polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Neurosis Steve von Till o Honor Found in Decay

Neurosis
Steve von Till o Honor Found in Decay

Click here for the English version of the interview with Steve von Till

Po ponad pięciu latach przerwy, w październiku ukaże się nowy album Neurosis, zatytułowany Honor Found in Decay. Na tak długie milczenie mogą pozwolić sobie tylko najlepsi – o grupie tak wpływowej na niezależnej scenie nie zapomina się przecież z dnia na dzień. Po dwudziestu siedmiu latach działalności i konsekwentnego budowania własnego języka, Neurosis prezentują kolejny etap swojej sagi, za każdym razem dokonując dyskretnych zmian, które sprawiają, że w porównaniu do legendarnych płyt z Through Silver in Blood na czele, są już zespołem wyraźnie innym, ale zarazem ciągle tym samym. Po zapoznaniu się z nową płytą mieliśmy okazję porozmawiać ze Steve’m von Till, gitarzystą i wokalistą zespołu. „Główna różnica między Neurosis teraz, a dziesięć czy dwadzieścia lat temu polega na tym, że jesteśmy starsi, mądrzejsi i dużo lepsi niż kiedykolwiek wcześniej. Nasza ewolucja przypomina spiralę, po której zbliżamy się do centrum, za każdym razem jesteśmy coraz bliżej odkrycia tego, czym naprawdę jest Neurosis. – opowiada von Till – Za każdym razem jesteśmy bliżsi drogi, która prowadzi do serca i duszy, która jest bardziej organiczna i naturalna. Nasza muzyka jest coraz prawdziwsza i bardziej nieskalana. Zapewne nigdy nie dojdziemy do tego jądra, ale nie to jest najważniejsze, chodzi przede wszystkim o to, aby się rozwijać, przesuwać granice, zmieniać się, pozostawać w formie. Zależy nam na tym, aby w pełni czuć, że to my trzymamy stery, tak by za każdym razem nagrywając nową płytę wiedzieć, że będzie ona tą najlepszą. Sądzę, że teraz tak właśnie zrobiliśmy.”

Styl Neurosis jest uformowany i natychmiast rozpoznawalny, ale też na tyle elastyczny, by zmieścić nowe barwy i emocje. Honor Found in Decay początkowo wydaje się albumem nie tak klarownie ustrukturyzowanym i przystępnym jak poprzednie dwie płyty zespołu, z najłagodniejszą The Eye of Every Storm na czele. Po bliższym poznaniu albumu widać, że pierwsze wrażenie pewnej chaotyczności i trudności w odbiorze wiąże się z szorstkim brzmieniem i wielowymiarową strukturą płyty. Neurosis nie muszą już się przejmować tym, jak często wydają płyty i czy one się w ogóle sprzedają, więc niczego nie przyspieszali i nagrali album w momencie, gdy jego koncepcja i układ były faktycznie dopracowane. „Zalążki niektórych utworów powstały już gdy kończyliśmy Given to the Rising, nie były jednak gotowe, musiały nabrać kształtu. W pewnym sensie rozłożyliśmy je elementy i pozwoliliśmy im powrócić w nowy i interesujący sposób. Inne pomysły rozwijały się w ciągu tych pięciu lat. Nie ma jednego, ustalonego sposobu działania, pod pewnymi względami przypomina on chaos. Nigdy nie przebiega w ten sam sposób, nie mamy ustalonego planu, ani metod pracy. Często jest tak, że proces tworzenia zaczyna przypominać efekt śnieżnej kuli i w pewnym momencie osiąga masę krytyczną – wtedy pozostaje już tylko granie.”

Warto pamiętać, wręcz mogłoby to być wymownym przykładem dla muzyków oczekujących, że po wydaniu jednej płyty będą żyć z muzyki, że Neurosis nie jest źródłem utrzymania członków zespołu. Podkreślał to Scott Kelly w wywiadzie, którego udzielił nam w ubiegłym roku przed solowymi koncertami w Polsce. Tworzenie muzyki staje się w takiej sytuacji wyrazem potrzeby i przywilejem, który trzeba pogodzić z innymi rzeczami w życiu, zwłaszcza, że muzycy są teraz rozproszeni po całych Stanach: „Mieszkamy daleko od siebie, więc największym wyzwaniem jest znalezienie dogodnego czasu dla wszystkich, tak, aby nasze pomysły nabrały realnych kształtów. Odwiedzamy siebie nawzajem, próbujemy pracować nad materiałem. Wszyscy spotykamy się w Kalifornii, tam odbywają się nasze próby, czasem w małych grupach, składających się z trzech czy czterech osób, które próbowały coś stworzyć. Jest wiele sposobów – staramy się nagrywać pomysły, rozsyłamy sobie stworzone utwory, rozmawiamy o tym przez telefon. Ostatecznie jednak chodzi o to, żebyśmy mogli spotkać się razem w jednym miejscu i urzeczywistnić to, nad czym pracowaliśmy – bez tego nie pojawia się naturalny flow.”

Cechą muzyki Neurosis, nawet w najbardziej agresywnych momentach, jest cierpliwość, którą można też nazwać poczuciem własnego rytmu i postrzeganiem upływu czasu w indywidualny sposób. Wyraża się to zarówno w monumentalnych, długich kompozycjach, jak i sposobie pracy zespołu: „Nie wyznaczamy sobie żadnych terminów dopóki nie jest to potrzebne. Nagrywając tę płytę nie rezerwowaliśmy studia aż do momentu, w którym muzyka była taką, jaką chcieliśmy by była, do czasu, kiedy byliśmy gotowi. Doszliśmy do wniosku, że znalezienie się w stanie umysłu, w którym czujesz się zmuszony do kreatywności i tworzenia, jest jak walenie głową w mur. Chcemy pozostać czyści, nie możemy dopuścić do tego, żeby jakiekolwiek zewnętrzne bodźce miały wpływ na Neurosis, jest to dla nas zbyt ważne. Inspiracja i potrzeba tworzenia nas nie opuszczają, nie mamy natomiast zbyt wielu okazji do znalezienia się w tym samym miejscu i czasie. Teraz, zwłaszcza w przeciągu ostatnich pięciu lat, o wiele więcej czasu spędziliśmy w trasach niż wcześniej, wyzwaniem było więc spotkanie się wszystkich w celu pracy nad płytą.”

Na Honor Found in Decay Neurosis jest nadal przede wszystkim żywym organizmem, może nawet bardziej niż w przeszłości. Album został nagrany na setkę (zresztą nie pierwszy raz) w studio Electrical Audio Steve’a Albiniego, w dodatkowych sesjach dograne zostały tylko wokale. Jednym z wyróżników nowej płyty jest duża rola instrumentów klawiszowych, które co prawda nie są bardziej uwypuklone w miksie niż w przeszłości, ale niezwykle sugestywnie kontrapunktują gitarową nawałnicę. Pojawiają się też nastrojowe monodeklamacje, zarówno muzyków grupy, jak i gości – Anny Brown i Grega Dale’a. Czy wspomniane przez von Tilla poszukiwanie esencji Neurosis polega więc na pozostawianiu tylko rdzenia brzmienia i formy, czy może pociąga za sobą poszukiwanie i wprowadzenie nowych elementów? „Nie myślę o tym zbyt wiele – mówi von Till – wydaje mi się, że właśnie na tym polega osiąganie tej czystości, o której mówiłem. Nigdy nie rozmawiamy o tym, czy czegoś brakuje w muzyce, czy musimy coś dodać, czy też spróbować czegoś nowego. Nasze pomysły rozwijają się i wciąż się zmieniają, sposób, w jaki podchodzimy do rzeczy pod względem dźwiękowym również ulega zmianie. Znajdujemy nowe sposoby na bycie ciężkim, nowe metody na połączenie harmonii i dysonansu, melodii i hałasu, agresji i spokoju. Myślę, że polega to na odnajdywaniu nowego, czystszego miejsca. Dodawanie nowych elementów nie ma dla mnie większego sensu, bo oznacza to ciągłe nawarstwianie kolejnych rzeczy i pomysłów, wyczerpywanie przestrzeni. Chodzi raczej o odnajdywanie nowego i unikatowego podejścia, a nie o dodawanie co rusz to nowych elementów.”

Neurosis mają niezwkłą umiejętność budowania wielowątkowych kompozycji, w których różne wątki płynnie przechodzą jedne w drugie. To synteza ambientowych pejzaży, posępnych gitarowych form, metalowego żaru i echa hardcore'owych korzeni, aranżacyjnie spiętych w mistrzowski sposób. Weźmy choćby dziesięciominutowe kolosy na Honor Found in Decay („At The Well”, „Casting Of The Ages”), gdzie pojawiają się wszystkie wyżej wymienione elementy, a mimo to spójność przekazu nic na tym nie traci. Album rozwija się po swoistym odwróconym łuku, rozpoczyna się i kończy bardzo mocno, w środku pojawia się więcej momentów delikatnych, ale pojawiają się one w różnym natężeniu w różnych utworach i mają zróżnicowaną kolorystykę, a najbardziej może delikatny moment całej płyty w środkowym na niej Bleeding the Pigs przerwany jest jedną z największych gitarowych eksplozji całego albumu. Wspomniany łuk pełen jest meandrów i przypisów.

Równocześnie, przemyślany układ płyty nie określa jednoznacznie roli poszczególnych utworów – poszczególne bloki dźwięku mogą pełnić różne funkcje, w zależności od nastroju i kontekstu, tym bardziej na koncertach. Doskonale było to widać dwa lata temu na ATP pod kuratelą Godspeed You! Black Emperor, kiedy Neurosis zagrali dwa koncerty dzień po dniu. Oba miały wyraźnie inną atmosferę, a konkretne piosenki oddziaływały inaczej właśnie dlatego, że były ulokowane w innym kontekście wynikającym z ułożenia setlisty i przepływu muzyki. Do jakiego stopnia twórczość Neurosis polega więc na kreowaniu i prowadzeniu strumienia pomysłów, emocji i dźwięków? „Zarówno na płytach, jak i w występach na żywo, najważniejszą rzeczą jest flow. Album i koncert musi działać od początku do końca, musi być ciągiem wydarzeń emocjonalnych. Myślę, że w dużej mierze jest to pochodną tego, jak tworzymy utwory, gdyż my praktycznie nie piszemy piosenek. Nigdy nie napisaliśmy piosenki w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, składającej się ze zwrotki/refrenu/zwrotki. Jakakolwiek taka próba nie miałaby racji bytu, gdyż ta muzyka wymaga zupełnie innego nastawienia, gdzie nie chodzi przecież o hooki, chwytliwe melodie, dowcipne słowa czy refreny, od których poczujesz się lepiej, tylko o emocjonalnie naładowany przepływ dźwięków. Niektórzy uważają, że jest to bardziej artystyczna forma kompozycji, ale wątpię, czy można tak mówić o nas, ponieważ żaden z nas nie ma wykształcenia muzycznego, ani niczego w tym stylu. Z tego punktu widzenia, sami nie mamy pojęcia co robimy, z dokładnością do tego, że moim zdaniem mamy talent do uchwycenia muzyki, która już istnieje w atmosferze i sprowadzenia jej na Ziemię. Naturalnie wyczuwamy, jak muzyka powinna płynąć i czego wymaga dany utwór. Niekonieczne jest to dar tworzenia, co raczej gotowość podporządkowania się muzyce i, jak już wspomniałem, przełożenia tego co w głowie, na to, co spodoba się sercu. Czasami muzyka wymaga powtórzeń, a czasami przechodzenia z jednego miejsca w drugie. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Utwór, później album, a na końcu koncerty – wszystko musi naturalnie płynąć, musi to być organiczna progresja, przypływ i odpływ emocji i intensywności.”

Na Honor Found in Decay tempo poszczególnych kompozycji oscyluje wokół dostojnego i wolnego, z pełnym wachlarzem majestatycznych ścian gitar. Nad całym albumem unosi się swoisty rytualny charakter. Może trudno definiowalny, choć obecny w sposobie dozowania spokojnych fragmentów, jak i wokalnej ekspresji Scotta Kelly'ego oraz Steve'a Von Tilla. Album cechuje też potężna dynamika, zarówno wewnątrz utworów, jak i między nimi. W części cichych, choć zazwyczaj posępnych, momentów, wyczuwalna jest atmosfera ascetycznego, surowego folku. W ciągu ostatnich paru lat, zarówno Scott Kelly, jak i Steve von Till poświęcili sporo czasu solowym, akustycznym projektom, razem z Wino wydali nawet latem tego roku płytę z piosenkami autorstwa Townesa Van Zandt. Towarzyszyła jej wspólna trasa tych trzech akustycznych jeźdźców apokalipsy, ukazujących utwory legendy country z monochromatycznej, neurotycznej perspektywy. Kelly w sierpniu wydał też swój kolejny quasi-akustyczny album pt. The Forgiven Ghost In Me, tym razem podpisany Scott Kelly and The Road Home. Wśród muzyków uczestniczących w nagraniu znaleźli się m.in. jego koledzy z Neurosis Noah Landis (instrumenty klawiszowe) i Jason Roeder (perkusja) oraz wspomniany Greg Dale na drugiej gitarze i wokalu. Zwłaszcza zawieszane w powietrzu maźnięcia elektrycznych klawiszy Landisa świetnie uzupełniają na tej płycie szorstki głos i gitarę Kelly’ego,. W paru utworach zbliża się on bardziej niż w przeszłości do tradycyjnej formy amerykańskiej ludowej piosenki, w paru przywodzi na myśl Marka Lanegana w najbardziej wyrazistym, surowym wydaniu, w paru zaś operuje podobną jak Neurosis walką mroku i światła (intro do „Casting of the Ages”, na gitarę, wokal i imitujące akordeon klawisze, mogłoby przejść z Honor Found in Decay na płytę Scotta). The Forgiven Ghost In Me to chyba jego najlepsza dotychczas solowa płyta.

Co zatem fascynuje frontmanów Neurosis w songwriterach takich jak Van Zandt, Hank Williams, czy Robert Johnson? Zapytaliśmy von Tilla, czy jego zdaniem Neurosis sięga do podobnych wartości, jak te reprezentowane przez tradycyjnych muzyków sprzed lat? „Neurosis jest wyjątkowym stworzeniem, bo nasze największe inspiracje, niezależnie czy chodzi o songwriterów czy zespoły, wynikają z chęci odkrywania. Nasze doświadczenia jako słuchaczy i fanów muzyki są od zawsze determinowane przez unikatowe wypowiedzi, niepowtarzalne dźwięki, które pojawiają się tak jakby zupełnie niespodziewanie, pochodzą z pragnienia tworzenia muzyki. I mają swój własny rytm. Nieważne czy jest to Hank Williams, Townes Van Zandt, Rocky Erickson, czy też Pink Floyd albo Motörhead, chodzi o wyjątkowe dźwięki, które powstają w pewnym miejscu i czasie, o szczególne pragnienie, dzięki któremu wszystko w ich muzyce jest na swoim miejscu. Ta muzyka płynie i staje się siłą sama przez siebie, jest mocą, która przyszła znikąd. To samo można powiedzieć o Black Flag – ich muzyka mogła powstać tylko w konkretnym miejscu i czasie, dlatego jest wyjątkowa, inna od wszystkiego. Podejście Neurosis nie może być takie samo, jak podejście Townesa Van Zandt, ponieważ on tak naprawdę był „rzemieślnikiem piosenki”, wiedział jak usiąść i napisać piosenkę. Stworzenie piosenki folkowej polega na czymś zupełnie innym niż stworzenie epickiej sonicznej formy. Uważam, że w naszym przypadku jedno z drugim łączy emocjonalna zawartość. Nie interesuje mnie folkowy songwriter, który ma mnóstwo dobrze napisanych piosenek, dla mnie liczy się, czy utwór mnie porusza, czy słowa i muzyka idą w parze, wywołując głęboką, uczuciową reakcję, która do mnie przemówi. Im bardziej forma folkowa jest zredukowana do podstawowych pojęć, tym z reguły bardziej mnie interesuje. Jestem kolekcjonerem muzyki, duża część mojej kolekcji to country i Americana, ale lubię też stare angielskie i szkockie folkowe ballady. Wokół jest dużo prawie wymarłych dźwięków, warto je poszukiwać.”

Oprócz płyty z utworami Van Zandta, von Till jako Harvestman nagrał dwa lata temu razem z U.S. Christmas i Minsk płytę The Hawkwind Triad, na której znalazły się kowery Hawkwind. Czy kolejnych podobnych projektów możemy się spodziewać w przyszłości? „Nie planuję niczego w tym stylu, ale z drugiej strony, zazwyczaj niczego nie planuję, rzeczy po prostu się dzieją. Pracuję nad kolejnym solowym materiałem, zobaczymy jakich kształtów nabierze, kiedy przyjdzie odpowiedni czas i natchnienie. Od czasu ukończenia płyty Neurosis skupiłem się głównie na niej i na wytwórni, na doprowadzeniu wszystkiego do końca.”

Kwestię reinterpretacji postanowiliśmy także odwrócić, pytając von Tilla, czy przychodzi mu do głowy ktoś, kogo wersję jakiegoś utworu Neurosis chciałby usłyszeć? „Nie wiem czy chciałbym, żeby ktokolwiek kowerował Neurosis. Ciężko powiedzieć, z łatwością mógłbym wybrać paru moich muzycznych bohaterów i powiedzieć, że to byłoby fajne, ale nie do końca jestem przekonany, czy faktycznie byłoby to fajne, to zbyt osobisty i zbyt ważny dla mnie zespół. Przypuszczam, że gdyby jakiś wyjątkowy artysta naprawdę poczuł tę muzykę, poczuł wyjątkowe z nią połączenie i znalazł swój unikatowy sposób podejścia do tematu, wówczas być może byłoby to interesujące. Ale kiedy ktoś pyta, czy byłby to dobry pomysł, to naprawdę nie mam pojęcia.”

I trudno się nie zgodzić, bo mimo pojawienia się całej armii zespołów operujących podobną stylistyką, Neurosis pozostają wyjątkowi, wyznaczają kierunki i pokazują możliwości.Czy Honor Found In Decay wejdzie do kanonu klasycznych płyt zespołu, wytworzy impuls na scenie, odciśnie piętno na tuzinie nowopowstałych grup, jak wcześniejsze dokonania grupy? O tym pewnie przekonamy się za kilkanaście miesięcy. Tymczasem warto posmakować siedmiu składających się na nią opowieści z mrocznych zakamarków ludzkiej świadomości. Towarzyszy im niezwykle udana oprawa graficzna i efektem jest jeden z najjaśniejszych punktów na mapie twórczej niezależności w bieżącym roku.

 


 

NEUROSIS - interview with Steve von Till

New Neurosis’ album is bit more rampant, more frenzy, less clearly structured than previous two. Their style have been evolving through years and seems now very flexible to accommodate new colors and emotions. Before the October release of Honor Found in Decay, we had a opportunity to talk to Steve von Till.

Congratulations for the new album, it’s great to hear Neurosis’ new work. Could you please tell us how being a band called Neurosis now, differs from what it was 10 or 20 years ago, and what actually drives you to create new music after all these years?

I believe the main difference between us now and 15-20 years ago is that we're older, wiser, better than we've ever been. Our evolution is like spiraling towards the center, and each time we get closer and closer to discovering more pure expression of what Neurosis is truly supposed to be. Each time we are finding a way that is closer to a heart and soul, a more organic and more natural one. Each time that becomes better and better, purer and purer. We'll probably never discover that central point, that's not really necessary, the point is to keep evolving, keep pushing the boundaries, keep changing, keep staying vital. For us it is really important to know that we fully set the gears into this band, and we're still making our best album each time. That's what we see ourselves doing right now.

It’s been five years since Given to the Rising but I guess you don't care much about how often you put out albums these days. How does your creative process works? Do you set yourself any deadlines for writing/recording of ideas for the new album, or do you keep it unspoken until you reach some critical mass of ideas when you have the right subjects and emotions to translate them into music or sonic setting that defines the next album?

There is no set way that it works, in some way it's complete chaos. It never happens the same way or the same moment, we don't have any sort of schedule or settled way of working. We live far apart so our biggest challenge is finding time to get together to make the ideas take their true shape. We don't set deadlines for ourselves until it's appropriate. For this record we didn't book a studio time until we knew we had the music at the point we wanted it, when we knew we would be ready. We find that if you put yourself in intellectual place where you feel forced to be creative or to work, it’s like beating your head against the wall. We want to stay pure, so we can't let other outside influences manipulate something like Neurosis, it's too important to us. So basically it comes as it comes. The inspiration and the drive to make it's always there, just the ability to get together often is not. Now, especially in the last five years, we've spent a lot more of our time together playing concerts than we had in the previous years, so it was definitely a challenge to get together to work on the album.

Some of the seeds of these songs go back to the time when we were finishing Given to the Rising, but they weren't ready, they had to take shape. So we kind of destroyed them and let them come back in new and interesting ways. Other ideas developed over the last few years, and as the process starts to go, it starts to naturally snowball itself and maybe like you said, reaches a critical mass, and then the final piece comes, which is to play. We travel to see each other, trying to work on it. We all met in California, where our rehearsals take place, sometimes in small groups, three or four us at a time to get together and work on stuff. There are so many different ways – we're trying to record some ideas and send back stuff, we also talk about it on the phone. But it really depends on us actually getting together in one place and making it real, otherwise it just doesn't flow.

Do you think that this search for the purer idea of what Neurosis is all about, entails introducing new elements or rather subtracting parts, leaving just the core?

I don’t think about it that much – that’s what I think it means to become purer and purer. We never have conversations about this music, if it’s missing something or do if we need to add something or try something new. Ideas have been developing, they keep changing, and the way we approach things sonically is constantly changing. We find new ways to be heavy, new ways to integrate harmony and dissonances, new ways to integrate melody and noise, aggression and serenity. I think it is just finding the more pure place new place. Adding elements doesn't really makes sense to me, because it means constantly stocking things on top of one and another, and running out of space. I think it's less about adding things, more about finding new and unique approaches.

I saw you playing two shows day after day at GY!BE ATP two years ago and I was really impressed by how particular songs turned out different, because they were located in the different context created by the other songs on the setlist and by the movement of the music. How much is Neurosis about flow of ideas, emotions and sound?

Both on the albums and in live sets, flow is the most important thing. It has to work from the beginning to the end, has to be one emotional series of events. I think that actually goes back to our songwriting, because we don’t really write songs. We’ve never written a song like traditional verse/chorus/verse format. I don’t even think we could try it, because this music demands different attitude, where it’s not about a hook, or catchy part or witty word or feel good chorus, it’s about emotional flow of sound. Some people refer to this as a more artistic form of composition, but I don’t know if you can say that either, because we’re not trained musicians or anything like that. We don’t know what we’re doing except for that I think we have a gift for translating this music which kind of already exists in the atmosphere, and bringing it down to Earth. We have a natural sense of flow and what the song demands. Not so much a gift of creation, but the willingness to surrender to the music and again get it out of the head and stick to the heart. Sometimes the music requires themes to repeat and sometimes the music just requires to go from one place to another. It really just depends on the piece. The song, then the album, and the live set as well has to be a flowing, natural, organic progression, ebb and flow of emotions and intensity.

In the few last years, you and Scott devoted more time to acoustic solo projects, you even made together with Wino an album of Townes Van Zandt songs. What is for you the appeal of songwriters like Van Zandt or Hank Williams or Robert Johnson? Do you think Neurosis reaches for similar values as exhibited by those old, traditional musicians?

Neurosis is an unique animal, because I think our deepest inspiration, whether it's songwriter or band or anything, comes from trying to discover. Our entire lives as music listeners and music fans, we have always been most excited and inspired by the really unique voices, the unique sounds that seem like they come out of nowhere, or they come from the desire to make music. And they seem to flow. Whether you're talking about Hank Williams, Townes Van Zandt, Rocky Erickson, or Pink Floyd or Motörhead, it's an unique sound that comes out of a particular place and time, a particular desire where everything is just right. This music flows and becomes the force through itself, the force that came from nowhere. It could be said about Black Flag too – It could only be created in certain space and time, and that's completely unique, not like everything else. Neurosis's approach can’t be like Townes Van Zandt’s, because he was actually a “songcrafter”, he knew how to sit down and write songs. Writing a folk song is a completely different animals than writing an epic sonic movement. But I think that the thing that ties it together for us is the emotional content. I'm really not interested in a folk songwriter who might write a lot of well written songs, I'm concerned about does it move me, do the words and the music come together to create an emotional response that's deep, that I resonate with. The more stripped down folk approach has always been a deep interest for me personally. I'm a huge music collector, large part my collection has to do with country and Americana, but I’m also interested in old English and Scottish folk ballads. There’s lot of nearly expired sounds out there, it's all about the hunt for them.

Besides the Van Zandt album, you also did The Hawkwind Triad album with U.S. Christmas with Minsk two years ago. Do you plan any other projects like these in the future?

I don't have any plans to do anything similar, but again, I don't really make a lot of plans, things just happen. I'm working on a next bunch of solo songs and see how they take shape, when time and inspiration comes. But since we've finished the Neurosis album, I've been super focused on it and on a record label, concentrating on getting everything in place for the record.

Having recorded your personal takes on Hawkwind and Towns Van Zandt music, would you choose anyone to approach Neurosis song on their own terms?

I don't know if I would want anyone to cover Neurosis's music. It's hard to say, I mean I can easily just pick up bunch of musical heroes and say that would be cool, but I don't know if that really would be cool, because it's too personal and too important. It's hard to say. I suppose if some unique artists really felt it, really felt the unique connection and unique way to approach it, such a thing maybe would be interesting. But as far as somebody asks me if I think it's a good idea, I have no idea really.

[Piotr Lewandowski, Marc!n Ratyński]