polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mi Ami Dolphins

Mi Ami
Dolphins

W notce Thrill Jockey zapowiadającej „Dolphins” napisano, że słuchającej nowej epki Mi Ami trudno uwierzyć, że kiedyś był to zespół rockowy. Każdy, kto zetknął się z wściekłą, hipnotyczną muzyką Mi Ami raczej nie może uwierzyć w to, co słyszy tutaj. Zredukowany do duetu Damon Palermo / Daniel Martin-McCormick zespół w czterech długich kawałkach gra nieznośnie przeźroczystą, elektroniczną muzykę, tonącą w gładkich syntetycznych motywach i plumkającą denerwującym, parzystym rytmem. Pal sześć zmianę brzmienia i estetyki – Mi Ami od początku było zespołem ignorującym gatunkowe reguły, a jego słuchacze zdecydowanie nie byli ograniczonymi fanami punk-rocka. Chodzi raczej o to, czy zmiana dla samej zmiany ma sens. Dokonując wolty Mi Ami zachowali co prawda podstawowe składowe ich kompozycji – transowy rytm przeszywany falami instrumentów harmonicznych i skrzekliwy głos McCormicka. Tyle, że wcześniej były one punktem wyjścia dla frapującej improwizacji i struktury dźwięku, a tutaj sprowadzają się do nudnej repetycji zawieszonej brzmieniowo gdzieś pomiędzy "20 Jazz Funk Greats" Throbbing Gristle a Pet Shop Boys. McCormick od dawna robi naprawdę niezłą elektronikę jako Sex Worker, więc „Dolphins” początkowo wydawało mi się trochę smutnym zawężeniem jego zainteresowań. Okazuje się jednak strzałem w stopę. Jedyny pozytywny wniosek z istnienia tej płyty jest taki, że Thrill Jockey naprawdę musi dawać artystom kompletną wolność artystyczną, skoro ta epka ukazała się nawet na winylu.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Black Eyes w popupmusic