polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
VIJAY IYER TRIO Accelerando

VIJAY IYER TRIO
Accelerando

„Accelerando” oparte jest na podobnym modelu jak „Historicity” oraz „Solo” – kompozycje Iyera przeplatają się z adaptacjami utworów innych artystów, od Duke’a Ellingtona i Henry’ego Threadgill przez Heatwave po Flying Lotus. Human Nature z repertuaru Micheala Jacksona Iyer wręcz nagrywa po raz drugi, po wcześniejszej solowej wersji prezentując zespołową. Na pierwszy rzut oka to zachowawcza strategia, jednak po bliższym przyjrzeniu okazuje się tryumfalną. Intelektualna muzyka Iyera oparta jest na dialogu, z pierwotnym kontekstem i wykonaniem oraz pomiędzy muzykami, o wyjątkowo rozwiniętym alfabecie i składni. Iyer nie gra kowerów, utwory zapożyczone stają się w rękach jego trio radykalnie nowymi bytami, które zachowując muzyczne mianowniki oryginałów, ich tonację czy tempo, nabierają kompletnie nowego oblicza. Najlepszym tego przykładem jest genialne The Star a the Story, disko-funkowa pościelówa przetransponowana w kompozycję o wielopiętrowej architekturze, fascynującej wywróceniem do góry nogami funkcji spełnianych standardowo przez poszczególne instrumenty czy nawet ich fragmenty – selektywna feeria talerzy w refrenie to jeden z najwspanialszych momentów muzycznych, jakie słyszałem w tym roku. Human Nature w wersji trio sięga tu dziesięciu minut, w trakcie których następuje radykalna redukcja rytmu i melodii i powrót do lirycznego punktu wyjścia. W Little Sized Pocket Demons Threadgilla panowie dokonują niemal niemożliwego, zastępując potężny elektryczny skład bazowym akustycznym formatem, a w mmmhmm Flying Lotusa ze zdumiewającą lekkością oddają gęstwinę laptopowych śladów oryginału – ale skoro Conlona Nancarrowa już się nauczono grać na fortepianie, to czemu nie. Na tle tych adaptacji kompozycje Iyera aż tak nie szokują, ale niczym nie odstają – np. otwierające album Bode / Optimism to imponująca para, a tytułowy utwór faktycznie okazuje się niezwykłym, ciągłym podkręcaniem tempa.

Marcus Gilmore i Stephan Crump to idealni partnerzy dla, od zawsze bardzo rytmicznie wrażliwego, Iyera, ale jeszcze nigdy to trio nie brzmiało tak demokratycznie, niemalże niczym Shellac – wszystkie instrumenty są równoprawne w miksie, co ma kapitalne znaczenie dla wyrazistego, dynamicznego oblicza zespołu. Iyer nie stara się, nigdy zresztą go to nie pociągało, eksperymentować z brzmieniem poszczególnych instrumentów, akceptuje jazzowy sound, ale forma muzyki i gra instrumentalistów wchłania ogrom pozajazzowych odniesień. Być może to właściwy jazz epoki post- i wszechobecnego remiksu, być może po prostu fantastycznie zgrane trio, które weszło w głąb pomysłów nietuzinkowego lidera, w których nie ma przypadku, ale jest przestrzeń dla niedopowiedzeń. Jakby nie było, rezultaty są fantastyczne.

[Piotr Lewandowski]