polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Paprika Korps Magnetofon

Paprika Korps
Magnetofon

Paprika Korps nie posiada certyfikatu Światowej Organizacji Reggae napisanie piosenek. Swoją drogą trudno, żeby go miała, skoro ich muzyka zupełnie odstaje od tego, co dzieje się tak na światowej, jak i na polskiej scenie roots-muzyki. Od dawna widać, że mamy tu do czynienia z twórcami dojrzałymi - nie ma tu utartych frazesów o paleniu Babilonu, ani tym bardziej o paleniu zioła (co paradoksalnie często wiąże się ze wspieraniem tego pierwszego). Są za to uniwersalne i trudne do jednoznacznej interpretacji teksty będące zdecydowanie mocną stroną tego zespołu. O ile na poprzedniej płycie były one głosem w dyskusji o sytuacji społeczno-politycznej, tutaj oderwały się od konkretu codzienności podążając w stronę abstrakcji (Słonie, Zdecydujcie się), czasem obserwacji kondycji współczesnego człowieka (Welcome Home, Old Man). Najczęściej jednak, zgodnie z tytułem płyty, obracają się w kręgu samej muzyki (genialny Propper Song, Hi-Fi, Kamieniczny dub). Można zżymać się, że najczęściej śpiewane są po angielsku, jednak należy pamiętać, że Paprika już dawno wyrwała się poza krajowe bagienko i, koncertując z powodzeniem poza granicami, dorobiła się tam wiernej rzeszy fanów.

Muzycznie album jest rozwinięciem formuły dobrze znanej z poprzednich trzech albumów - miarowa pulsacja wsparta zostaje ciężkim brzmieniem gitar. Tym razem jednak muzycy poskromili w sobie ciągoty do ognistych solowych wycieczek, zostawiając więcej miejsca przestrzeni. W efekcie otrzymujemy album zdecydowanie bardziej dubowy - choć z pewnością nie w "słonecznym" rozumieniu tego pojęcia. Chłopcy nie zapominają o swoich "punky reggae'owych" korzeniach - tu nigdy nie będzie po prostu miło i przyjemnie - jak podsumował to zaproszony Xsiądz Maken: "Bo nie dla mnie słodki lovers rock | Promuję dub niespokojnych czasów | Kto pragnie ukojenia - niech idzie do lasu". Mówiąc o udziale gości nie można zapomnieć też o Pablopavo, który nadzwyczaj dobrze poradził sobie w stylistyce odmiennej od tej znanej z twórczości jego rodzimej formacji, jak również o światowej klasy wirtuozie skrzypiec hinduskich Michaelu Jones. Kawał dobrej roboty za konsoletą wykonał Jarek "Smok" Smak - należy mu się szacunek za wprowadzenie "żeńskiego" elementu pod postacią chórków, umiejętną zabawę samplami czy to ze środków masowego przekazu, czy też z klasyków The Abyssinians.

Nie ma się co oszukiwać - muzyka Paprika Korps, podążając własną ścieżką i nie ulegając chwilowym modom, niejako z góry skazana jest na pewną niszowość -spektakularnego sukcesu Vavamuffin nie powtórzy na pewno - jednak nie o to przecież tu chodzi. Muzycy powoli rzeźbią koryto, którym być może nadpłynie kiedyś fala zmiatająca wszystko na swojej drodze. Osobiście chciałbym usłyszeć pewnego dnia o współpracy zespołu z jakimś światowej klasy producentem, dajmy na to z Adrianem Sherwoodem. Kto wie może udało by się im osiągnąć porażającą siłę syntetycznego dubu japońskiego AudioActive z czasów "Apollo Choco"?

[Piotr Bronka]