polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Ty Segall Twins

Ty Segall
Twins

To był dobry rok dla Ty Segalla. Być może nawet przełomowy. Nie żeby do tej pory ten młody Kafironijczyk próżnował. Udzielając się w co najmniej kilkunastu składach, w których gra na gitarze, bębnach lub śpiewa. Jednak w samy 2012 premierę miały trzy płyty (nie licząc singli): nagrana z White Fence Hair, Slaugherhouse wydana pod szyldem Ty Segall Band i sygnowana własnym nazwiskiem, Twins. Choć udział innych muzyków ograniczył się do gościnnych występów, to Twins nie jest w żadnej mierze płytą akustyczną. Ty pozostaje wierny swoim garażowym początkom, a płyta nie zwalnia ani na chwilę.

O ile na rzucane w kontekście Segalla porównania do muzyki Beatles traktowałem dotąd z przymrużeniem oka, to od pierwszych sekund płyty skojarzenia nasuwają się same. Linie melodyczne większości kawałków wskazują na to, że utwory Czwórki z Liverpoolu to coś co płynie Ty’owi we krwi, a płyta brzmi, jak 12 wariacji na temat „Back to USSR”. Oczywiście to spore uproszczenie, nawet w kontekście garażowego rocka Segalla. Ty robi to co umie najlepiej, wciąż słychać, także w tekstach, że to muzyka słonecznej Kalifornii (płyta dedykowana jest rodzinnemu San Francisco) a beatlesowskie harmonie to miły dodatek do głównego planu w postaci ściany hałasu.

Ty  Segall to wulkan energii, a dzięki swojemu nieustającemu twórczemu adhd i życiu w drodze staje się w tej chwili instytucją amerykańskiego undergroundu. A po występie na tegorocznym OFF Festivalu, jednym z najbardziej szczerych i prawdziwych w całym zestawie, pozostaje życzyć Amerykanom więcej takich ambasadorów. 

[Paweł Trzciński]