jeszcze wyraźniej. Mariaż z elektroniką tym razem jednak ograniczył się do minimum – postawienie na żywe brzmienie jeszcze bardziej podkreśla, jak bardzo kompetentnie zespół radzi sobie z zagospodarowaniem przestrzeni muzyką efektowną i energetyczną, zagraną bezpretensjonalnie, z mocno wyczuwalnym luzem i spontanicznością.

Chyba żadna inna z wcześniejszych płyt ekipy Wojtka Mazolewskiego nie przyniosła tylu wpadających w ucho melodii, spokojnie większość z nich jeszcze długo będzie mocnymi koncertowymi „hitami”. Pomogła temu pewnie i kondensacja materiału, z dziesięciu kompozycji jedynie dwie trwają dłużej niż pięć minut, przez co w klarowności poszczególnych struktur łatwiej doświadczyć tego nagromadzenia energii i intensywności.

Powstała muzyka w sumie mniej wyrafinowana niż poprzednie dokonania grupy, prosta w dobrym tego słowa znaczeniu, zagrana bez barier, przez co do jasnego zdefiniowania nie aż tak oczywista. Bo nie tyle dialogi saksofonu Tomka Dudy z trąbką Adama Barona (to już niemal znak rozpoznawczy Pink Freuda), ale zwłaszcza bas Mazolewskiego, napędzający całość brzmieniem silnie naznaczonym rockowym, wręcz punkowym pierwiastkiem, może dowodzić, że trudno o umieszczenie oblicza grupy w ściśle określonym kanonie; obok utworów z dużym potencjałem przebojowości (choćby "Pink Hot Loaded Guns"), punkowego szaleństwa w postaci utworu tytułowego, jest i hołd dla jazzowej tradycji ("Flying Dolphy").

Większy sentyment mam do bardziej surowego, szorstkiego brzmienia z czasów Punk Freud, które, choć w jazzowych ramach pozostawało dużo wyraźniej, to ujmowało dramaturgią i bardziej intensywnym penetrowaniem freejazzowego obszaru. Jednak Horse & Power jest pozycją zdecydowanie udaną i wartą uwagi, udowadniającą, że zespół nadal ma dużo do powiedzenia. Bez względu na to, czy to wciąż jazz…

[Marcin Marchwiński]