polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Alvarius B Alan Bishop - wywiad

Alvarius B
Alan Bishop - wywiad

Click here for the English version of this article.

Alan Bishop rozpoczął solowy projekt Alvarius B jeszcze w czasach Sun City Girls, w ostatnich latach czyniąc go pierwszoplanowym. W ubiegłym roku wydał jednak pierwszą płytę nowego zespołu The Invisible Hands, założonego przez niego w Kairze z lokalnymi muzykami. Od ponad dziesięciu lat jest też współtwórcą Sublime Frequencies. Poniższy wywiad powstał po marcowym koncercie Alvarius B w Berlinie.

Podczas Twojego koncertu miałem wrażenie, że śpiewasz lepiej niż kiedykolwiek. Cały koncert był szalony, ale jakość Twojego głosu była niesamowita bez względu na to, jak dziwny śpiewałeś akurat kawałek. Czy jest to coś, nad czym ostatnio pracowałeś?

Nie, w ogóle nie ćwiczę śpiewu, chyba że na koncertach. Po prostu doskonalę się grając próby i koncerty. Na przestrzeni lat nauczyłem się chyba kontrolować swój głos i go nie marnować. Śpiew jest sztuką, a ja – jako samouk – uparłem się, żeby nie iść do szkoły muzycznej, więc musiałem wszystkiego nauczyć się sam. Osiągnięcie tego poziomu, który przejawia się teraz, zajęło mi dużo czasu.

Sun City Girls mogłoby być innym zespołem, gdyby Twój głos brzmiał wtedy tak dobrze. Może gralibyście więcej piosenek. Zgodziłbyś się ze mną?

W pewnym sensie tak, chociaż problem z przywoływaniem Sun City Girls i próbą jakiejkolwiek analizy tego zespołu jest taki, że mało kto zna cały jego dorobek. Gdyby posłuchać wszystkiego, okazuje się, że piosenki też się tam znajdą – tylko nie przez cały czas. Może nie stanowią nawet 40% czy 30% całokształtu, ale będą obecne w 20%. Nasza dyskografia jest tak rozległa i zagraliśmy tak wiele koncertów, że nasza muzyka naturalnie obejmuje szerokie spektrum bardzo różnych rzeczy – także piosenek, w których słychać więcej mojego głosu. Nagraliśmy masę piosenek, ale są one porozrzucane w różnych miejscach całej naszej twórczości, która obejmuje także koncerty i nie da się jej zgromadzić czy przetworzyć. Nawet ja nie mogę tak naprawdę objąć czy pamiętać wszystkiego, co się działo.

Twoje koncerty pod szyldem Alvarius B składają się głównie z piosenek, choć grasz też kilka utworów instrumentalnych. Jak duża część tego materiału jest wynikiem improwizacji, jeśli chodzi o teksty i tematykę? Nigdy wcześniej nie słyszałem, jak udajesz Bee Gees, nigdy wcześniej nie słyszałem nawet, że robisz coś takiego.

Końcowy efekt w dużym stopniu zależy od improwizacji, która ma miejsce przed, w trakcie i wokół całego procesu. Czasem dany utwór może przerodzić się w improwizację, a komentarze, które padają – sytuacje takie jak ta z Bee Gees, i tak dalej – to wszystko dzieje się spontanicznie. Ale mam też w swoim dorobku utwory, które mogą brzmieć jak improwizowane; czasem trudno jest stwierdzić, co powstało w wyniku improwizacji, a co nie – tak to zawsze wyglądało w przypadku muzyki, którą grałem. Czasem, słuchając Sun City Girls, część osób myśli, że ten instrumentalny kawałek, który zamyka ostatnie 12 minut albumu, był w całości skomponowany, a tak naprawdę był w dużej mierze zaimprowizowany – i vice versa.

Nowy zespół, który założyłeś jakiś czas temu w Kairze, The Invisible Hands, wydaje się zupełnie inny w tym zakresie, aranżacje są tam bardzo bogate i ustrukturyzowane.

Tak, wszystko jest całkowicie ustrukturyzowane i skomponowane, wszystko jest zaaranżowane. Może pojawić się solowa partia gitary, skrzypiec czy oud, ale cała reszta jest w 100% wynikiem kompozycji.

Czy chodziła Ci już wcześniej po głowie koncepcja zespołu opartego na piosenkach i czekałeś tylko na właściwy moment i właściwych ludzi, czy może była to Twoja reakcja na współpracę z muzykami w Kairze?

Chyba jedno i drugie, to było przypadkowe spotkanie, które szczęśliwie przeobraziło się w zespół. Część materiału jest starsza i chciałem się nią zająć w pewnym momencie. Leżała sobie na półce i czekała na własne miejsce, a reszta potoczyła się już sama. To było swego rodzaju synchronistyczne doświadczenie, które przerodziło się w aktualny obraz zespołu. Trudno to wytłumaczyć, to się po prostu stało, jak to bywa w życiu. Nie mieszkam w Kairze przez cały rok, spędzam tam nieco ponad pół roku, ale realizuję tam różne projekty.

Wolisz angielską czy arabską wersję albumu The Invisible Hands?

Chyba osobiście wolę arabską wersję. Nie przepadam za słuchaniem cały czas swojego głosu, a arabska wersja jest dla mnie trochę ciekawsza w tym sensie, że różni się od tego, jak ja operuję głosem. W całej koncepcji nagrania arabskiej wersji nie chodziło o próbę naśladowania mojego tonu głosu czy sposobu wykonania danego utworu, tylko o próbę zrobienia czegoś zupełnie innego. Arabscy wokaliści inaczej to przetwarzają, więc efekt musi brzmieć inaczej. Nie chcieliśmy, żeby starali się naśladować jakiekolwiek moje nastroje. Moje teksty zostały przetłumaczone w najlepszy możliwy sposób, zachowując intencje i stosując słowa będące możliwie najbliżej oryginału. Myślę, że głównym założeniem było to, żeby siła wyrazu, brzmienie, wynikały z innej perspektywy. Obydwoje wokalistów do bardzo młodzi ludzie, mają niewiele ponad 20 lat, to daje świeżą perspektywę.

Trzy lata temu zagrałeś z Richardem trasę The Brothers Unconnected. Czy traktujesz ten projekt jako zamknięty, czy może jeszcze kiedyś będziecie razem grać piosenki Sun City Girls?

Pierwotnie europejska trasa The Brothers Unconnected miała się odbyć w 2008 roku, ale nie daliśmy rady ustalić grafiku, więc musiała poczekać do 2011 roku. Można powiedzieć, że trzy lata później odrabialiśmy to, co obiecaliśmy zrobić w Europie. Nie planujemy kontynuacji projektu The Brothers Unconnected czy też właściwie kontynuowania koncertów z muzyką Sun City Girls – już to zrobiliśmy, trzeba przejść do następnego punktu. Często się z tego śmiejemy – nie musimy tak naprawdę razem grać i mieć wspólnego projektu, ale na pewno pewnego dnia tak się stanie – w swoim czasie, jeśli będzie nam to pasować i sprawiać nam przyjemność. Nie chcemy grać razem tylko po to, żeby grać albo żeby spróbować coś na tym zarobić, nie myślimy o tym w ten sposób. Chodzi tylko o odpowiednią sytuację, coś, co obydwu nam będzie sprawiało przyjemność – cokolwiek to będzie – i wtedy zagramy razem.

Mógłbyś opowiedzieć o wydawnictwie, które wspólnie przygotowaliście na Record Store Day?

Jasne. Corry z Three Lobed miał pomysł wydania splitu z muzyką Ricka i moją trzy lata temu. Odkładaliśmy to i przeciągaliśmy w czasie, aż wreszcie ustaliliśmy, że zrobimy to na RDS w tym roku. Rick nagrał swoje kawałki chyba w Genewie, nie jestem pewien, a ja nagrałem swoje późno – mieliśmy deadline, w którym się nie zmieściłem. Byłem w Dżakarcie i było tam studio, z którego mogłem za darmo skorzystać, więc postanowiłem to zrobić. I to by było na tyle. Po prostu nagraliśmy i przekazaliśmy Corry’emu nasze kawałki oddzielnie.

Czy wkładasz teraz dużo pracy w Sublime Frequencies, czy to bardziej zajęcie Hishama Mayeta?

Nie, pracuję tak samo dużo jak kiedykolwiek – jeśli nie więcej – bo to wymaga naprawdę wiele wysiłku. Nie wystarczy umieścić swojego nazwiska jako kuratora na płycie, nic z tych rzeczy. Wiesz, to jest biznes, mamy multum obowiązków. Przez cały czas jestem równie zaangażowany jak Hisham. Obydwaj mamy pracy po uszy, non-stop, ciągle jest coś do zrobienia. Obaj bardzo ciężko pracujemy.

Największą – z braku lepszego słowa – gwiazdą wytwórni jest Omar Souleyman.

Chyba faktycznie spośród tych kilku współczesnych artystów, z którymi współpracujemy, Omar odnosi największe sukcesy, jeśli chodzi o koncerty. To w sumie logiczne, jego muzyka jest najbardziej z naszego katalogu zbliżona do muzyki tanecznej, więc nie jest to niespodzianką.

Czy jego popularność ma wpływ na inne płyty, które wydajecie? Czy po prostu gra koncerty dla kilkutysięcznych widowni tutaj w Europie i nie przekłada się to w żaden sposób na sprzedaż innych wydawnictw?

Nie wiem, tak naprawdę bardzo trudno prześledzić takie związki. Chyba wszystko ma na siebie jakiś wpływ. Nie za bardzo wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Moim zdaniem wytwórnia wydaje na tyle różnorodnych artystów, że przyciąga szeroką bazę różnych słuchaczy, którym może podobać się jedna albo trzy płyty, połowa naszego katalogu albo wszystko, co robimy. Więc wiesz, moim zdaniem wszystko w jakimś stopniu do siebie pasuje, ale po przekroczeniu pewnego momentu pojawia się też swego rodzaju specjalizacja – osoby, które są zainteresowane nagraniami terenowymi, będą kupować tylko takie płyty. Z kolei ci, którzy wolą, dajmy na to, muzykę retro z lat 60., będą kupować płyty reprezentujące ten okres.

Czy masz jakieś ulubione wydawnictwa Sublime Frequencies?

Nie, jest ich tak dużo, że to się cały czas zmienia. Czasem wracam do jakiegoś albumu i nie kojarzę, żeby był jednym z moich ulubionych. Może być moją ulubioną płytą danego tygodnia. Ale tak naprawdę rzadko wracam do tych albumów. Po prostu wiem, od początku do końca, że ta czy inna płyta nie znalazłyby się w wytwórni, gdybym nie uważał ich za świetne. Nie ma innej możliwości.

Chciałbym Ci zadać pytanie, które jakiś czas temu zadałem też Twojemu bratu. Gdybyś miał wybrać jeden album Sun City Girls do reedycji na winylu – no, powiedzmy trzy – to które by to były?

To nie takie proste. Każda decyzja wynika z mentalności i nie mogę podać ci powodu, dla którego zrobiłem to czy tamto. Nie chcę i nie czuję takiej potrzeby. Kieruje nami bardzo wiele powodów, tak wiele, że nikt ich nigdy nie pozna, bo to nie są informacje publiczne. Dlatego nie zależy mi na tym, żeby ktoś miał kiedykolwiek uzyskać dostęp do tych informacji i nie obchodzi mnie to, że wszyscy chcieliby, żebyśmy natychmiast wydali na winylu ich ulubione albumy, jak Torch of the Mystics.

Nie pytałem o opinie fanów, tylko o Twoje prywatne zdanie.

Dojdziemy do tego. Chciałbym kiedyś wydać wszystko na winylu, ale to bardzo skomplikowany proces. Wszyscy jesteśmy uwikłani w jakieś sytuacje, nie mamy pracowników – może i mamy wytwórnię, ale nie mamy pracowników, wszystko robimy sami i mamy jeszcze milion innych rzeczy na głowie. Przerwałem serię w Eclipse, czyli reedycje naszego katalogu kaset, po prostu dlatego, że nie mogę znaleźć taśm z masterami, które są gdzieś w pudłach. Mam je, ale nie mogę wykroić dwóch dni na przeszukanie każdego pudła i poukładanie wszystkiego znowu na miejsce. Mam pewne priorytety w życiu. Co do reedycji… tak, może wydamy jakiś album, który wyda się dziwnym wyborem, bo nie jest taki popularny – ale my nie patrzymy na to w ten sposób. Pewnie byłoby to coś łatwiejszego do przeprowadzenia w praktyce, jakiś album, do którego mam taśmy z masterami, albo który estetycznie odpowiada temu, na co mam ochotę w danym momencie. Nie ma żadnego planu, nigdy nie ma żadnego planu, nigdy nie mamy ustalonego jednego sposobu działania. Po prostu ogarniamy wszystko na bieżąco.

Pracujesz aktualnie nad jakimiś nowymi płytami?

Tak, nagrywamy teraz drugi album z Invisible Hands, ciągle też będą się pojawiały nowe wydawnictwa pod szyldem Alvarius B, bo bardzo dużo pracuję nad tym projektem. Są też inne rzeczy, ale nie czuję, żebym powinien to ujawniać, bo nie jestem tak naprawdę pewien tych planów. Nie chciałbym nikogo rozczarować, gdybym obiecał coś zrobić i się z tego nie wywiązał. Boże uchowaj.

 


 

English Version

Alan Bishop started his solo project Alvarius B years ago when Sun City Girls were active, but in recent years it has been his primary outlet of musical expression. However, in 2013 the first album of The Invisible Hands, a new band started in Cairo with local musicians, was released. For over ten years, he also co-steers Sublime Frequencies. This interview was conducted after the Alvarius B concert in Berlin in March 2014.

During your concert I had an impression that you now sing better than ever before. The concert was crazy, but the quality of your singing was brilliant irrespective of how crazy the song was. Is it something that you’ve been working on and practicing?

No, I don't practice singing at all, I just do it through performance and I guess I improve when I rehearse my own songs and I play them. I guess that over the years I've learned how to control my voice and not to waste it. It's an art to sing and because I was self-taught, I was stubborn to not go to music school, I had to learn it all myself. It took me a lot of time to develop it in the way that is sort of manifesting now.

Sun City Girls might have been a different band if you had been singing so well back then. Perhaps you would have been doing more songs. Would you agree?

Well, I would agree in a sense, but the problem with bringing up Sun City Girls and trying to analyse it in any way is that most people have never heard everything. If you explore everything, you'll find that the song is there, it's just not in there all the time. It’s not there maybe even forty of thirty percent of the time, but it is in there maybe twenty percent of the time. The catalogue is so vague and the live performances are so many that there's no way that it's not going to include a wide variety of different things where we would be doing songs and I would be singing more. We did lot of songs but they are spread out over this body of work which includes live performances and is impossible to collect or process. Even I can't really process or remember everything that was happening.

Your concerts as Alvarius B mainly include songs, but there are a few instrumentals. How much of it is improvised, in terms of the lyrics and topics? I have never heard you impersonating Bee Gees, I have never even heard about you impersonating Bee Gees.

There's a lot of improvisation that surrounds the delivery in and before and around and through. Sometimes something ends being improvisational and comments that are made, things like going into this Bee Gees thing or whatever, that's all spontaneous. But yeah, I have actual pieces that may sound a bit improvised, sometimes it's difficult for people to answer what’s improvised and what's not – that has always been the case with music I've been involved in. Sometimes people think when listening to the Girls that the instrumental piece that we did in the last twelve minutes of the album was completely composed, but it was highly improvised and vice versa.

The new band you started in Cairo a while ago, The Invisible Hands, seems very different in that regard, the arrangements are very rich and structured.

Right, everything is completely structured and composed, everything’s arranged. There is a guitar solo or a violin solo, or an oud solo, but everything else is completely composed.

Did you have the idea for that kind of songs-oriented band earlier and just waited for the right moment and people or was it your response to collaborating with some people in Cairo?

I think it was both, it was a chance meeting with people that manifested into a band just by circumstance. Some of the material is older and I wanted to deal with it at some point. It was just sitting there without a home and one thing led to another. It was sort of a synchronistic experience that worked towards what it is. It's hard to explain, it just happened and that's the way life is. I'm not living in Cairo the entire year, I'm based there a little over half a year, but I've been doing projects from there.

Do you prefer the English version or the Arabic version of the album?

I probably prefer the Arabic version myself. I don't like listening to my own voice all the time, and the Arabic version is a little more interesting to me in the sense of being different than how I'm processing vocals. The idea of doing the Arabic version wasn't about trying to mimic my particular tone of voice or delivery, but about trying to do something completely different. Arabic singers process it differently, so it has to sound different, we didn't want them to mimic what my mood was. The lyrics I wrote were translated as best as we possibly could with the intent intact, and with the words as close to the original as possible. I think the idea was that the expression, the sound has to come from a different perspective. The two singers are very young, they're in their 20's and it just gives it a fresh viewpoint.

Three years ago you played The Brothers Unconnected tour with Richard. Do you treat this project as closed or do you think you may return to performing Sun City Girls songs together one day?

Initially we were to do the European tour of The Brothers Unconnected in 2008 but we couldn't manage it with the schedule, so it had to wait until 2011 when we were sort of fulfilling what we've promised to do in Europe three years later. We're not planning carrying out The Brothers Unconnected thing, truly the Sun City Girls extended tour – we've done it, so: “next”. Rick and I laugh about it all the time – we don't really need to play together and have to have a project together, but I'm sure we probably will one day, whatever is convenient, whatever is the right time, whatever we would enjoy. We don't want to do it just to do it, or just to try to make some money, that's not what we're thinking about. It's just about the right situation, something we both enjoy doing, whatever it would be, and we'll play together again.

Could you tell me something about the 12-inch you released together for the Record Store Day?

Yeah, Corry from Three Lobed had the idea of a split record by Rick and me three years ago. We've kind of been putting it off and extending it out, and finally we agreed that we will do it in this period. I guess Rick had recorded his tracks in Geneva, I'm not sure, and I recorded mine late – there was a deadline and I hadn't had it done and I was in Jakarta and there was a studio. They were going to give me a free time so I decided to do it there. It's as simple as that. We just submitted our material separately.

Do you put a lot of effort into Sublime Frequencies these days or is it more down to Hisham Mayet?

Oh no, I'm putting in a way as much or even more than ever, because there’s so much to put into, it's not just about your name being the curator on the record or anything like that. I mean it's a business and there's a million responsibilities. I'm as engaged and involved in every moment as is Hisham. We both have so much work up to our ears, it's non-stop, there's always something. We're both working very hard.

Omar Souleyman is the biggest, for lack of a better word, star of the label.

I think that among the few contemporary artists that we're dealing with, Omar is the one being successful in terms of shows. I suppose it makes sense, it's more in the dance music field than the other music that we release, so it's understandable.

Does his popularity translate into other albums that you are releasing? Or is it just the case of him playing for a few thousand people here in Europe but that doesn't spill over to other releases?

I don't know, it's really hard to trace actually. I think it all works in a way. I don't really know that answer for sure. I think the label has so much variety that it attracts a wide base of different people that are interested in one thing or three things or everything or half of it. So you know, I think everything fits in there to an extent, but after some point it becomes very sectarian and people who are more interested in field recordings can buy only fields recordings releases. Those who are interested more in, let's say, retro music from the 60's can buy stuff that's representing that period.

Do you have any favourite Sublime Frequencies releases?

No, because they change all the time, there's so many of them. I may go back and listen to an album and don't remember it being one of my true favourites. It may be my favourite one for the week. But I don't really actually go back and listen to many of them. I just know from going through the situation from the beginning to the end, that it wouldn't be on the label if I didn't love it. It’s one way or the other.

I will ask you a question that I also asked your brother a while ago. If you were to pick a Sun City Girls album to repress on vinyl, let's say three of them, which ones you would choose?

It's not that simple. There's a mentality in everything and I can't articulate the reason why to do this or that. I don't want to, and don't feel the need to. We do things for many, many reasons, so many things no one will ever know because it's not a public thing. So it doesn't concern me that anyone would have to even have access to that information, and it doesn't bother me that people would always want us to immediately repress their favourites like Torch of the Mystics.

I'm not asking about the public demand but about your choices.

We’ll get to it. I'd love to reissue everything eventually, but there's so much that goes involved. All of us, we come from our situations, we don't have employees – we may have labels, but there are no employees, we do everything ourselves and we do a million other things on top of it. So the reason for me not to continue with the Eclipse series of the reissues of the cassette catalogue is simply because I can't find the masters, they are in boxes somewhere. I have them, but I don't have two days to look through every box and then move everything back. There are priorities in life. Reissuing… yes, maybe we'll reissue something that seems like it shouldn't be the one, because it's not so popular – but that's not really how we look at it. It would be maybe something easier to deal with, something that I can find master tapes of, or a situation where I think it's really aesthetically what I want to do at the moment. There's no plan, there's never a plan, there's never a one way of doing things with us. We're just making it up as we go along.

Are you working on any new albums?

Yeah, we are recording a second album with Invisible Hands right now, and I'm always going to have Alvarius B records, they will be coming all the time because I work on it a lot. There's other things, but still I don't feel the need that I have to expose it because I'm not really sure and I don't want to disappoint anyone, because I promised to do something. God forbid.

[Piotr Lewandowski]