polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Ty wywiad

Ty
wywiad

Część z was może pamięta relację z marcowego koncertu angielskiego rapera Ty, która ukazała się w trzecim numerze Popupa. W lipcu miałem okazję ponownie zobaczyć jego występ, tym razem w belgijskim Dour - odsyłam do numeru piątego. W przeciągu kilku miesięcy Ty rozwinął swoją muzykę do jeszcze bardziej porywającej zaskakującej postaci, z koncertu na koncert lepiej rozumiejąc się z zespołem. W Dour muzycy dali z siebie wszystko i zapewnili publiczności godzinę wspaniałej zabawy. Nie zdziwiło mnie więc, że gdy spotkałem się z Ty po koncercie, ten ledwo stał na nogach. Niemniej jednak parę zdań udało nam się mimo późnej pory zamienić.

Dziś widziałem twój koncert po raz drugi w tym roku, wcześniej byłem na marcowym koncercie w Warszawie. Zagrane przez ciebie wtedy wersje utworów znanych mi z płyt różniły się od pierwowzorów, obecnie jednak można zauważyć dalszą ewolucję - w twojej muzyce jest coraz więcej śpiewu, fragmentów instrumentalnych, wpływów funku i afro-beatu. Co ty na to?

Kiedy stale jesteś na trasie, miesiąc za miesiącem, grana przez zespół muzyka zaczyna się rozwijać, zmieniać i oddalać od wyjściowej postaci. To naturalny proces i staje się on udziałem mnie oraz mojego zespołu. Koncerty ulegają więc przemianie, sądzę, że obecne ich oblicze nie jest jeszcze jej końcowym etapem. Nie potrafię obecnie określić, dokąd ta muzyka będzie zmierzała, ale wiem, że ewolucja będzie kontynuowana, jesteśmy jej bowiem świadomi, wspieramy ją. Ale jak już wspomniałem, jest to całkowicie naturalne i chyba nieuniknione.

Mam wrażenie, że coraz bardziej ciągnie cię w stronę śpiewu, że oddalasz się od czystego rapowania.

Mój styl rymowania zawsze był nieco melodyjny i chyba przez to rozpoznawalny. Koncerty są okazją do eksperymentowania i zmieniania stylu, ponieważ kiedy rapujesz głośno, aby być dobrze słyszalnym podczas koncertu, pewne rzeczy musisz zrobić inaczej niż zazwyczaj, inaczej niż w studio. Dziś właśnie pozwoliłem sobie na kilka takich zagrań, których normalnie raczej nie robię. Poza tym, wydaje mi się, że czuję się coraz pewniej w śpiewie, przełamuję się i staram się śpiewać. Wynika to z tego, że na trasie pracuję ze wspaniale śpiewającymi dziewczynami, to mi wiele ułatwia. To dzięki nim odkrywam swoje melodyczne możliwości, staram się zaprezentować coś więcej niż tylko rymowanie.

Jak powstaje twoja muzyka? Czy skomponowałeś już jakieś utwory z myślą o nowej płycie?

Na razie mam tylko pewne pomysły, nie istnieją one jeszcze w postaci ukończonych utworów. Podkłady przygotowuję samemu, jestem ich producentem. Nie gram na żadnym instrumencie, możemy przyjąć, że moim narzędziem pracy jest komputer. Tak powstaje warstwa rytmiczna, do tego dochodzą sample, których zawsze będę używać, obok żywych instrumentów. Co do nowej płyty, w tym momencie nie potrafię określić konkretnych terminów, kiedy zacznę ją nagrywać. Obecnie nad nią pracuję, ale jest to bardzo wstępny etap prac.

Czy występujesz na żywo zawsze w towarzystwie zespołu, czy grasz też z didżejem?

Koncertowałem z didżejem i będę to robił także w przyszłości. Obecnie promuję album "Upwards" grając z rozbudowanym zespołem, ale po zakończeniu tej trasy prawdopodobnie powrócę do występów z didżejem. Możesz więc w przyszłości oczekiwać takich koncertów, także na kontynencie.

W ciągu lata sporo grasz na festiwalach, a twój następny koncert odbędzie się na festiwalu w Maroku. Czy grałeś już kiedyś w Afryce?

Byłem już kiedyś razem z DJ Pogo właśnie w Maroku i Tanzanii, a w tym roku wystąpiliśmy w Republice Południowej Afryki wraz z zespołem, w ramach North Sea Jazz Festiwal. Wspominam te imprezy bardzo dobrze i nie mogę się już doczekać wyprawy do Maroka. Granie tam praktycznie nie różni się od tras po Europie, mimo, że moja muzyka nie jest w Afryce zbyt znana. Ale publiczność tak naprawdę nie musi wcale znać mojej muzyki, jeżeli trafia ona do nich, jeżeli łapią tę wibrację, zaczyna się szaleństwo. A jeśli nie potrafię ich zainteresować, to cóż, trudno - szaleństwa nie ma. W tej kwestii publiczność afrykańska nie różni się od europejskiej, ponieważ w każdym kraju poza Wielką Brytanią stoję w obliczu bariery językowej. Wtedy najważniejsze jest porwanie słuchaczy muzyką, nie ma więc różnicy, czy gram w Polsce, czy w Maroku.

Czy afrykańskie korzenie są dla ciebie źródłem inspiracji, czy odgrywają szczególną rolę? Czy będąc dzieckiem imigrantów i pochodząc z biednej murzyńskiej dzielnicy, chcesz wykorzystać swoją pozycję artysty do oddziaływania na ludzi, do propagowania treści o społecznym zabarwieniu?

Moja rodzina wywodzi się z Afryki, więc wpływy tej kultury są obecnie w całym moim życiu. Jednak inspiracja nią jest jedynie częścią większego źródła natchnienia, nie jest to nawet duża część. Afrykańskie korzenie są elementem mojej osobowości, więc znajdują wyraz w mojej muzyce. Jednak najważniejsze jest dla mnie pozostawanie sobą, staram się na tym skupić. Nie chcę być sztucznym i nienaturalnym, chcę pozostać pewnym swoich uczuć i myśli. Uważam, że muzyka powinna wypływać z tej szczerości wobec samego siebie. To podejście można rozszerzyć na drugą część twojego pytania. Grunt, to wierność samemu sobie. W przypadku niektórych artystów oznacza to zaangażowane teksty i społecznie odpowiedzialną postawę i jest to w porządku Inni nie czują takiej potrzeby i skupiają się na innych tematach, to też jest O.K., dopóki artysta pozostaje uczciwy względem siebie. Z jednej strony muzycy mogą wpływać na słuchaczy, ale z drugiej, to słuchacze mogą oddziaływać na artystów. Chyba każdy artysta ma możliwość inspirowania, zmieniania zachowań, poglądów ludzkich, ale indywidualną sprawą pozostaje, czy chce to robić. Ja sam nie czuję takiego powołania, nie jestem twórcą politycznym.

Skoro tak, to jakie są twoje główne inspiracje, muzyczne i poetyckie?

Jeżeli chodzi o teksty, to zaczynam pisać, gdy zostanę czymś poruszony, zainspirowany. Stan ten może wywołać wszystko dookoła mnie, nie wydaje mi się, żebym mógł wyróżnić poszczególne czynniki. Co do muzyki, do własnej twórczości inspirują mnie nagrania robiące na mnie olbrzymie wrażenie, o dobrym brzmieniu. Muzyka zawsze była ważną częścią mojego życia, więc każda rzecz, która robi na mnie wrażenie, która brzmi dobrze i do mnie przemawia, naprawdę może stać się dla mnie natchnieniem. Więc muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka, bez niepotrzebnych ograniczeń.

Od pewnego czasu promujesz album "Upwards", ale w międzyczasie zagrałeś trasę u boku Tony'ego Allen'a. Opowiedz coś o niej.

Tony Allen jest perkusistą, legendą afro-beatu, którego zawsze podziwiałem. Wystąpił on na mojej ostatniej płycie. Zagrałem z nim wspaniałą trasę, to było czyste szaleństwo. Wystąpiliśmy w składzie: Tony Allen na perkusji, współpracujący z nim basista, klawiszowiec i trębacze, no a ja pełniłem funkcję wokalisty. Właściwie przez cały koncert byłem na scenie, nie bawiliśmy się jednak w freestyle i improwizacje. Przygotowaliśmy kilka kawałków Tony'ego, kilka moich, w ten sposób powstał program całego koncertu. Wspominam tę trasę bardzo dobrze, była ona bardzo rozwijająca. Oczywiście zaszczytem było wystąpić w towarzystwie tych muzyków.

Dzięki bardzo. Miłych snów.

[Piotr Lewandowski]