polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Paprika Korps Telewizor

Paprika Korps
Telewizor

Trzecim albumem opolska formacja udowadnia, że zdecydowanie należy do ścisłej czołówki polskiego reggae, albo nawet więcej, że niewiele ma z tym nurtem już wspólnego, ponieważ wypracowała swój konkretny styl. Właściwie to jamajskie korzenie są odczuwalne w każdym utworze, ale dodatkowe elementy stanowią o sile tej muzyki. A z każdego utworu przebija świeżość i energia, która czerpie przede wszystkim z dynamicznych gitar. To one właśnie niosą ze sobą olbrzymi ładunek, ich zaletą jest ciężkość. Można powiedzieć, że często w polskiej muzyce spotykamy połączenie reggae z punkrockiem, ale wierzcie mi, że nie do tego nurtu należy zaliczyć Paprikę. Tutaj drapieżność jest czymś szczególnym. Nie ma niedomówień, jeżeli utwór ma być agresywny, to jest tak zagrany i energia aż bije z głośników i wali o ściany, jeżeli natomiast czas przychodzi na bardziej dubowe elementy, to robi się przestrzennie i ogarnia nas wolniejsza pulsacja. Na płycie słychać dużo złości, która uchodzi z muzyków zarówno w tekstach, jak i w agresywnym potraktowaniu instrumentów.

Już pierwszy kawałek zapowiada, że kapela nie zmarnowała ostatnich dwóch lat i dopracowała swoją koncepcję muzyki. Dynamiczny Don't Trust, wzbogacony o partie dęciaków nagrane przez niemiecką formację Yellow Umbrella, jest mocnym uderzeniem na początek. A potem nadal ciężko złapać oddech, ponieważ kolejne utwory: Crowd, Kłamca, To Conquer And To Rule udowadniają, że muzykom udało się uchwycić w studiu energię, jaką można wyczuć podczas koncertów, a która przybiera na sile w miarę upływu czasu i zdobywania przez członków zespołu kolejnych doświadczeń. Ewidentnie wyczuwa się, że nie ma w nich strachu przed przełamywaniem barier gatunkowych, ponieważ reggae jest dla nich punktem wyjścia do własnych poszukiwań, które okazują się być naprawdę płodne. Kombinacja pulsującego basu, płynących klawiszy, eksplodującej perkusji z gitarami o dwóch odmiennych obliczach - jednej reggae'owej, a drugiej raczącej nas ostrymi solówkami i porywającymi riffami - jest iście wybuchową mieszanką. Mamy do czynienia z zespołem, który nie boi się głośno wyrazić swojej wrażliwości muzycznej. Tego dowodzi chociażby zawarty na płycie kower Dezertera Kto, potrafili oni wycisnąć na nim swoje piętno - jest to jedna z wielu chwil na tej płycie, kiedy mamy ochotę poderwać się do podrygiwania. Paprikom nie obce też są elementy dubowe, które przebijają chociażby w spokojniejszym Camp Babilon. Wspomniałem o złości, którą wyczuwam między dźwiękami, będącej pikantnym sosem przyprawiającym całość. Wystarczy spojrzeć na tytuły utworów, by znaleźć przykładowe źródła tej irytacji. Camp Babilon, To Conquer And To Rule jasno odwołują się do wyzwoleńczej misji podjętej przez nasze państwo w Iraku. Do wojny tej nawiązuje też wieńczący zasadniczą część płyty utwór tytułowy, w którym możemy usłyszeć fragment wypowiedzi dziennikarza Jacka Czarneckiego z frontu pod Basrą i odgłosy z pierwszej anty-amerykańskiej demonstracji w Bagdadzie. I jest to jeden z najlepszych utworów w karierze zespołu, swoją siłą oddziaływania dorównuje wręcz dokonaniom specjalistów od rewolucyjnych songów takim jak Asian Dub Foundation.


Dziesięć utworów stanowi zasadniczą część płyty, niestety trwają one jak dla mnie trochę za krótko - niecałe czterdzieści minut. Potem możemy delektować się opowieścią o perypetiach naiwnego Gąsiora Jana w mrocznym i ciemnym lesie, które na szczęście kończą się szczęśliwie. Doskonały żart, o urokliwym tekście i wzbogacony zabawnymi samplami. Nie zabrakło też remiksów, dostajemy dwa, co wydłuża album do pięćdziesięciu minut. Niemniej jednak wstajemy od stołu lekko głodni, "Telewizor" jedynie by zyskał, gdyby znalazły się na nim jeszcze ze dwa kawałki. Ale być może właśnie tyle mieli nam do przekazania muzycy, udało im się przez to utrzymać zawartość płyty na najwyższych obrotach, przez co każdy utwór jest wart uwagi. Warto wspomnieć o pierwszorzędnym brzmieniu wygenerowanym przez Jarka "Smoka" Smaka. Z jednej strony mamy przestrzenne konstrukcje i brzmieniowe smaczki, a z drugiej uchwycona została surowa energia cechująca występy na żywo. Album został wydany przez zespół własnymi środkami, a wrażenie pełnej kontroli nad procesem twórczym potęguje ciekawa okładka, zaprojektowana przez muzyków. Paprika Korps udowodniła, że należy do najjaśniejszych punktów naszej sceny niezależnej, prezentując muzykę oryginalną i autorską. Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć, gdzie należy szukać nadziei na ożywienie polskiego reggae i punk-rocka, niech sięgnie po "Telewizor", nawiązujący do najbardziej zacnych tradycji tej sceny w naszym kraju.

[Piotr Lewandowski]