polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Four Tet Beautiful Rewind

Four Tet
Beautiful Rewind

Przy pierwszym kontakcie z singlami „Parallel Jalebi” i „Kool FM” wiele brwi poszło w górę a pierwsze komentarze krążyły wokół pytania „WTF?”. Pierwszy brzmi, jak gdyby Kieran chciał zabawić się w Timbalanda i próbował skomponować beat z pięciu sampli, a potem porzucił pomysł na etapie demo. Drugi, ze wstępem już bardziej podobnym do tego, co słyszeliśmy w ostatnich remiksach Hebdena, urywa się nagle po 2 minutach, by powrócić z pociętym zaczepnym grime’owym samplem wokalowym na amen breaku. Czy to żart? Przecież to Four Tet, ten gość nie robi nic od czapy, a Beautiful Rewind nazywa pełnoprawnym albumem. I choć całość wydana bez żadnych fanfar, na pierwszy rzut ucha brzmi rzeczywiście jak sklecony naprędce beat-tape, to przy wielokrotnym przesłuchaniu ta hipnotycznie surowa płyta zyskuje.

Brzmienie Beautiful Rewind wyznacza kilka tropów. Pierwszy to podnoszony, przede wszystkim w mediach brytyjskich wątek zjawiska pirackiego radia, którego sam Four Tet nie ukrywa (choćby tytuł „Kool FM”) i początków Hebdena czerpiących pełnymi garściami z UK garage. Czyli hołd uznanego producenta zjawiskom go formującym i ukazanie światu swoich korzeni. OK, ale co dalej?

W końcu Pink, ostatnie dzieło Hebdena, będące głownie zbiorem wydanych wcześniej singli, choć przeznaczone na parkiet, pełne ornamentów, o wycyzelowanym brzmieniu, sprawdziłyby się nawet na jachtowym cocktail party. Na nowej płycie o zwiewności i kunszcie producenckim Kierana przypominają nieliczne fragmenty jak „Ba Teaches Yoga” czy „Unicorn”. Czy może Hebden, grając we własnej lidze, po prostu znalazł czas na eksperymenty?

Drugi trop to współpraca z Omarem Souleymanem w roli producenta jego pełnoprawnego „debiutu”. Jak słychać, na Wenu Wenu Hebden dodał od siebie niewiele, odnosząc się z szacunkiem do instytucji i żywej legendy dabke, zachowując surowość muzyki obecnej na setkach kaset od Syrii po Nowy York. Zdaje się że zderzenie z tym stylistycznym monolitem wywarło na Hebdenie niezatarte wrażenie. Dowodem na słuszność tej tezy mogą być orientalne smaczki, które znaleźć można choćby w otwierającym płytę „Gongu”.

Tu pojawia się trzeci trop czyli wspomniana wyżej postać Hebdena-producenta, który nie musi się przecież z nikim ściągać, ale daleki jest od zamykania się w wieży z kości słoniowej. Four Tet trzyma rękę na pulsie i nie mógł nie dostrzec rozwoju tape techno czy jak kto woli outsider house’u i rosnącego kultu wokół takich graczy jak Hieroglyphic Being, Huerco S. czy The Cyclist. Nieprzypadkowo „Kool FM” zostawił do zremiksowania techno-brutaliście Containerowi i Championowi - undergroundowej wyroczni grime’u. Lo-fi w końcu zostało z powodzeniem zaadaptowane w tym roku przez Mount Kimbie na Cold Spring Fall Less Youth. Tak jak kiedyś wskoczył na hip-hop, a potem na house, obecnie mierzy się z trendami wyznaczanymi obecnie przez wytwórnie takie jak Software.

I tu ujawnia się największa wada Beautiful Rewind. W tych brudnych, często prostych kawałkach za mało jest samego Four Teta. Hebden w przeszłości wykonywał wiele wist stylistycznych, ale nawet czerpiąc z post-punka, hip-hopu czy house’u, zawsze robił to w niepowtarzalnie s w ó j sposób. Na Beautiful Rewind porusza się jednak po terytorium lo-fi i prostoty, które nie wyzwala, a ogranicza. Dowodem sensowności tych poszukiwań jest wielowarstwowy i wielowątkowy, a przy tym surowy „Aerial”, w pełni ukazujący talent nowego-starego Hebdena. Jeśli ten kawałek wyznaczy dalszą drogę Four Teta fani mogą spać spokojnie. Najlepiej usypiając przy kojących partiach saksofonu z końcowego „Your Body Feels”.

[Paweł Trzciński]