polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
kIRk III

kIRk
III

Po perturbacjach związanych z szukaniem wydawcy i zaginięciem pierwotnych nagrań, trio kIRk powraca z nowym materiałem. III to w równej mierze zamknięcie, jak i rozpoczęcie nowego etapu w karierze grupy. Zespół do pewnego stopnia zrywa z kontekstualną, mroczną otoczką swojej twórczości polegając w nazewnictwie na cyfrach rzymskich. Niemniej muzyka, która została luźno oparta na szkicach do niemego filmu „Zew Cthulhu”, wciąż posiada charakterystyczny duszny, niepokojący illbientowy klimat.

Na III chyba jak dotąd najbardziej słychać, że kIRk to jeden muzyczny organizm. Paweł Bartnik, Olgierd Dokalski i Filip Kalinowski posługują się własnymi językami, lecz opowiadają tę samą historię, dzięki czemu można słuchać tej płyty niejako z trzech perspektyw. 1 – Przez pryzmat wyraźnego bitu, szkieletu rytmicznego, za który odpowiada Bartnik. 2 – Podążając po dubowych, eksperymentalnych pętlach, tworzonych przez Kalinowskiego na gramofonach. 3 – Śledząc oszczędną, lecz przeszywającą i celną trąbkę Dokalskiego. Całość tworzy być może najbardziej spójny brzmieniowo album w dyskografii kIRk. Płyta ma niezwykle płynny przebieg, przywodzący na myśl koncerty formacji. Muzycy postarali się co prawda o liczne niespodzianki na drodze do finału (szczególnie zwróciłbym tu uwagę na ciekawie ewoluujące numery „II” i „IV”), jednak to właśnie finał wzbija całość na zupełnie nowy pułap. W ostatnim, niespełna 17-minutowym utworze (de facto wypełniającym 1/3 albumu) gościnnie występuje Antonina Nowacka, połowa duetu WIDT. Jej oniryczne wokalizy stanowią dla chłopaków z kIRk świetny punkt zaczepienia w budowaniu mocnej, hipnotycznej improwizacji. To potwierdza jak udanie zespół wchodzi w interakcje z osobami - w tym wypadku - czwartymi. Ten rodzaj twórczej gościnności słychać już było doskonale na zeszłorocznym Bezkrólewiu, nagranym przez trio wspólnie z Wojtkiem Kwapisińskim pod szyldem Msza Święta w Altonie.

Można powiedzieć, że III jest dla kIRk momentem przesilenia, w którym jak na dłoni widać, że formuła wypracowana w przeszłości, choć wciąż jeszcze działa, to powoli ulega wyczerpaniu. Jednak muzycy zdają się być tego świadomi i niespiesznie wypatrują nowych obszarów. Ten album brzmi jak rytuał przejścia, jak szukanie siebie na nowo. Póki co zespół znalazł Antoninę Nowacką i nagrał kolejną dobrą płytę. Prawdziwym wyzwaniem będzie kolejny krok.

[Krzysztof Wójcik]