polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mikrokolektyw Absent Minded

Mikrokolektyw
Absent Minded

Revisit, debiutancki album Mikrokolektywu, zwieńczył kilkuletni okres działalności zespołu, w którym intensywnej działalności koncertowej towarzyszył brak rejestracji płytowych. Co prawda ukazała się improwizowana płyta z koncertu duetu ze słoweńskim Alzheimer Trio, ale nie oddawała ona charakteru jego autorskiej muzyki. Od tego czasu sprawy nabrały jednak tempa i po impresyjnym DVD live pt. Dew Point z 2011 roku, 18 lutego ukazał się drugi studyjny album Mikrokolektywu. Absent Minded jest płytą bardziej swobodną niż debiut, bliższą bezpośredniemu obcowaniu z muzyką duetu wykonywaną na żywo. Nieco upraszczając można powiedzieć, że w mniejszym stopniu skomponowaną, choć sami muzycy określają to trochę inaczej: „Pierwsza płyta powstała bardzo późno od momentu zawiązania duetu i była dokumentacją tego, co uważaliśmy nawet nie tyle za najważniejsze, ale za najbardziej uchwytne z kilku pierwszych lat współpracy. – mówi trębacz Artur Majewski. – Z perspektywy wydaje mi się ona trochę zbyt ciasno upakowana pomysłami. Było to bardzo studyjne przedsięwzięcie i element improwizacji, który cały czas był podstawą naszego działania, nie został tam wystarczająco wyeksponowany. Osoby znające nas z koncertów wiedzą, że nasza muzyka ma więcej odcieni.” Na Absent Minded odcieni jest faktycznie mnóstwo, a paleta sposobów wypowiedzi zespołu jest szersza i w wielu miejscach bardziej abstrakcyjna niż na pierwszym albumie, choć nie brakuje tu momentów wręcz przebojowych i piosenkowych. Perkusista Kuba Suchar stroni jednak od umiejscawiania nowej płyty na spektrum między piosenką a abstrakcją, improwizacją a kompozycją. „Nowy album jest rejestracją istotnego dla mnie momentu w zachodzącym procesie – tę muzykę można opisać jako kompozycję, tyle że wydarzającą się w czasie rzeczywistym. Takim stanem, w którym improwizując, grając i słuchając, uzyskuje się kompozycje. Dużo więcej utworów niż kiedyś zostało tak właśnie wyimprowizowanych. Jednak w tym działaniu nie ma zamiaru, by muzyka była bardziej chwytliwa, abstrakcyjna czy jakakolwiek inna – my ją po prostu gramy, bo moim zdaniem do tworzenia muzyki nie jest potrzebny jakikolwiek cel, wystarczy pasja.”

Absent Minded jest płytą dość rozległą, ponad godzinną, a poszczególne utwory z reguły trwają dłużej niż na Revisit. Nie wychodzą słuchaczowi naprzeciw, nie kuszą go chwytliwymi rytmiczno-melodycznymi rozwiązaniami tak mocno, jak zdarzało się na dopieszczonym i ustrukturyzowanym elektroniką debiucie. Tę różnicę dobitnie ukazuje pierwszy pełnoprawny utwór nowego albumu, jakim jest prawie dziesięciominutowe „Dream About Mind Master”, nie posiadający rytmu ani wyraźnej melodii, trwający na dezorientującej repetycji syntezatora. Abstrakcyjne, pełne dźwiękowych drobinek, bliskie improv i fascynujące bogactwem odgłosów utwory zatytułowane „Dream About…” pojawiają się na płycie jeszcze dwukrotnie. Majewski te sny o „mistrzu umysłu, o podwórkach i o jedni” nazywa wręcz osią płyty. Pomiędzy nimi, dla swoistego kontrastu, odnajdujemy jednak jedne z najbardziej przebojowych utworów w dorobku grupy, jak okraszony wideoklipem „Sonar Toy” i „Little Warrior”, w pełni akustyczne, free-jazzowe wypowiedzi w „Thistle Soup” i „Trilobite”, czy autentycznie szalony, nabierający z czasem tempa i intensywności „Crazy Idea of Jakub S.” Można odnieść wrażenie, że kluczową ambicją zespołu jest osiągnięcie możliwie kompletnego alfabetu, pozwalającego na elokwentną i wyczerpującą wypowiedź w duecie, a w konsekwencji – jak najbliższe rzeczywistości uchwycenie na nagraniu tej kompletności i elokwencji. „Absent Minded jest efektem tego, że grając od kilku lat pewien repertuar mogliśmy pozwolić sobie na coraz więcej, używać tego, co jest ustalone jako opcję, a nie konieczność. Przedmiotem improwizacji stawała się też forma koncertu, a nie tylko poszczególne utwory. Nowy album jest bliższy grze na żywo i zależało nam przede wszystkim na tym, żeby uchwycić porozumienie, które się między nami wytworzyło.” – mówi Majewski. „Duet to obecnie dla mnie najmniejszy możliwy skład do wykonywania muzyki – przyznaje Suchar – a przy tym bardzo wymagający, w którym trening grania jest kluczowy. O ile więc bardzo interesuje mnie proces postprodukcji, to tym razem nie w przypadku Mikrokolektywu. Postprodukcja jako taka odgrywa rolę raczej ćwiczenia w tym, co mogę zrobić na samym instrumencie, bo świadomość muzyka powinna wychodzić poza jego instrument. Absent Minded jest prawdopodobnie najbardziej czystym i surowym zapisem tego, jak pracujemy i gramy. Jestem zachwycony tym, że wreszcie udało się pokazać, jak zespół brzmi, zwłaszcza, że sposób rejestrowania był bardzo prosty.”

Jeśli więc na z pietyzmem zaplanowanym Revisit eksploracja brzmienia odbywała się w mocnych piosenkowych węzłach, przez co można było postrzegać tę muzykę poza kategoriami improwizacji i jazzu, to nowy album dużo wyraźniej eksponuje to, że balans pomiędzy poszukiwaniami sonorystycznymi, a pracą nad melodią i formą jest dla duetu równie istotny. Dzięki temu także tej płyty nie da się zamknąć w stylistycznych przegródkach, ale tym razem nie dzięki kompozycyjnym ramom, lecz głównie za sprawą różnorodności dźwięku. Majewski podkreśla: „Bardziej interesuje nas to, jaki świat sonorystyczny możemy wykreować w duecie, niż jakie możliwości jako solista może mieć każdy z nas. Podstawą jest myślenie brzmieniem i otwarcie na to, co może się wydarzyć. Obaj skupialiśmy się ostatnio w dużej mierze na pracy nad nieoczywistymi brzmieniowymi możliwościami naszych instrumentów. Także dlatego wiele z tego, co się dzieje na płycie, staje się widoczne nie w krótkich epizodach, lecz w dłuższych okresach czasu.”

Jedną z najlepiej widocznych ilustracji tego stwierdzenia jest zredefiniowanie roli elektroniki. Chwytliwe, dźwięczne loopy, które na pierwszej płycie urastały do miana wyznacznika stylu zespołu, tutaj pojawiają się jedynie w „Little Warrior”, choć w „Sonar Toy” i „Trouble Spot” gra Suchara sprawia wrażenie, jakby pętle były obecne. W tym ostatnim, powtarzana, metaliczna perkusyjna odliczanka staje się kontekstem dla kompletnie swobodnej gry perkusji. W wymowny sposób, „Little Warrior” pojawia się prawie niemalże na końcu płyty. Elektronika nie urasta już do roli swoistego trzeciego członka zespołu, ale staje się kolejnym narzędziem improwizacji w rękach muzyków. Czasem w postaci dronów i szumów, czasem w postaci nieprzewidywalnej interakcji z analogowym syntezatorem modularnym, który jest nowym elementem w instrumentarium zespołu, na dodatek spreparowanym tak, by reagował na grę perkusji. „Pociąga mnie taka mikroelektronika, ale równocześnie bardzo cenię prostotę – mówi Suchar – choć może to się wydawać zaskakujące w kontekście gry perkusji – gęstej, ale w moim rozumieniu jednak prostej. Elektroniczny background jest atrakcyjny i inspirujący, bo pozwala na ubarwienie gry instrumentów. Choć może się wydawać, że loop stanowi ograniczenie, to jest tak tylko na pierwszy rzut oka, w rzeczywistości nim nie jest. Dla słuchacza loop jest zamkniętą strukturą powtarzaną w kółko, ale mnie interesuje kontekst tworzący się między loopem, a zupełnie wolnym, otwarcie grającym instrumentem. Czasem mogę w ogóle na niego nie zważać, ale czasem się do niego przykleić, odpocząć, wziąć głębszy oddech i po chwili wejść pod powierzchnię tego, co serwuje looper.” Niemniej jednak na Absent Minded pętle zeszły na drugi plan, co wyjaśnia Majewski - „Teraz przede wszystkim chodziło o to, że jeśli występuje stały element elektroniczny, to żeby sam się on modyfikował, albo żeby nie był rytmiczny – żeby był elementem faktury, a nie formy samej w sobie.”

Ta zmiana w wielu miejscach uwypukliła potencjalnie ilustracyjny charakter muzyki duetu. W utworze „Superconductor” można wręcz odnieść wrażenie obecności nagrań terenowych, choć prawdopodobnie są to wybryki syntezatora. Niemniej jednak powstaje wrażenie swoistego słuchowiska. Czy zatem duet planuje wejść na pole muzyki teatralnej bądź filmowej? Okazuje się, że na razie muzycy robią to indywidualnie – 9 marca w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu premierę ma spektakl „Kotlina” w reżyserii Agnieszki Olsten na podstawie Olgi Tokarczuk, z muzyką Kuby Suchara, który równocześnie pisze muzykę do nowego filmu Normana Leto. Majewski zrobił natomiast dwa lata temu muzykę do filmu krótkometrażowego, a niedawno do animowanego, w obu przypadkach na trąbkę solo. Podkreśla, że „działanie w określonych ramach, kiedy muzyka ma zrealizować jakieś funkcje względem obrazu, jest ożywcze i inspirujące, pozwala odpocząć od tego, jak pracuję na co dzień. Ale nie jestem muzykiem do wynajęcia” – dodaje.

W wywiadzie dla nas po premierze Revisit muzycy mówili, że duet bez basu i bez instrumentu harmonicznego prędzej czy później będzie ciążył w stronę uzupełnienia do pełniejszego składu. Okazało się jednak, że takich okazjonalnych szerszych wcieleń Mikrokolektywu od tamtego czasu nie było zbyt wiele. „Być może przy Revisit brakowało nam takiego natężenia dźwięku i barw, które wcześniej czasem osiągał Robotobibok. Jednak coraz lepiej odnajdujemy własne brzmienie w tej dość trudnej formule, jaką tworzą trąbka i bębny, a kiedy my jesteśmy do niego przekonani, to też łatwiej się nim dzielić. Okazji do kooperacji było wbrew pozorom całkiem sporo, choć też dużo czasu poświęciliśmy na pracę osobno, Mikrokolektyw traktując jako pewną formę wspólnej wypowiedzi nas dwóch. Która zresztą staje się coraz bardziej sprecyzowana i wejście w nią z zewnątrz jest coraz trudniejsze.” – wyjaśnia Majewski. Wśród projektów obu muzyków najbardziej widoczne były Slug Duo złożone z Suchara i saksofonisty Gerarda Lebika, oraz Foton Quartet z udziałem Majewskiego (i Lebika także). Oba obecnie są w stanie hibernacji, choć z innych powodów – Lebik sporo pracuje sam na generatorach elektronicznych, a kontrabasista Fotonu Jakub Cywiński wyjechał do Londynu, gdzie koncertuje z BBC Symphony Orchestra. Majewski w międzyczasie grał jednak z legendarnym słoweńskim perkusistą Zlatko Kaučičem, który wśród wielu płyt na koncie ma np. nagrania z Evanem Parkerem i Peterem Brötzmannem, oraz z innymi muzykami słoweńskimi, a we wrześniu ubiegłego roku zrealizował projekt w Chicago z tamtejszymi muzykami. Suchar natomiast w ubiegłym roku zarejestrował materiał z Robem Mazurkiem i Kazuhisą Uchihashim pod nazwą Forest Underground, który prezentowany był we wrocławskiej galerii BWA wraz z filmem stworzonym przez perkusistę do tej muzyki. Nagrany został także koncert tego tria.

Szczególny okazał się jednak projekt Joshua Abrams Natural Information Society. Abrams, chicagowski basista znany między innymi ze współpracy z Robem Mazurkiem, Hamidem Drake czy Mike’m Reedem, balansuje w nim na granicy jazzu i muzyki afrykańskiej, opierając się na brzmieniu trzystrunowej lutni guimbri i operując rytualnym elementem muzyki Gnawa oraz hipnotycznymi pejzażami, tworzonymi wraz z jazzowymi muzykami i z wykorzystaniem instrumentarium z obu stron Atlantyku. Jego płyta Represencing to moim zdaniem jedna z najciekawszych propozycji około-jazzowych 2012 roku. Abrams jest de facto jedynym stałym członkiem zespołu, w studio i w Stanach pracując z reguły w dość małych składach, głównie duetach lub triach. Jadąc w trasę pakuje guimbri w pokrowiec na kije golfowe i w różnych krajach i miejscach gra kilka koncertów z lokalnymi muzykami i różną muzyką. Jednak europejskie wcielenie Natural Information Society to kwartet z jego żoną Lisą na harmonium, Majewskim na trąbce i kornecie oraz Sucharem na perkusji. Już po raz drugi kwartet ten zagrał trasę po Polsce złożoną z kilku koncertów – rewelacyjnych. Obaj muzycy podkreślają, że z Abramsem grają jako Artur Majewski i Kuba Suchar, a nie Mikrokolektyw. „Przyjaźnimy się od dawna i opracowaliśmy z nim materiał Natural Information Society. Gramy jego muzykę, realizując jego pomysł na brzmienie, który wiąże się głównie z guimbri, Afryką i transem. Z muzykologicznego punktu widzenia, ta muzyka oparta jest na brzmieniu i rytmice, a cała harmonika i melodyka oparta jest na dwóch strunach guimbri, czyli na bardzo skromnych środkach. – tłumaczy Majewski – Zarówno dla Josha, jak i dla nas, inspirujące jest też pochodzenie tego instrumentu, używanego w Maroku podczas ceremonii uzdrawiających. Abrams bynajmniej nie czuje się szamanem i nie staramy się uleczać ludzi, ale podstawowym założeniem jest trans. W trakcie tych koncertów w ogóle nie gramy solówek, pojawiające się melodie nie służą prowadzeniu muzyki, tylko mają być jej kolejnym elementem. Ten projekt ma silne i wymagające założenie – mamy tworzyć jedność, co wymaga skupienia i współpracy, jeśli ktoś wyjdzie przed szereg lub odpuści, to trans znika.” Suchar dodaje: „Myślę, że układ w tym projekcie jest bardzo partnerski. Znakomicie się w nim odnajduję i już na poprzedniej trasie miałem okazję wykorzystać różne swoje pomysły na zestaw perkusyjny.” Choć eksploracje Mikrokolektywu operują raczej akustyczno-elektronicznym, a nie kulturowym (w rozumieniu tradycji muzycznej różnych rejonów świata) napięciem jak Natural Information Society, to duża rola gęstości rytmu i nacisk na operowanie barwami wyznaczają wspólną płaszczyznę dla obu projektów, które dzięki temu nawzajem się wzmacniają.

Bardzo ciekawie zapowiada się także nowy zespół, który obaj muzycy (znowu jako Suchar i Majewski a nie Mikrokolektyw) stworzyli z Rafałem Mazurem z Krakowa, grającym na akustycznej gitarze basowej, oraz saksofonistką altową Anną Kaluzą, która mieszka w Berlinie, a pochodzi z południowo-zachodnich Niemiec. W grudniu 2011 roku we Wrocławiu odbyła się sesja, której rezultaty ukażę się latem tego roku nakładem renomowanej portugalskiej wytwórni Clean Feed. Półtora roku dzielące nagranie od premiery dobrze ilustruje dylemat, przed którym stają muzycy, w szczególności improwizujący, na całym świecie – czy szukać dobrego kontraktu, czy wydać płytę samemu. Wobec ponoć znacznej liczby składów z udziałem któregoś z muzyków Mikrokolektywu, zarejestrowanych w ostatnich latach (np. wspomniane trio Suchar / Mazurek / Uchihashi, czy trio Suchar / Mazurek / Lebik) i czasem nawet już zmiksowanych, muzycy przyznają, że zastanawiają się nad reaktywacją Wytwórni Om, w której ukazywały się płyty Robotaobiboka, AGD, Slug Duo czy Mikrokolektywu z Alzheimer Trio. Suchar planuje także przygotowanie we wrocławskim OPT serii koncertów solowych i duetów, które będą powiązane z warsztatami i chciałby także powrócić do idei cyklicznych koncertów, które kiedyś Slug Duo dawało w Falansterze.

Być może Absent Minded okaże się więc otwarciem bardzo twórczego roku, ale samej płycie takie konsekwencje nie są potrzebne – obroni się sama. Można zadać banalne pytanie, czy jest lepsza od debiutu, ale jest ono trochę źle postawione – sednem i siłą albumu jest uchwycenie fascynującego obrazu zespołu, który zaczynając dobrych kilka lat temu z dobrym pomysłem i na wysokim poziomie rozwija się osiągając wyjątkowy muzyczny język i wyobraźnię, scalający akustykę i elektronikę; rytm, melodię i fakturę w charakterystyczny, lecz ewoluujący sposób. Gra przy tym z niesłychaną intensywnością i wyjątkowym naciskiem na kompletność wypowiedzi. Efektem jest płyta trudniejsza i bardziej wymagająca, ale zarazem bardziej wielowątkowa i chyba też piękniejsza niż debiutancka.

[Piotr Lewandowski]