polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sao Paulo Underground Rob Mazurek i Mauricio Takara - wywiad

Sao Paulo Underground
Rob Mazurek i Mauricio Takara - wywiad

W Sao Paulo temperatura waha się w grudniu od 23 do 29 stopni. Nic dziwnego, że muzycy Sao Paulo Underground odwiedzają Polskę dotychczas wiosną. Liczy się jednak przede wszystkim, że zarówno w studio, jak i na scenie SPU okazują się jednymi z najważniejszych innowatorów współczesnego jazzu. Zapraszamy do lektury wywiadu, którego udzieli nam Rob Mazurek i Mauricio Takara. Z Robem rozmawiamy też o jego niezwykłej solowej płycie „Abstractions on Robert d'Arbrissel”.

Wasza muzyka zdaje się być bardzo gorąco odbierana w Polsce. Jak wrażenia z trasy?

[Mauricio] Uwielbiam ten kraj. Rob bywał już tu wielokrotnie, ja nie miałem za bardzo okazji, żeby się naprawdę rozejrzeć czy dużo połazić, bo przeważnie jesteśmy w samochodzie, albo na próbach, albo graliśmy koncerty czy odpoczywaliśmy po nich. Ale ludzie są super ciepli. Polacy przypominają mi trochę Brazylijczyków. Mają te same cechy, są naprawdę ciepli i opiekuńczy, chcą z tobą rozmawiać, a kiedy siedzisz w barze przy drinku, ludzie chcą się do ciebie przysiąść i się z tobą napić. To jest fajne. To mój rodzaj ludzi!

Pewnie trochę inaczej niż na przykład w Niemczech. Graliście w Niemczech podczas tej trasy?

[Mauricio] Ale trafiłeś. Nawet nie chce się w to zagłębiać, nie ma mowy. Koncert był super, ludzie też byli wspaniali, ale jest tam inaczej. Ludzie są inni.

[Rob]
Koncert był niesamowity, ale mieliśmy problem z policją, jak również w formalizmem i nieugiętością pewnych ludzi na wyższych pozycjach.

[Mauricio] Widzisz, my, Rob zresztą też, bo mieszka w Brazylii już od dawna, traktujemy pewne rzeczy z większym luzem, na zasadzie „ok, spoko”. Nasz problem polegał na tym, że kupiliśmy bilet od kolesia, który sprzedawał bilety w pieprzonym metrze, nie wiedziałem, że są niewłaściwe, koleś sprzedawał bilety, więc je kupiłem. Potem gdy jesteśmy już w pociągu ktoś podchodzi do nas i mówi, że mamy złe bilety i musimy zapłacić po 40 euro kary od osoby. Powiedziałem mu, że gdyby to się zdarzyło w Brazylii w moim kraju, to by nas zrozumiał. Nie wiedziałem, że nie mam właściwego biletu, nie potrafię czytać po niemiecku. I luz.

Się zdarza i tyle.

[Mauricio] Właśnie. Ale formalizm jest dla nas, żyjących w miejscu o wiele bardziej wyluzowanym i zrelaksowanym, czymś dziwnym. Tutaj w Polsce macie podobny luz. I to jest świetne.

Interakcja z ludźmi tutaj wpływa na atmosferę muzyki, odbiór koncertu?

[Rob] Czasami nie widzę nikogo, w sensie fizycznym, gdy gram muzykę, rozumiesz? Ale czasami, gdy zorientuję się, że na przykład na widowni w pierwszym rzędzie są piękne dziewczyny, a to miło gdy dziewczyny przychodzą na twoje koncerty, to też sprawia mi przyjemność. Z drugiej strony, wydobywasz energię z przestrzeni, możesz ją poczuć natychmiast, gdy zagrasz pierwsze takty. Przynajmniej ja tak mam.

[Mauricio] Tak, ja też.

[Rob] A przestrzeń, w której zagraliśmy dzisiaj była tak niesamowicie energetyczna, cały czas czułem ją jakby była kulą ognia. To wznosi muzykę na wyższy poziom, mówiąc przenośnie, czy też sprawia, że wykonujesz ją inaczej, w bardziej formalnym ujęciu. Mówię z sensem?

[Mauricio] To trudne, to pewna dychotomia, dobrze mówię?

[Rob] Tak, dychotomia

[Mauricio] Z jednej strony chcesz grać dla siebie, ponieważ grasz z zespołem, który ma swoje brzmienie i chce się tym wzajemnie nakarmić, ale z drugiej strony energia słuchaczy jest bardzo ważna. Zdarzały mi się sytuacje, gdy nie czułem żadnej energii ze strony ludzi i wtedy starałem się grać mocniej, jakbym chciał uderzyć muzyką. Trudno znaleźć równowagę pomiędzy tymi dwoma aspektami, gdyż oba są ważne. Trzeba myśleć w dwóch kierunkach. Masz nasycić ludzi, wyczuć ich, w końcu grasz dla widowni, ale równocześnie grasz przecież dla siebie, starasz się coś odkryć, rozwijać swoje pomysły, dokądś dotrzeć. Pod tym względem dzisiejszy występ był wspaniały.

Czym się dla was różniło nagrywanie pierwszego a drugiego albumu? Przy pierwszym można było odnieść wrażenie, że to jednorazowy projekt, na zasadzie spotkania, wspólnej pracy, kilku sesji muzycznych, pracy poprzez e-maile. Na drugiej płycie sprawiacie wrażenie już bardziej zespołu, który gra wspólne próby i tym podobne.

[Mauricio] Chyba trafiłeś stary. Znalazłeś różnice pomiędzy pierwszym a drugim albumem, ponieważ drugi album to efekt pracy zespołowej, to cztery osoby grające bez przerwy. Przy pierwszym albumie było zaangażowanych wielu ludzi, co było świetnym i bardzo interesującym przeżyciem. Jednak druga płyta powstała na zasadzie wspólnego grania, naszej czwórki, jest rodzajem dziennika tego, przez co wspólnie wtedy przeszliśmy w naszym muzycznym doświadczeniu. Co o tym myślisz?

[Rob] Zgadzam się.

Mam wrażenie, że drugi album w większym stopniu polegał na nakładaniu warstw dźwięku, a gdy gracie teraz na żywo, częściej można usłyszeć solowe fragmenty, poszczególne składowe muzyki. Osobiście odbieram tamtą płytę i te koncerty jako dwie odmiennie koncepcje grania.

[Rob] Tak działa upływ czasu. Gdy nagrywaliśmy płytę, skupialiśmy się głównie na brzmieniu, na aspekcie dźwiękowym, naszej wersji noise’u, tak przynajmniej ja to postrzegam. Na pierwszej płycie podeszliśmy do sprawy z większym liryzmem, z bardziej eleganckim nastawieniem do ściany dźwięku niż na drugiej. Teraz mam wrażenie, że zespół brzmi dobrze jak nigdy dotąd. Może w końcu znaleźliśmy sposób na to, jak powinniśmy brzmieć, czyli tak, jak słyszałeś dzisiaj.

[Mauricio] Tak, znaleźliśmy równowagę.

[Rob] Równowagę pomiędzy wszystkimi elementami. Nie tylko między hałasem a poetyką, ale między hałasem a melodią, melodią i brakiem melodii, rytmem i jego brakiem, wysokimi i niskimi dźwiękami, elektroniką i akustycznymi elementami, rytmami samby itd. Myślę, że w końcu dobrze dopasowaliśmy te elementy. To chyba kwestia tego, że dojrzeliśmy jako grupa. Obecnie od ośmiu miesięcy mieszkam już w Sao Paulo. Możemy tworzyć muzykę bezpośrednio, wszyscy mieszkamy w tym samym mieście.

[Mauricio] Nawet jeśli nie gramy, spędzamy ze sobą dużo czasu.

[Rob] Wciąż dużo gramy, słuchamy muzyki, rozmawiamy ze sobą. Wcale nie musimy robić próby, by wpaść na pomysł zrobienia czegoś wspólnie.

[Mauricio] Codziennie coś się zmienia. Grasz koncert poprzedniego dnia, po czym wsiadasz do vana, podróżujesz i myślisz o tym, co udało ci się zrobić. Wychodzisz z pomysłem… wszyscy mamy zupełną swobodę w mówieniu o tym, co chcielibyśmy robić. Ja o czymś myślę, Rob również, wszyscy myślą o czymś, a rozwiązanie znajdujemy wspólnie na scenie.

Czyli kompozycje, które zagraliście na koncertach, wskazują kierunek, w którym pójdziecie na następnym albumie?

[Rob] Jakieś 80 procent tego, co dziś usłyszałeś znajdzie się na kolejnej płycie. Zagraliśmy dużo kawałków opartych na starych jak i na nowych pomysłach. Ta trasa jest właściwie częścią przemian w naszej muzyce, bo gdy tylko ją zakończymy, mamy zamiar wejść do studia i wszystko nagrać. Chcemy wykorzystać tę trasę w Polsce do przygotowania się do zagrania tej muzyki w studiu.

Czy jesteście w stanie określić, czy Sao Paulo Underground jest muzyką bliższą miastu i technologii, czy naturze i surowości?

[Mauricio]
Jedno i drugie, stary. Miasto jest częścią natury. My stworzyliśmy to cholerstwo, ludzie natury. Więc jest to bardzo miejski projekt, bo żyjemy w Sao Paulo, które jest wielką aglomeracją, ale jest też dążenie do czegoś wyższego.. nie chciałbym zabrzmieć pretensjonalnie, ale…

[Rob]
To jak przemienianie budynków z cementu w drzewa, wiesz, co mam na myśli?

[Mauricio]
I vice versa. Naprawdę trudno mi powiedzieć, chyba miasta i natury jest w tej muzyce podobna ilość. A może nawet przeważa natura.

[Rob] Technologia i nieobecność technologia… Tak czy inaczej, to tylko środki, by gdzieś dotrzeć.

[Mauricio] Próbujemy wyrazić siebie jako ludzi, a ludzie przeżywają całą masę przeróżnych doświadczeń. Dlaczego nie włączyć tego wszystkiego w to co robisz.

Czy w Sao Paulo istnieje scena, o której możecie powiedzieć, że wpływa na Wasze myślenie o muzyce, czy wchodzicie w interakcje z innymi muzykami? Chicago Underground afiliowało szereg projektów, pewne środowisko. Szczerze mówiąc, oprócz Sao Paulo Underground jedyną płytą, jaką posiadam z tamtego kręgu jest Hurtmold. Ale może po prostu nie mamy w Polsce informacji na temat tego, co się tam dzieje.

[Mauricio] Nie wiem, czy istnieje „scena”, ale to co się dzieje w Sao Paulo jest zupełnie inne od Chicago. Jest o wiele mniej miejsca dla muzyki, którą się zajmujemy. Praktycznie wszyscy ludzie, którzy zajmują się pokrewną muzyką mają z nami coś wspólnego, czy wręcz z nami grali. W Chicago ludzie wchodzą w interakcje w bardziej otwarty sposób. Na przykład Rob może coś zainicjować i nagle pojawia się osoba zajmująca się czymś zupełnie innym, ale mająca podobne artystyczne pomysły i wizje, więc ludzie o wiele łatwiej się znajdują i wchodzą we współpracę. Ale to wynika też z historii miasta, czasów bluesa, AACM itd. Chicago ma swój udział w historii muzyki progresywnej. Sao Paulo, wiesz, jest w kraju Trzeciego Świata, jest miastem o bogatej urbanistyce, artystycznie to teraz wspaniałe miejsce. Ale jest też mocno zakorzenione w tradycyjnej, korzennej muzyce jak… szukam pieprzonego słowa stary…

[Rob] Samba?

[Mauricio] Nie, nie! Nie chcę mówić samba, to słowo to… eee, fuck.
 
[Rob] Folk?

[Mauricio]
Tak! Folk. Mamy długą i bogatą historię brazylijskiej muzyki folkowej. A Sao Paulo ma swoje własne brzmienie. Nasze rzeczy nie tworzą własnej sceny, ale ludzie już zwracają na nie uwagę, są zainteresowani, przychodzą na koncerty, a my możemy rozwijać nasze pomysły.

[Rob] Moim zdaniem nie można jednak bagatelizować rzeczy, które robiono w latach 70tych, jak Milton Nascimento.

[Mauricio] Oczywiście, ale to nie Sao Paulo, tamci muzycy byli z Minas Gerais, z Rio. Mi właśnie chodzi o Sao Paulo.

[Rob] Mówię ogólnie o Brazylii, nie o Sao Paulo. Ale w Sao Paulo scena jako taka nie istnieje.

Jak rozwój gospodarczy Brazylii wpływa na kulturę i krajobraz? Brazylia nie tylko się szybko rozwija, co też redukuje nierówności.

[Mauricio] Tak, ale Brazylia jest naprawdę dużym krajem. W Sao Paulo nie odczuwasz tak naprawdę różnic klasowych. W Sao Paulo – super zurbanizowanym mieście, ogromnym, głównym ośrodku kulturalnym Brazylii – mogę powiedzieć „ok., jest coraz lepiej”. Będzie to prawda, ale nie wiem, jak to odbiera reszta kraju. Co widzę i co też słyszę od ludzi, to aprobata dla Luli jako prezydenta. W tym sensie mam wrażenie, że sytuacja poprawia się w całym kraju, bo ludzie popierają jego polityki. Ten rozwój ma duży wpływ na to, co robimy. Dziesięć lat temu nigdy bym nie przypuszczał, że będę mógł wyżyć w Sao Paulo zajmując się taką a nie inną muzyką. Nigdy. Teraz jestem w stanie z utrzymać się z muzyki, opłacić dzięki temu rachunki. To jest coś. Być może dlatego, że robię to już tak długo, a może dlatego, że sytuacja ogólnie się poprawia. Pewnie jedno i drugie. Faktyczne Brazylia się rozwija. Lula to niezły gość.

Biorąc pod uwagę percepcję i oczekiwania ludzi zdaje się jak Obama, prawda?

[Rob] Jest chyba bardziej hardcore’owy.

[Mauricio] Wiesz, to Obama powiedział o Luli „You’re the man!”.

Tak, wiem, wywodzi się z ruchu związków zawodowych, z klasy robotniczej.


[Mauricio] Tak w ogóle to piękna historia.

Ostatnie pytanie na temat Brazylii. Co myślicie o brazylijskiej muzyce lat 60tych. Głównie chodzi mi o Os Mutantes. To naprawdę dziwaczny zespół, który jest postrzegany w Stanach i Europie jako bardzo ważny. Widziałem ich na żywo w tamtym roku i w sumie fajne, ale jak Wy ich postrzegacie?

[Mauricio] A tak, przecież się reaktywowali. Ale dla mnie oni nie są ważnym zespołem. Nigdy nie byłem wkręcony w ich muzykę, z całym szacunkiem dla nich jako dla zespołu. Generalnie nasze środowisko w ogóle się do nich nie odnosi. Mamy o wiele więcej innych korzeni, nawet sambę czy muzykę folkową. Do tego dochodzą nowe rzeczy jak obecny hip hop czy rock. Z tą muzyka czujemy się o wiele bardziej związani, nigdy nie byliśmy pod wpływem Os Mutantes. Chociaż nie można się od tego tak bardzo odcinać, może istnieją na poziomie naszej podświadomości.

[Rob] Dla mnie na przykład dużo ważniejszy jest Caetano Veloso, którego słuchałem bardzo dużo. Czasami trzeba posłuchać niektórych rzeczy tylko dlatego, że są.

[Mauricio] Tak, ale on pytał konkretnie o Os Mutantes. Też byłem o wiele bardziej pod wpływem nawet Caetano czy nawet Gal Costa i Miltona Nascimento niż Os Mutantes. Może dlatego, że jestem młodszy i dorastałem w latach 80tych, ale oni nigdy nie brzmieli dla mnie jak coś nowego. Myślałem „ok, ci kolesie próbują brzmieć jak The Beatles”. Może dla ludzi, którzy żyli w ich czasach był to super hit. Wiesz, bo to tak brzmi, jakby jacyś zwariowani Brazylijczycy próbowali grać jak The Beatles! Co jest super, ale my mamy głębsze korzenie…

[Rob] Bardziej tradycyjne brzmienie.

[Mauricio] I jeśli posłuchasz Caetano, posłuchasz Gal czy Miltona, oni mieli te korzenie, nie chcieli brzmieć jak ktokolwiek inny, chcieli mieć własny styl. I sam też do tego dążę.

Rob, chciałbym teraz zapytać o Twój solowy album „Abstractions on Robert d'Arbrissel” dla Adluna Records. Jak doszło do powstania tej płyty, którą nagrałeś w wielkim, romańskim klasztorze we Francji?

[Rob] Yannick z Adluna ze swoim bratem próbowali mnie namierzyć przez kilka lat, ponieważ byli bardzo zainteresowani moim zespołem Chicago Underground, Isotope 217, rzeczami związanymi z Tortoise. Później zgłosiłem się do konkursu i dostałem grant artystyczny w klasztorze L'Abbaye de Fontevraud, na przygotowanie multimedialnego dzieła. Nagrania trwały kilka dni, a w klasztorze spędziłem cztery miesiące, więc dużo czasu spędziłem w tej przestrzeni pracując nad dźwiękiem, ale też nad wizualnymi projektami, jak malarstwo czy wideo. Skupiłem się bardziej na dźwięku, bliska było mi muzyka konkretna, ważny był też duchowy aspekcie miejsca. Yannick z bratem chcieli to udokumentować. To naprawdę świetni ludzie, są moimi przyjaciółmi. I wydaliśmy płytę w ich labelu.

Czy muzyka na płytę została skomponowana, czy słyszymy tylko improwizację i grę brzmieniem?

[Rob] Część jest kompozycją, część improwizacją, jak większość rzeczy, które tworzę. Lubię posługiwać się różnymi elementami, wiec nawet jeśli większość materiału to tylko kornet, to kluczowe znaczenie ma wykorzystanie trzech oddzielnych przestrzeni w obrębie klasztoru, wywołującymi trzy różne, naturalnie powstające rezonanse. Niektóre utwory zawierają elementy muzyki konkretnej, dźwięki, które zbierałem wyłącznie w obrębie klasztoru i tylko nieco przeze mnie podkręcone. Więc to, co naprawdę słyszysz, to dialog pomiędzy dźwiękami a przestrzenią L'Abbaye de Fontevraud. W tym sensie było to naprawdę zamierzone, więc podlega definicji kompozycji. W moim ujęciu kompozycja ma miejsce, gdy coś sobie zaplanujesz, a potem to wykonujesz według owego planu. Improwizacja to brak planu, gdy sięgasz po cały swój słownik, jaki nabyłeś w przeszłości, jaki masz w chwili obecnej i w przyszłości i czekasz co się wydarzy. Widzisz w tym jakiś sens?

Tak, to całkiem sporo. Nawet jeśli nie mówi o strukturze czy jej zmianach , rozumiem, co masz na myśli. Czy z perspektywy czasu dostrzegasz wpływ tej rezydencji na Twoją muzykę?

[Rob] Tak, bo to było bardzo intensywne przeżycie. Spędziłem tam wiele czasu sam, ale uwielbiam być sam. Lubię doświadczać swojej własnej przestrzeni, ale także przestrzeni, która jest tak przepiękna i doniosła jak Abbaye, z cała burzliwą historią klasztoru. Studiując tę historię przebywając w miejscu gdzie się ona wydarzyła, po pewnym czasie zaczynasz odczuwać emocje względem tej przestrzeni. Móc tam przebywać było dla mnie wielkim zaszczytem. Lubię pracować i kiedy tam byłem, budziłem się rano i pracowałem cały dzień i noc, próbując znaleźć swoje miejsce w przestrzeni tego miejsca, jak również wyobrazić sobie czym to miejsce jest i było. Zbyt abstrakcyjne?

Wierzę, że załapałem.

[Rob] Czasem trzeba mówić zbyt abstrakcyjnie, by mówić jasno.

Tak. Czy masz plany by wydać coś jeszcze w Adluna Records?

[Rob] Generalnie mieliśmy robić solowy album na kornet i jeszcze dwie płyty z dźwiękiem oraz film dokumentujący światło klasztoru. Te prace są w większości elektroniczne, nie ma tam wcale kornetu. To rzeczy, które robiłem wtedy na komputerze, zebrane ambientowe dźwięki z przestrzeni Abbaye, przerobione i uporządkowane w taki sposób, by wydobyć istotę tego miejsca. Więc myślę, że wydamy box z dwiema CD i jednym DVD. To chyba będzie następny projekt.

Brzmi świetnie. Panowie, dziękuję Wam bardzo za rozmowę.

[Piotr Lewandowski]

artykuły o Chicago Odense Ensemble w popupmusic