polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Isis wywiad z Aaronem Turnerem

Isis
wywiad z Aaronem Turnerem

W rok po wizycie w Polsce, Isis ponownie zawitało do Europy. Krótka trasa sprowokowana była występem na legendarnym festiwalu Roadburn w Holandii, gdzie zespół był jedną z głównych gwiazd. Bez "obowiązku" promowania albumu, Isis zaprezentowali przekrój swojej dziesięcioletniej działalności, udowadniając ponownie, że ich muzyka na żywo jest doświadczeniem o intensywności trudnej do opisania. Oczekiwanie na kolejny album formacji umilamy Wam rozmową z liderem grupy, Aaronem Turnerem.

Po premierach ostatnich dwóch albumów najpierw graliście w Stanach, by później więcej koncertować w Europie. Co jest dla Ciebie wyróżnikiem grania w Europie?

Interesujące jest zróżnicowanie odbioru naszej muzyki w różnych miejscach, odmienna percepcja, która przecież wpływa na rozwój koncertu. Publiczność, która jest chłonna, której energię czujesz, motywuje do bardziej energetycznego występu. Szczególna jest publika, która nie reaguje fizycznie, ale czuć w niej skupienie, napięcie, co nadaje koncertom intuicyjny, podprogowy wymiar. Dla mnie są to interesujące doświadczenia, swoisty eksperyment społeczny.

Jak wyglądają jego wyniki w przekroju europejskim?

Cóż, w ubiegłym roku chyba najbardziej zgaszoną publiczność spotkaliśmy w Amsterdamie, ale może po prostu wszyscy byli upaleni. Wrocław też był dość spokojny, ciasny, a z drugiej strony zaskakująco energetyczny był Berlin.

W tym roku gracie krótką trasę, dla której pretekstem jest festiwal Roadburn w Tilburgu. Na wcześniejszych trasach graliście jednak trochę na letnich festiwalach. Widziałem Wasz fantastyczny koncert na Primavera Sound w Barcelonie, ale generalnie festiwale to chyba dla Was ryzykowna sprawa?

Koncerty na letnich festiwalach bywają świetne, ale równie dobrze mogą okazać się fatalne, sporo zależy od okoliczności. Na "dużych" festiwalach często gramy w dzień, więc.

Jak z Twojej perspektywy wypada porównanie tras z niezależnymi kapelami - w ubiegłym roku graliście w Europie z Boris i Oxbow, teraz z Jacob i Kill the Thrill - z trasami w Stanach, zwłaszcza tą, kiedy supportowaliście Tool.

Wiesz, to granie dla zupełnie innych grup odbiorców. Tool to mainstream'owa kapela, co znajduje odzwierciedlenie w jej publiczności. Ale jak na mainstream, Tool ma jednak dość otwartą publikę, nieporównywalną np. z Linkin Park. [śmiech] Dlatego cieszę się, że mieliśmy możliwość zagrania z nimi tak dużej trasy. Niemniej jednak, grając "własne" trasy spotykamy swoją publiczność, co gwarantuje pewnego rodzaju spokój i poczucie pewności siebie. Otwieranie koncertów Tool było większym wyzwaniem - jestem przekonany, że większość widzów nigdy nas wcześniej nie słyszała. Jednak sensem tamtej trasy było właśnie dotarcie do nowych słuchaczy.

"In The Absence of Truth" wzbudziło pewne kontrowersje wśród Waszych fanów. Niektórym album wydał się zbyt łagodny, może też mniej przewrotowy niż wcześniejsze trzy, choć sam należę do osób, które zachwyciła jego dojrzałość i wewnętrzne bogactwo. Co dla Was było głównym wyzwaniem podczas tworzenia ostatniej płyty?

Sam proces nagrywania był dla nas wyzwaniem, gdyż staraliśmy się spróbować czegoś nowego pod względem sonicznym, nieco inaczej ułożyć nasze brzmienie. Pracowaliśmy z tym samym producentem co przy "Panopticon", a nasz styl gry specjalnie się przecież nie zmienił w ostatnim czasie. Dlatego poszukiwanie, jak w tym samym gronie i za pomocą tych samych narzędzi osiągnąć nowe rezultaty, było kluczowym aspektem pracy nad "In The Absence of Truth". Również proces komponowania stanowił wyzwanie, zresztą tak jest zawsze. Mamy naprawdę dużą awersję do utworów, które wydają się powieleniem czegoś, co zrobiliśmy już w przeszłości. Sądzę, że stawiamy przed sobą dość wysokie wymagania i z każdą kolejną płytą są one wyższe. Jest to ostateczny test, sprawiający, że każde wejście do studia jest nietrywialnym poszukiwaniem miejsca, do którego powinniśmy dotrzeć, by album był naprawdę wartościowy.

W jaki sposób komponujecie? Jakie są proporcje pomiędzy wiodącą rolą jednostek, a demokracją w zespole?

Nie powiedziałbym, że panuje totalna demokracja, ale zazwyczaj jej znaczenie jest duże. Czasami pojawiają się utwory, które wśród niektórych z nas nie budzą specjalnego entuzjazmu, lecz nigdy nie zdarza się, żebyśmy nagrali utwór, do którego większość zespołu nie jest przekonana. Bardzo ważne jest, aby po zakończeniu pracy wszyscy czuli się zadowoleni.

W jaki sposób powstają teksty, czy układasz je sam?

Tak, choć zawsze omawiam je z pozostałymi członkami zespołu. Chcę, by wiedzieli o czym piszę, bo może być to dla nich w jakiś sposób inspirujące, może wskazywać, jak zagrać pewne fragmenty itp. Niemniej tylko ja je piszę. Nikt poza mną nie śpiewa w zespole, a śpiewając cudze teksty czułbym się dziwnie, nieswojo. Poza tym muszę śpiewać o czymś, co wywołuje we mnie emocje i staram się pisać o rzeczach, które pasują do naszej muzyki.

Która zarazem ma w sobie silny element wizualny i stymuluje wyobraźnię. Również okładki albumów sugerują, że oprawa graficzna jest dla Was bardzo ważna. Jak opisałbyś swoją muzykę osobie niesłyszącej?

Cóż, powiedziałbym, że jest bardzo otwarta i ekspansywna, lecz równocześnie wielowarstwowa. Uważam jednak, że każda płyta ma swoją specyficzną atmosferę, więc ciężko jest generalizować i pewnie bardziej interesujące byłoby przyjrzenie się każdemu albumowi z osobna.

Myślę, że jest coś takiego jak kolor czy typ scenerii przekazywany przez muzykę. Ale nasza muzyka jest tak dynamiczna, że atmosfera zmienia się nawet w trakcie utworu. Tak więc przyglądając się dwóm różnym fragmentom możesz dojść do zupełnie odmiennych opisów. Spektrum emocjonalne także jest bardzo szerokie - są fragmenty bardziej agresywne i, nie traktuj tego zbyt dosłownie, nihilistyczne, ale też bardziej promienne i pełne nadziei.

Tak, moim zdaniem każdy album Isis zamyka się pewną dozą światła i nadziei.

Definitywnie tak jest. Nasze płyty nie są jednowymiarowe, więc ciężko jest je jednoznacznie opisać.

Wasze utwory faktycznie są rozbudowane, wielowarstwowe i przekazują różnorodne emocje, z drugiej jednak strony, słuchając płyt odnosi się wrażenie, że dźwięki następują po sobie w perfekcyjnym porządku, że dokładnie w ten sposób musi się on rozwijać.

Tak, to zawsze przemyślana sekwencja. Staramy się, by album był swego rodzaju podróżą, wkładamy dużo wysiłku w zaplanowanie kolejności utworów. Myślę, że to kluczowe dla konstrukcji albumów, ponieważ nasze utwory są naprawdę długie i wymagają od słuchaczy sporej dozy uwagi. Ich właściwe ułożenie ułatwia utrzymanie uwagi.

Czy w taki sam sposób podchodzicie do występów na żywo?

To jest o wiele trudniejsze, ponieważ staramy się grać co koncert nieco inny materiał i trudno jest dokładnie przewidzieć, które utwory uda nam się zagrać. Niemniej jednak generalnie podejście jest identyczne, z tym że poświęcamy znacznie mniej czasu na ustalanie sekwencji utworów. Nie możemy przecież zagrać ich wszystkich przed koncertem, by przekonać się jak brzmią jako całość i dopiero później prezentować je publiczności. Więc po prostu zawsze wierzymy, że to co zaplanowaliśmy zabrzmi ze sobą dobrze kiedy już będziemy na scenie.

Czy praca w studio jest swego rodzaju laboratorium?

W pewnym sensie. To znaczy, przed rozpoczęciem pracy w studio zwykle posiadamy wyraźną koncepcję, jak powinny brzmieć poszczególne utwory. Z reguły w studio nie wprowadzamy zbyt wielu zmian, choć nie ma żelaznej zasady co do tego. O ile to możliwe, lubimy wykonywać utwory na żywo zanim zaczniemy nagrywać, ale często nie jesteśmy w stanie robić tych dwóch rzeczy jednocześnie. Zanim nowe kompozycje wejdą do naszych setów, musimy je przygotować i przećwiczyć aż do momentu, gdy czujemy się naprawdę pewni, że swobodnie poradzimy sobie z nimi na scenie. Ale jeśli się na to decydujemy, wtedy często automatycznie mamy mniej czasu na pracę nad nowymi kompozycjami. Tak więc zwykle zanim zaczniemy nagrywać, staramy się pograć na żywo 3-4 utwory, by się z nimi oswoić i później móc naprawdę skupić się na dopracowaniu partii poszczególnych i na całościowym kształcie utworu zarazem.

Tuż przed "In The Absence of Truth" ukazał się Wasza wspólna epka ze szkockim Aereogramme, na "Panopticon" w jednym utworze wspomaga Was Justin Chancellor z Tool. Z kim chcielibyście w przyszłości współpracować w studio?

W pierwszej kolejności przychodzi mi na myśl Tim Hecker, którego remiksy znalazły się już na płycie z remiksami "Oceanic". Szanujemy go i lubimy jego muzykę, występowaliśmy z nim już dwa lata temu. Z pewnością jest on osobą, z którą chcielibyśmy, i z którą faktycznie będziemy współpracować. Poza tym, jest tylu innych muzyków i zespołów, których pracę cenimy, że ciężko byłoby wybrać tylko kilku. Ale generalnie bardzo lubimy współpracować z innymi artystami i mamy nadzieję, że będziemy to robić w ten czy inny sposób.

A gdybyś miał wybierać spośród artystów, których słuchałeś powiedzmy 20 lat temu, kiedy byłeś nastolatkiem?

Pierwsza osoba, która przychodzi mi do głowy to Jimi Hendrix, ale on był muzykiem takiego kalibru, że onieśmielający wydaje mi się nawet sam pomysł na coś takiego. Przychodzą mi też do głowy różni muzycy jazzowi, którzy są przy tym tak daleko od tego co my robimy, że nawet jeśli ich możliwości i pomysły przewyższają nasze, to współpraca byłaby dla obu stron potencjalnie bardzo ciekawa. Ale znowu, jest ich zbyt wielu by wymieniać, również tych, którzy odeszli.

Słuchasz dużo jazzu?

Słucham bardzo różnych gatunków, ale jazz był pierwszym nie-rockową muzyką, który mnie zainteresowała, jeszcze gdy byłem nastolatkiem. Wspominam o tym, gdyż przez bardzo długi czas słuchałem właściwie tylko szeroko pojętej muzyki rockowej i właśnie jazz mi nieco poszerzył perspektywę.

Jazz pozwala spojrzeć na muzykę z trochę innej strony, uczy cierpliwości.

I zupełnie innego sposobu słuchania.

Od dawna pobrzmiewają plotki o Waszej wspólnej płycie z Melvins. Sam o takim pomyśle wspominałeś przy okazji pierwszej wizyty w Polsce. Czy możemy oczekiwać, że się on zmaterializuje, czy może porzuciliście ten plan?

Rzeczywiście była taka idea, Melvins mieli pomysł na materiał. Wierzę, że nadal czeka on z myślą o nas. Do tej pory niestety nic w tej kwestii nie zrobiliśmy, ale mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni.

Cóż, nam pozostaje wierzyć, że kiedyś znajdziecie na to czas i energię. Dzięki za rozmowę.

[Piotr Lewandowski]