polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
SONIC YOUTH / YOKO ONO KIM GORDON THURSTON MOORE / THURSTON MOORE JOHN MOLONEY / BODY GATE HEAD Smart Bar, Chicago 1985 / Yokokimthurston / Caught on Tape / Glare Luring Yo

SONIC YOUTH / YOKO ONO KIM GORDON THURSTON MOORE / THURSTON MOORE JOHN MOLONEY / BODY GATE HEAD
Smart Bar, Chicago 1985 / Yokokimthurston / Caught on Tape / Glare Luring Yo

W ostatnich latach przed zakończeniem / zawieszeniem działalności (proszę sobie wybrać zgodnie z osobistymi poglądami i nadziejami) Sonic Youth coraz mocniej wracali do lat 80. Oczywiście nie muzyką aktualnie tworzoną, która kontynuowała niezobowiązującą linię przyjętą przez zespół w połowie ubiegłej dekady, ale na koncertach. W 2007 roku odbyła się trasa, na której grali Daydream Nation w całości, a w kolejnych latach różne utwory z tej płyty i z Sister, oraz „Shadow Of A Doubt” i „Expressway to Yr. Skull” z EVOL plus „Brother James” i „Death Valley '69” stanowiły niemal połowę koncertowego programu. Na jednym z ATP zagrali nawet koncert złożony w całości z piosenek z lat 80-tych. Utworów pochodzących z lat 90. grali bardzo mało – na ostatnim, jak się okazało, koncercie w Europie tylko „Kool Thing” na zamknięcie wieczoru, czasem „Bull in the Heather”, a od wielkiego święta „100%” – w którym zresztą Thurston potrafił zapomnieć tekstu. Nietrudno ten wzmożony sentyment do lat 80. zrozumieć – był to prawdopodobnie najbardziej formatywny okres w historii zespołu, okres rozwoju i krystalizowania własnego języka, a zarazem wspaniałych kompozycji (nie umniejszając późniejszych dokonaniom grupy).

Od kilku lat pojawiały się pogłoski, że trasa z Daydream Nation przełoży się na DVD, ale na razie to nie nastąpiło. Ukazał się za to koncertowy album z 1985 roku, nagrany w bardzo szczególnym momencie –po Bad Moon Rising, ale już ze Steve’m Shelley na perkusji, który wnosi do utworów stworzonych bez niego dużo większy ładunek energii niż Bob Bert (i jest szefem labelu, który teraz ten album wydał). Stanowią one większość numerów na Smart Bar, Chicago 1985, jednak pojawiają się też przedpremierowo kawałki z EVOL, czasem zapowiadane jeszcze pod innymi tytułami, oraz chyba niepublikowany dotychczas oficjalnie instrumental „Kat’n’Hat”. Bezpośrednie wnioski wyciągnięte z no-wave czy współpracy z Glennem Brancą scalają się w tym momencie istnienia Sonic Youth rosnącą siłą i wysublimowaniem gitarowego ataku duetu Moore – Ranaldo i wokalnymi wyczynami balansującymi na krawędzi obłędu („Brother James” i „Kill Yr. Idols” ukazują Kim i Thurstona jako wokalistów niemal w stylu młodego Henry’ego Rollinsa), ale zarazem z coraz większą piosenkową wrażliwością. Klaustrofobiczna atmosfera łączy się z dziką, punkową ekspresją, ale też z poezją.

Koncert zaczyna się od piosenek, później zanurzając w otchłań hałasu i transgresji. W „Ghost Bitch” zanurzają się porządnie w arytmicznym hałasie, by następnie ruszyć brutalnym, zrytmizowanym pasażem w duchu ówczesnego Swans, kontynuowanym na „I’m Insane”. Później, słuchając tej wersji „Flower” z „The Burning Spear”, z szaleńczym zawodzeniem Moore’a, można zresztą odnieść wrażenie, że obecnie na The Seer Gira nie robi szczególnej rewolucji, tylko wraca do doświadczeń kolegów bardziej zbratanych z gitarami w młodości, dorzucając tylko dodatkowe instrumenty i dziesięć minut repetycji. Koncert jest połączeniem rejestracji z deski mikserskiej i z powietrza, co owocuje wystarczająco komunikatywnym, a zarazem dość surowym nagraniem występu w bądź co bądź małym klubie. Kapitalna płyta, ciekawe, czy SY pójdą za ciosem i wydadzą jakieś równie trafnie osadzone koncerty z późniejszych lat.



Po zastopowaniu / rozpadzie Sonic Youth strumyczek płyt realizowanych przez muzyków grupy płynie jednak podobnym strumieniem jak wcześniej, choć spotkanie ich na tych samym wydawnictwie jest dużo rzadsze. Wydana przez nowojorski label Chimera Music płyta Yokokimthurston jest wyjątkiem, ale bynajmniej nie znakiem, że Thurston i Kim grają ze sobą po prywatnym rozstaniu – album powstał jeszcze w 2011 roku. Thurstona mamy w lewym kanale, Kim w prawym, Yoko Ono w środku spektrum w roli szczególnej wokalistki, która nie jest i nie stara się być muzykiem – raczej swoistym medium. Na godzinny materiał składa się sześć utworów, opartych o gitarowe ścinki, brzmieniowe drobiazgi, zgrzyty, trzaski i trele, które krażą wokół wokali Ono – monodeklamacji, zaśpiewów w co najmniej trzech językach, onomatopei niezliczonych. Gdzieś w połowie płyty pojawia się pierwsza wyraźna harmonizacja – Thurston bawi się melodią z jednego swych utworów, pod koniec następuje mało zaskakujący wzrost natężenia dźwięku, powiedziałbym noise’owy, gdyby nie to, że gitary są tu dość cicho względem wokalu, tak jakby z oddali. Kim parokrotnie włącza się w wokalne quasi-dialogi z Yoko Ono, Thurston wypowiada raptem parę słów. Ot, nowojorska awangarda w wydaniu znanych nazwisk, niestety jednak dość rozczarowująca. To swoiste słuchowisku snuje się bez życia, być może na scenie robiłoby większe wrażenie za sprawą charyzmy Ono, jednak z płyty ani poetyckiego uniesienia ani brzmieniowej ekscytacji ciężko tu doznać. To współpraca „tak oczywista, że aż dziwne, że wcześniej się nie wydarzyła” – pisze wydawca i jednak szkoda, że się nie wydarzyła wcześniej. Może właśnie w tym 1985 roku, , gdy Thurston i Kim byli jeszcze na dorobku, Ono wydawała pośmiertne płyty Lennona, coś nowego byśmy się dzięki takiej współpracy dowiedzieli, autentyczną chemię dostrzegli. Ale wtedy każde z nich miało co robić. Więc jeśli chcecie posłuchać udanego eksperymentu wokalno-gitarowego, to lepiej sięgnąć po niesamowity album Sidsel Endresen i Stiana Westerhusa, o którym też piszę w tym numerze.



Lepiej wypadają dwie płyty wydane przez Feeding Tube. Caught on Tape duetu Moore / Moloney wpisuje się w serię instrumentalnych, głośnych płyt Thurstona. John Moloney to perkusista Sunburned Hand of the Man, który gra także w kwintecie/kwartecie Moore’a, widzieliśmy go na Offie. W marcu, po krótkiej trasie z piosenkami panowie kontynuowali podróż po Europie grając improwizowane koncerty w duecie i właśnie wtedy, jak tytuł wskazuje – na taśmę, zarejestrowano ten materiał. Każdą stronę winyla wypełnia jeden jam, w którym Thurston tworzy gęstą materię zarówno za pomocą elektrycznej, jak i dwunastostrunowej akustycznej gitary, przy czym obie improwizacje mają demokratyczny charakter, mają momenty i ciche i głośne, a melodie przeplatają się z dekonstrukcjami. Moloney czuje i repetytywny puls i free jazzowe wolty, a w psychodelię i noise panowie wplatają też echa folku. Jakość nagrania daleka jest od ideału, ale słucha się tego bardzo przyjemnie.

Obok duetu z Ikue Mori, koncerty z Billem Nace pod nazwą Body / Head były głównym muzycznym zajęciem Kim Gordon w tym roku. Body / Gate / Head to ich dwójka plus Michael Morley z The Dead C, zarejestrowani live wiosną 2011 roku, czyli de facto jeszcze przed tym, gdy Gordon i Nace zaczęli regularnie grać w duecie. Dwa utwory, zajmujące po całej stronie winyla (300 egz.) przynoszą rozlewającą się, psychodeliczno-eteryczną muzykę, pełną plam, smug, takiego gitarowego śpiewu waleni. Jest też trochę śpiewu/molorecytacji Gordon, które drugiej części nadają trochę mniej pejzażowego, a bardziej neurotycznego charakteru, rozproszonego nieco rzadkimi akordami, jakby wspomnieniem piosenki. Glare Luring Yo w pierwszym momencie nie robi szczególnego wrażenia, ale z czasem staje się coraz bardziej przekonujące w swym gitarowym ambiencie, mglistej atmosferze i trój-dialogu instrumentalistów o bądź co bądź wyjątkowym indywidualnym głosie.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Thurston Moore w popupmusic