polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Paula i Karol wywiad

Paula i Karol
wywiad

Na przestrzeni ostatniego roku Paula i Karol grali swe urzekające, proste piosenki w miejscach przeróżnych – od spontanicznych, plenerowych występów, po największe letnie festiwale i co więcej, wszędzie ze zdumiewającym, zaraźliwym entuzjazmem. Potem przyszedł czas na płytę, która nagrana z małą pomocą niemałej grupy warszawskich muzyków pokazała warszawski duet od bardziej refleksyjnej strony. Przed Wami Paula i… Karol.

Muzyka, która jest efektem pracy przy okazji nagrywania płyty, jest zupełnie inna od tej, którą serwujecie na koncertach. Czy przed wejściem do studia sporządziliście listę tego, co chcecie osiągnąć, a czego uniknąć? Mieliście jakiś plan?

[Karol] Nie. Pomysły, które mieliśmy w początkowej fazie, później uległy całkowitej zmianie. Nagle okazało się, że zaczynają nam pasować zupełnie inne aranże. Oczywiście, zakładaliśmy, że chcielibyśmy usłyszeć dany utwór w konkretnym brzmieniu, ale na pewno nie przygotowywaliśmy się pod względem tego, czego mamy unikać. Pewne decyzje podjęliśmy wcześniej, na przykład to, że nie będziemy nagrywać płyty popowej, ani „wypasionej”. Za to chcieliśmy nagrać płytę instrumentalnie bogatą.

[Paula] Oczywiście, chcieliśmy wyjść poza znane nam instrumentarium i dać od siebie coś ciekawego. Zastanawialiśmy się, co może wydać się interesujące, co dodać, aby nie przesadzić.

[Karol] Tak, to było główne założenie. Miało być brzmieniowo bogato, ale bez wywoływania wrażenia przesady. Dlatego przeróżne instrumenty pojawiają się tylko na chwilę, aby uzupełnić brzmienie. Chcieliśmy skorzystać z pomocy Piotra Zabrockiego, który jest genialnym multiinstrumentalistą, oraz z wszystkich ludzi, którzy zgodzili się z nami pracować. Mieliśmy jednak świadomość, że zrobimy to tylko w konkretnym zakresie. Po trochu z każdego, żeby nie przekombinować. Poza tym postanowiliśmy, że nie będziemy nagrywać zbyt wielu podejść do poszczególnych utworów, aby charakter płyty nie był zbyt poukładany. Nie chcieliśmy zbytnio oszukiwać, lepiej by płyta była luźna, trochę nierówna i niedokładna.

Mnie najbardziej uderzyło to, że na koncertach gracie utwory, które mają wielce euforyczny odbiór, zaś na albumie zostały one stonowane, jakby przedostało się do nich trochę spleenu. W pierwszym momencie zdziwiło mnie to, ale później doszedłem do wniosku, że rzeczywiście, taka infantylna radość, która jest dobra w bezpośrednim odbiorze, słuchana z nośnika, wydaje się pusta.

[Karol] Ta radość opiera się na kontakcie, który jest w danej chwili z widzem. Cieszymy się z sytuacji, kiedy wychodzimy we dwójkę z gitarą i skrzypcami na wielką scenę w Bydgoszczy podczas Smooth Festival i możemy odśpiewać Goodnight Warsaw bez przerażenia…

[Paula] … albo kiedy w Gorzowie wszyscy zaczynają nagle pogować. Nie jestem w stanie śpiewać bez uśmiechu, bo naprawdę sama cieszę się tym konkretnym momentem.
[Karol] To są reakcje na dane sytuacje, w których się znajdujemy w konkretnym momencie jako muzycy, którzy gdzieś występują. Nie było założenia, że na płycie ma być tak, a nie inaczej. Graliśmy tak, jak czuliśmy się w studiu.

[Paula] Poza tym, w studiu jest tak, że zaczynasz wgłębiać się w konkretną piosenkę. Czasem siedzieliśmy w danym utworze nieporównywalnie mocniej niż podczas prób. Ta płyta wyszła tak, jak miała wyjść. Zwłaszcza Raphael Rogiński jest geniuszem wczuwania się w klimat. To jest niesamowite, kiedy czuje się, jak przez niego przepływa nasza energia muzyczna i jak on nadaje ją dźwiękom na gitarze.

Czy ciężko było namówić Raphaela, żeby nagrał z Wami najbardziej piosenkowe utwory w swoim dorobku? Choć on chyba ma taką ciągotę, żeby pograć piosenki …

[Paula] Tak, Raphael uwielbia przecież Crosby, Stills & Nash…

[Karol] … i Neila Younga.

[Paula] To z nim rozumieliśmy się najlepiej, ponieważ muzycznie lubimy takie same klimaty.

[Karol] I to on miał chyba najlepszy pomysł brzmieniowy na płytę. Wydaje mi się, że popchnął nas trochę w stronę tych pogłosów, które potem zrobiliśmy. Pokazał nam swoją gitarą, że przestrzeń zrobi dobrze tym kawałkom.

Wasza płyta jest chyba pierwszą porządnie zrobioną płytą w Polsce, z porządnymi piosenkami, które w jakiś sposób wpisują się w wielki powrót quasi-folkowego grania, które przetacza się od kilku lat przez świat, a u nas tego ciągle brakowało. Czy myślicie o swojej muzyce właśnie w takim kontekście – Iron & Wine, Sufjan Stevens czy Fleet Foxes?

[Paula] Wymieniłeś moje ulubione zespoły, do których dodałabym jeszcze Belle and Sebastian, może mniej folkowi, ale z fajną przytulną energią w kawałkach. Bardzo lubię takie grupy, które grają coś ważnego dla nich na swoich instrumentach, niekoniecznie bardzo dokładnie i nie ukrywam, że się nimi inspiruję.

[Karol] Też się bardzo cieszę, że historia muzyki rozrywkowej jest akurat w takim momencie, w którym mogę tak grać. Wcześniej robiłem rockowe rzeczy w Polsce, ponieważ wszyscy, którzy grali ze mną jakoś naturalnie w tę stronę podążali,. Jednocześnie, zawsze pisałem utwory w takiej prostej formie, trochę zahaczającej o stylistykę folkową. Płyta Boba Dylana „Desire”, z końca lat 70-tych, była dla mnie wyznacznikiem tego, jak chciałbym, aby brzmiała płyta. Cieszę się, że pierwszy raz w życiu mogłem spróbować się do tego jakoś zbliżyć. Wpisujemy się w tę falę, ale pracujemy również nad tym, aby mieć coś naprawdę swojego i jesteśmy na dobrej drodze. Chciałbym, aby było to coś niezależnego od koniunktur, od tego, co jest modne, a co nie, bo to się strasznie szybko w tym współczesnym świecie zmienia. Wierzę, że nasz dwugłos i sposób, w jaki wykonujemy piosenki, jest bardzo nasz.

Dobrą ilustracją tempa tych zmian są płyty, jakie ostatnio nagrali Sufjan Stevens albo Iron & Wine. Oni porzucili już tę konwencję. Poczuli, że to jest już ograne. Może Fleet Foxes również sięgną po syntezatory… A Wy?

[Paula] Szczerze powiedziawszy, nie jestem jeszcze gotowa, aby robić muzykę, która się na tym opiera…

[Karol] … aczkolwiek mamy też boczny projekt, w którym sięgamy po keyboardy. Mam nadzieję, że zawsze będziemy robić to, co lubimy najbardziej. Nie wiem czy to będzie wciąż folkowa stylistyka, czy może bardziej elektroniczna. Dobra piosenka jest zawsze dobrą piosenką. Nie ważne, czy zagrasz ją na Casio, na skrzypach czy jeszcze innym instrumencie.

Ostatnie kilka lat przyniosło odżycie Warszawy. Jeszcze parę lat Warszawa była smutnym, przygnębiającym miastem, a później nagle się coś pozmieniało. Ujawniły się pewne środowiska, ustanowiły więzi. Czy czujecie tę nową dumę z Warszawy?

[Karol] Zawsze byłem dumny z Warszawy. Poprzez miejsca i historię, zawsze czułem się warszawiakiem, ale rzeczywiście bywało ciężko. W ostatnim czasie pojawiła się nowa, fajna energia.

[Paula] Przyjechałam do Warszawy w 2004r., właśnie dlatego, że czułam te zaczątki energii. Zaczęły się otwierać fajne miejsca, takie jak Le Madame. Studiowałam tutaj, poznawałam masę ludzi, czułam jakąś magię. Kiedy ludzie w Kanadzie pytali mnie, dlaczego nie chcę tam wrócić, to od razu mówiłam, że właśnie dlatego, przez to, co się dzieje w Warszawie, która właśnie rozkwita.

[Karol] To, że w Warszawie pootwierało się wiele klubów jest efektem tego, że powstało wiele stowarzyszeń, czy fundacji zajmujących się kulturą. Pojawił się kapitał społeczny, który zaczął być wykorzystywany. Kluby są w pewnej mierze efektem poczucia większego bezpieczeństwa i zauważania się nawzajem przez warszawiaków. Ponadto, wbrew temu, co niektórzy uważają, moim zdaniem to jest dość otwarta formuła, nie są to zamknięte koła, niedopuszczające osób z zewnątrz. Jeśli się chce, to można w tym procesie uczestniczyć, choć oczywiście, na pewnych zasadach. Mnie się to podoba i cieszę się, że możemy być tego częścią – w sumie tworzymy jakąś kulturę miejską.

A nie boicie się tego, że na fali popularności Waszych dotychczasowych koncertów i płyty w 2011 roku posypią się tak liczne oferty, że Opener przy tym będzie tylko miniaturową imprezą i będzie Wam brakować koncertów przed Planem, na Placu Zabaw, na podwórkach itd.?

[Paula] To nie jest tak, że my się nagle znaleźliśmy w tym gronie Warszawy i zaczęliśmy grać na ulicach, aż wreszcie ktoś nas zauważył. Graliśmy przed naszymi przyjaciółmi, rodzinami, znajomymi. Paula i Karol wyrośli z tej sieci społecznej. Teraz rzeczywiście staliśmy się bardziej znani, piszą o nas gazety i wiele osób nas kojarzy jako znajomych, albo znajomych znajomych, o których teraz gazety piszą. Ale ważne jest to, że my możemy wrócić do tej ulicy, do tych znajomych. Bardzo chciałabym wrócić do OSiRu i tam zagrać raz na jakiś czas.

[Karol] Tak, ten powrót jest z jednej strony  bardzo prosty, bo przed tymi klubami wciąż są ci sami znajomi i zawsze możemy tam po prostu zagrać. Jednak teraz chyba trochę dostosowujemy się do sytuacji, która polega na tym, że są ludzie, którzy chcą nas słuchać i to nie są tylko nasi znajomi, nie jesteśmy już takim wyłącznie środowiskowym zespołem. Ostatnio byliśmy w Krakowie i na koncert przyszło 200 osób. To było wspaniałe uczucie. Reakcja tych ludzi sprawia, że chcemy dla nich grać i chcemy się dostosowywać do tej sytuacji.

Jak się popatrzy, w jaki sposób funkcjonuje teraz scena muzyczna w Stanach, to jest to trochę taki efekt bloga, internetowego hype’u. Pojawia się zespół, np. Vampire Weekend i zanim wyda płytę, to już tak naprawdę jest gwiazdą. Potem przychodzi sprawdzian. Są zespoły, które się jakoś utrzymają, ale są i takie, że jak przychodzi „sprawdzam”, to po pół roku nikt ich nie pamięta.

[Karol] Niestety w Polsce jest taka sytuacja, że rynek muzyczny nie jest tak przepełniony zespołami. A u nas było mało ludzi, którzy dobrze nagrywali muzykę, mało ludzi, którzy promowali muzykę niezależną. Strasznie zniszczyło to ludzi, którzy potrafili pisać piosenki i coś przeżywali, ale nie mogli się przebić. Oczywiście pojawiają się takie zespoły jak Kyst czy Indigo Tree, Adam Repucha, rzeczy, które nam się podobają, ale w porównaniu do liczby fajnych zespołów, które pojawiają się w Stanach czy Kanadzie, to jest wciąż bardzo mało.

[Paula] Nie wiem czy u nas jest już ten hype na blogach. Podcasty w Kanadzie albo w Anglii lansują poradniki, informujące, co zrobić, aby znaleźć się na blogach, na jakie blogi trafić, etc. Oni mają strategie, jak to robić. A tutaj nikt tego nie przechodzi…

[Karol] … my sami chyba nie mamy takiego hype’u internetowego. Ludzie chyba nas bardziej kojarzą przez to, że raz pojawiliśmy się w Trójce albo w „Co Jest Grane”. A jeszcze bardziej przez koncerty i festiwale – to nasz zespół ugruntowało w świadomości. Myślę, że jak na polskie blogi, my jesteśmy za mało offowi, żeby móc się nami bardzo jarać. To, że jesteśmy radośni i się cieszymy, to chyba nie jest najlepszy sposób na blogowy lans.

[Paula] Myślałam dzisiaj o tym naszym zjawisku na You Tubie. Mimo braku oficjalnych teledysków, mamy masę klipów z naszych koncertów. Najwidoczniej ludzie lubią te nasze występy na żywo, to jak śpiewamy w parkach, przed klubem itd. Chyba to You Tubowi możemy zawdzięczać taką famę.

Co dalej? Skoro w ubiegłym roku zagraliście już na wszystkich festiwalach w kraju?

[Karol] Zobaczymy, gdzie ludzie będą nas chcieli słuchać. Nie jesteśmy nastawieni negatywnie wobec wszelkich imprez, ale chcielibyśmy trochę więcej pograć za granicą. Popróbować się, poreprezentować Polskę. Gdy jedziemy do Niemiec, mówimy, że jesteśmy z Polski i ludzie nas uważnie słuchają, to jest fajne. W tym momencie bardziej się koncentrujemy na takich klubowych koncertach promujących płytę, które gramy teraz. Chciałbym kolejną trasę zagrać jesienią…

[Paula] … a mnie się marzy Kanada. Może tam coś popiszemy, ponagrywamy, zaczerpniemy nowe inspiracje, poznamy nowych ludzi, co będzie korespondować z naszymi wartościami estetycznymi.

[Karol] Pozwoliłoby nam to też sprawdzić się w warunkach, gdzie jest wiele zespołów grających podobną muzykę. Myślę, że taka konfrontacja by nam pomogła.

Więc tego Wam życzę. Dzięki za rozmowę.

[Piotr Lewandowski]