polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
MITCH & IGOR KRUTOGOLOV & MITCH Love for Three Cockroaches

MITCH & IGOR KRUTOGOLOV & MITCH
Love for Three Cockroaches

Zeliga Rabitchnyaka Mitch & Mitch przybliżyli światu sięgając po kompozycje żydowskiego kompozytora na płycie „12 Catchy Tunes”. Teraz Mitchowie biorą się za magnus opus Rabitchnyaka – operę z deklaracją miłości do trzech karaluchów w tytule. Czynią to wraz z Igorem Krutogolovem, wokalistą Krunzenstern i Parahod, najbardziej zwariowanej izraelskiej formacji – jeśli uśmiechnęliście się teraz: „bzdura, a Monotonix?”, należy Wam się drobne wyjaśnienie: Krunzenstern i Parahod są „crazy”, Monotonix są „dumb”. Losów dzieła i kompozytora nie będę tu streszczał, gdyż możecie się o nich dowiedzieć z materiałów archiwalnych, odtworzonych na pięknie i z pietyzmem przygotowanej książeczce albumu. Ważne, że rzeczone kombo, wspomagane przez kilku innych muzyków, do reinterpretacji i restytucji dzieła nadaje się znakomicie.

Jak przemożny wpływ Rabitchnyak wywarł na najbardziej liczny polski duet, najlepiej słychać w Epitaph for a one-legged bastard, jedynym tu utworze, który żywcem mógłby wejść na tegoroczne „XXII Century Sound Pioneers”. Notabene, „Love for Three Cockroaches” powstało wcześniej. W pozostałych utworach, wokal Krutogolova, jakby przepity trochę, nadaje muzyce więcej szorstkości, niż zwykliśmy spotykać u koktajlowych Mitchów. Ci zaś intensyfikują stylistyczną żonglerkę – im jest liryczniej, tym większe ryzyko blastu za chwilę, im piękniejsza melodia, tym wyższe szanse jej upadku w otchłanie rytmicznego spazmu, im dla odmiany bardziej rockowo, tym pewniej, że za chwilę usłyszymy dęciaki bądź wibrafon. Muzyce Rabitchnyaka wychodzi to tylko na dobre.

Paradoksalnie, choć Mitchowie czerpią tu tylko z dorobku jednego kompozytora, tym bardziej ich podejście do grania muzyki przywodzi na myśl nieodżałowane Sun City Girls. Alan i Richard Bishop oraz Charles Gocher bez mrugnięcia okiem sięgali po skrajnie różne etniczne inspiracje i estetyki, od post-punku, przez free-jazz po spoken-word, bezpardonowo tworząc z nich intensywną, często absurdalną, lecz fascynującą i niepowtarzalną miksturę. Śmiałość podejmowania wątków i brak konwencjonalnie rozumianego sensu Mitchów również czyni wyjątkowymi.

[Piotr Lewandowski]