polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Tu Fawning Hearts On Hold

Tu Fawning
Hearts On Hold

Pierwszy longplay Tu Fawning przynosi nie tylko znaczące rozwinięcie koncepcji zarysowanych przez zespół na debiutanckiej epce, lecz także rozkwit teatralnych, dramatycznych tendencji, obecnych od dłuższego czasu w twórczości mózgu grupy, Joe Haege – znanego z 31Knots i od niedawna grającego też na koncertach w Menomena. W Tu Fawning Haege oddaje wokalny pierwszy plan Corrinie Repp, skupiając się na waitsowskich, anty-rockowych aranżacjach. Gitary pełnią w nich jedynie rolę wspomagającą wobec instrumentów klawiszowych, smyczkowych i dętych, na których grają odpowiednio Liza Rietz i Toussaint Perrault. Oraz perkusji, która nadaje całości dynamiki i przypomina, że jesteśmy w XXI wieku.

Muzyka Tu Fawning jest bowiem takim zdjęciem zrobionym współcześnie, ale za pomocą leici i na odbitce srebrowej. Nastrojowym, stojącym obok najnowszych mód i trendów, czasem przerysowanym, czasem skromnym i wycofanym. Pretendującym do artyzmu, ale zachowującym ducha DIY. Punktem wyjścia tych poszukiwań jest naprawdę niezły zestaw piosenek, a ich końcem spójna, nietypowa paleta brzmień, która dobrze rezonuje z dramaturgią utworów i podkreśla ich opowieści. W efekcie „Hearts On Hold” jest jednym z najciekawszych albumów z piosenkami, jaki spotkałem w tym roku. A że, jak zawsze zresztą w przypadku grup Joe Haege, Tu Fawning okazuje się doskonałym zespołem koncertowym, tym bardziej jestem ich wizją przekonany, mimo ciągle obecnych niedociągnięć.

[Piotr Lewandowski]