polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
R.U.T.A. & Paprika Korps 400 lat

R.U.T.A. & Paprika Korps
400 lat

Na początku 2012 roku Karrot Kommando zorganizowało cykl koncertów zestawiających pary dość różnych wykonawców z katalogu tej wytwórni – wspólny występ R.U.T.A. i Paprika Korps wypadł wtedy najlepiej i jako jedyny okazał się zalążkiem czegoś trwałego. Nic dziwnego, bo wspólne rearanżacje utworów z repertuaru obu zespołów oraz kilka kowerów Dezertera i Moskwy naprawdę wyszły świetnie. Po serii koncertów przyszedł czas na płytę, która niestety rozczarowuje. Na żywo R.U.T.A. i Paprika Korps byli w stanie uniknąć przekleństwa polskiego punk rocka, czyli punky reggae – co zresztą udawało się obu stronom współpracy też wcześniej (nieważne, w jakim stopniu celowo). Na dość łagodnie brzmiącym 400 lat, zamiast wieloznaczności akustyczno-elektrycznego koncertowego brzmienia kolektywu i jego desperackiej nuty, pojawia się jednoznaczność „reggae z przytupem” czy też „punk-rocka z pulsem”. Być może ugładzenie brzmienia jest konsekwencją trudności ze studyjnym zorganizowaniem instrumentów, wśród których elektryczna część ma naturalną tendencję do zagłuszenia części akustycznej.

Problemem są jednak dość sztampowe piosenki, a zaskakująco słabą stroną teksty, wcześniej stanowiące o sile Ruty. Rażą one dosłownością (patrz „Sztandary wiary” czy „Pod bezpośrednią opieką aniołów”), tą przypadłością tzw. politycznie zaangażowanego punka, która sprawia, że po przekroczeniu 18 roku życia z reguły nie da się go słuchać. Paprika Korps, tekstowo i wokalnie pozostający tutaj na drugim planie, sami właśnie dosłowności unikali w swojej muzyce i szkoda, że wraz z pulsem nie przemycili tutaj większego dystansu. Zwłaszcza, że kiedy trafia się rzecz ciekawa i niejednoznaczna muzycznie, to tekst albo irytuje („Policja ze śmigłowców”), albo razi łopatologią („Choroby dziedziczne”). Fragmenty wspomnianej „Policji…”, jak choćby „gdy spalicie nasze krzaki to spalimy wam ziemniaki”, przypominają mi, onegdaj powiedzmy kultowe, „okradniemy ci piwnice, bój się nas, wypijemy ci kompoty” oi!-owej grupy Ramzes & The Hooligans, czyli przyciężki żart z końca lat 80tych, który pod koniec lat 90tych był już głównie obiektem drwin. W 2013 roku i w ustach pięćdziesięciolatków takie teksty brzmią po prostu głupio, a otoczenie ich w książeczce podobnie skonstruowanymi jamajskimi klasykami lub XIX-wiecznymi opisami polskich zwyczajów tego nie zmienia – przeciwnie, pokazuje, że strategia poetycka, która sprawdzała się na płytach Ruty dzięki zachowaniu dawnego języka i wyrazistości autentycznych pieśni buntu, teraz, w (nie wiem, czy celowo) żartobliwej stylizacji i przy współczesnych desygnatach, zamienia się w autoparodię. „Ochroń nas ziele przed PSL-em, […] biała bylico chroń przed prawicą” – co sprawdza się jako żart w „Studni” Jacka Podsiadły w formie piosenki staje się punkowym odpowiednikiem śpiewki przy ognisku. Panowie, serio chce Wam się to śpiewać?

[Piotr Lewandowski]