polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
kIRk Msza święta w Brąswałdzie

kIRk
Msza święta w Brąswałdzie

"Msza święta w Brąswałdzie" to dosyć ponuracka, a jednak chwytliwa płyta. Pełno tu mroku - czy w postaci dark-ambientowego tła, mrocznych, snujących się jazzowych eskapad, trip hopowych bitów, gęsto poupychanych sampli czy kaskad elektronicznych klawiszy. Wszystko jest podlane sosem brzmień niby dodatkowych, ale kluczowych - pojedynczych głosów, dźwięków trąbki, czy masy szmerów i szumów. Kirk bawią się też samplami, ale tak samo jak nimi, żonglują swobodnie gatunkami, raz penetrując ściśle mechaniczne i elektroniczne obszary, aby za chwilę dać się ponieść swobodnej jazzowej fantazji, czasem w stricte akustycznym wydaniu.

Choć to muzyka w dużej mierze elektroniczna, na "Mszy.." silnie wyczuwa się żywe brzmienie, czy to dzięki produkcji uwypuklającem przestrzeń, czy dzięki swobodnym improwizacjom, wprowadzających w ten ciemny pejzaż nutę luzu i swobody. Kirk penetrują swoją niszę nie od wczoraj, ale tutaj elementy układanki zaczęły do siebie pasować nie tylko dobrze, ale w bardzo specyficzny sposób. W porównaniu do poprzedniego wydawnictwa, epki "About Simple Things" z 2009, postęp jest ogromny. Kapitalnym pomysłem było przesunięcie nu-jazzowego posmaku i hip-hopowych patentów (z nawijkami włącznie) na drugi plan na rzecz, powiedzmy, bardziej poważnych, post-industrialnych, coilowych, barw. Równocześnie, zespół sprawnie operuje nowoczesnymi wątkami elektroniki, a w akcentach akustycznych wykazuje sporo fantazji. Zaowocowało to dojrzałą muzyczną opowieścią i można mieć nadzieję, że już mimo dziesięciu lat istnienia, kIRk teraz właśnie są na początku czegoś istotnego.

[Jakub Knera]

artykuły o Kirk, Olgierd Dokalski w popupmusic