polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
SAO PAULO UNDERGROUND Tres Cabeças Loucuras

SAO PAULO UNDERGROUND
Tres Cabeças Loucuras

Od początku działalności Sao Paulo Underground odwracają konwencjonalny model i koncertowy sprawdzian muzyki poprzedza ich płyty. Gdy dotarli do Polski w 2006 roku, grali gęsty, noise’owy materiał, antycypując kształt „The Principle of Intrusive Relationships”. Gdy przyjechali w maju 2009, grali dużo zwiewniej a zarazem goręcej, a po warszawskim koncercie stwierdzili: „Znaleźliśmy równowagę. Nie tylko między hałasem a poetyką, ale między hałasem a melodią, melodią i brakiem melodii, rytmem i jego brakiem, wysokimi i niskimi dźwiękami, elektroniką i akustycznymi elementami, jazzem i rytmami samby itd.”

Nowa album, pierwszy wydany w Cuneiform, potwierdza i ilustruje tę równowagę w fascynujący sposób. To najbardziej piosenkowa i lekka płyta SPU dotychczas (co nie znaczy, że obiektywnie jest lekka i piosenkowa...) i najbliższa dokonaniom Tortoise, w których Mauricio Takara w swoim innym zespole Hurtmold zapatrzony jest aż za bardzo. W tym wypadku to jednoznacznie komplement, bo tak jak TRTS prawie 15 lat temu przetworzyli solidny fragment muzyki XX wieku we własną wizję (o której nie ma sensu tutaj nudzić), tak SPU tworzą równie przekonujące i bogate soniczne uniwersum (ok., w Lado Leste i Six Six Eight podobieństwa do Tortoise dotyczą też kompozycji). Pełne filigranowych motywów akustycznych, rytmów analogowych i cyfrowych, lepkich fraz syntezatorów, ścinków nagrań terenowych i penetrującego ten duszny, tropikalny klimat, kornetu Mazurka. Złożone z utworów bardzo piosenkowych (Colibri to pierwsza ballada w ich dorobku– i to nawet zanucona po portugalsku), melodyjnych, wręcz przebojowych, ale kipiących od dźwięku i napięcia tworzonego przez starcie technologii i natury. Które w ich wydaniu już się dialektycznie przeobraziło w sound nie do podrobienia. Wygląda na to, że każda kolejna płyta SPU jest jeszcze lepsza. Aaaaaaaa!!!!!!!!

[Piotr Lewandowski]