polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Complainer Saint Tinnitus is My Leader

The Complainer
Saint Tinnitus is My Leader

Nigdy nie można być pewnym co usłyszymy na płycie The Complainera. "Saint Tinnitus is My Leader" to rzecz cięższa gatunkowo niż poprzedni pełnoprawny album Wojtka Kucharczyka "The Amor" ("The Shrine" z racji że to covery, nie liczę). Bo to, że zaczyna się łudząco podobnie do The Knife, nie znaczy, że tak będzie dalej. Nie znaczy to że w połowie Kucharczyk nie zwolni tempa, nie obniży basów i sprawi że podróż będzie bardziej mozolna i mroczniejsza, a w środku umieści protest song - jak czyta Mr Alex - 06 30000 (without words), w którym znajdzie się delikatna partia zagrana na fortepianie. Zaraz po niej ten album zwalnia - staje się bardziej mantryczny, transowy, hipnotyzujący, wolniejszy i wciągający. I taki pozostaje do końca.

"The Amor" poświęcony był ciepłym krajom, "Saint Tinnitus is My Leader" wraca na Stary Kontynent. Ten materiał został nagrany w pojedynkę, wszystko jest bardziej elektroniczne, spięte, mroczniejsze, ale też trudniejsze w strawieniu. Muzyka jest o wiele cięższa, a gdzieniegdzie brzmi wręcz apokaliptycznie. Tak jak przez Europę nie przejedziemy w jeden dzień, tak tego materiału nie da się pochłonąć na raz. "To nie Ameryka", słyszymy gdzieś na końcu. Wojtek nie odkrywa Ameryki, ale mówi w "broken english", swoim połamanym i wypracowanym językiem, kolażem, zlepkiem inspiracji, koglem moglem stylistyk i form, przez które wędruje w niecałe 40 minut.

Mnogość wątków i pomysłów, które się tutaj znajdą, wymaga czasu - przebojów nie uświadczymy, z resztą Kucharczyk celowo z nich zrezygnował. Mrok jest tylko dla odważnych, a w poruszaniu się po nim mają pomóc mapki, schematy, zdjęcia czy cyfry w świetnie wydanym opakowaniu do płyty (czy ktoś jeszcze TAK przykłada się do oprawy graficznej?). Ten album można przesłuchać na raz, ale najlepiej dzielić na odcinki, stworzyć z nich cały serialowy sezon, bo wtedy Świętego Tinnitusa doceni się najbardziej i odkryje najwięcej. Chociaż zawsze można postawić sobie pytanie "co ja w ogóle tutaj robię" jak w 12 18 (regulation), ale najciekawsi włączą po nim płytę jeszcze raz. Bo warto.

[Jakub Knera]

recenzje Asi Mina w popupmusic