polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ECHOES OF YUL Cold Ground

ECHOES OF YUL
Cold Ground

Muzyka zawarta na Cold Ground mogłaby śmiało służyć za ścieżkę dźwiękową do nocnych eskapad po sennych skandynawskich miasteczkach. Zresztą równie znakomicie sprawdza się w realiach III RP. Tam, gdzie nie docierają światła miejskiego tętna, ani sygnał toruńskiej propagandy, w wyludnionych okolicach, pełnych zepsutych zwrotnic i podmokłych łąk. Echoes Of Yul z niezwykłą precyzją urabia te dźwięki, schodzi do parteru, by odkryć głębię, pokazać szkielet, następnie przysypać go delikatnie i pozostawić tak do rana. W takim „The Tenant” zawadiacko mami gitarowych riffem, a w „Numbers” beznamiętnie żongluje cyframi. „Libra” uderza z mocą doommetalowego młota, pięknie przy tym operując głosowymi samplami. „The Plane” pachnie poranną łąką, a w kończącym „Last” czuć posmak francuskiego Air, oczywiście bardziej dociążonego i mniej radio friendly. Plastyczność przekazu to największy atut Cold Ground. Można zanurzyć się w te 13 utworów bez obawy, że nagle i niespodziewanie zostanie zburzona misternie budowana atmosfera tajemniczości. Pozornie prosty patent z wykorzystaniem samplowanych wypowiedzi jest tu użyty z niezwykłym smakiem. To niewątpliwie bardzo ważny element układanki pt. Cold Ground. Wszystko wydaje się być bardzo stonowane, lecz poszczególne fragmenty są na tyle zróżnicowane, aby nie stwarzać wrażenia obcowania z jednym i tym samym utworem. Echoes Of Yul udała się sztuka wykreowania dźwięków wyselekcjonowanych, dobranych z najlepszych składników, umiejętnie przetworzonych i pomysłowo zaaranżowanych. Najwyższa rekomendacja!

[Marc!n Ratyński]