polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Echoes Of Yul Echoes Of Yul

Echoes Of Yul
Echoes Of Yul

Patrząc z perspektywy ostatnich kilku tygodni, to debiutancki album Echoes Of Yul gościł bardzo często w moim odtwarzaczu. Ten opolski duet całkowicie mnie zaskoczył. Nagle wypłynęli z materiałem, który równie dobrze mógłby mieć swoją premierę z naklejką Neurot czy innego Hydra Head. Wszyscy zanurzeni w klimatach rodem z płyt Godflesh, Om czy Lotus Eaters mogą śmiało przystąpić do degustacji „Echoes Of Yul”. Niech zachętą będzie również sam James Plotkin (znany m.in. z udziału w O.L.D., Khanate, Namanax), który zajął się masteringiem tego materiału. Aż 76 minut dla jednych może być nie do przebrnięcia, a dla pozostałych wspaniałą muzyczną wyprawą. EOY tworzą wielowarstwowe pasaże, gdzie w bagiennych oparach brakuje tchu, gitary raz gniotą żebra, by za chwilę przejść w niemal ambientowe rejony. Głos jest tu tylko dodatkiem, a ze smakiem i wyczuciem użyta elektronika sprawia, iż „Echoes Of Yul” jest bardziej przystępny. Wzajemnie przenikające się struktury i ciężar mają odpowiednie proporcje, przez co obcowanie z tym albumem jest nad wyraz przyjemnym prasowaniem kory mózgowej. 

[Marc!n Ratyński]