polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Dead C The Twelfth Spectacle

The Dead C
The Twelfth Spectacle

Ostatnie dwie płyty The Dead C to długie, półimprowizowane formy o koncertowej proweniencji, zwłaszcza Armed Courage taką się zdaje. Oczywiście zespół nie zawsze nagrywał w ten sposób, ale w ostatnich kilku latach improwizowana metodologia chyba dominowała – na potwierdzenie tego przypuszczenia mam wspomnienie z ich koncertu na godspeedowym ATP w 2009 roku, kiedy byli krótko po premierze Patience, a z tej płyty nie pojawiło się literalnie nic. W tym kontekście czteropłytowy zestaw nagrań live z lat 2002-2013 jest niczym gigantyczny nowy album. Epopeje Swans to przy tym Behemocie bułka z masłem. Oczywiście The Twelfth Spectacle nie trzeba słuchać na raz, nie przypadkiem poszczególne płyty mają swoje podtytuły: Arena (nagrana w Paryżu i Brukseli w 2013), Permanent LSD (Londyn, 2006), This Century Sucks (Los Angeles, 2002), Year of the Rat (Nowy York, 2008).

Zestaw jest potwierdzeniem wyjątkowości grupy, w przypadku której (generalnie nadużywane) określenia „eksperymentalny” i „gitarowy noise” naprawdę nabierają sensu. To zgrzytliwe, czasem wpadające w repetycje, sporadycznie sięgające po riffy, przeobrażające się formy. Zagrane mocno free, Robbie Yeats funkcjonuje tu niemalże jak ascetyczny free-jazzowy perkusista, czasem trzymający puls pod gitarowym huraganem, czasem zmieniający jego kierunki. Przeważają formy instrumentalne, choć czasem na zdeformowanej powierzchni pojawia się głos Michaela Morleya. Bruce Russell powiedział gdzieś przy okazji wzmożonego medialnego zainteresowania nimi przy premierze Armed Courage, że jego instrumentem jest nie tyle gitara, co wzmacniacz. Na tych nagraniach słychać imponującą tego ilustrację – po niemal trzech dekadach wspólnego grania Russell i Morley stanowią duet niezwykły, dla każdego z nich punktem odniesienia może być już chyba tylko ten drugi. Ci panowie naprawdę grają rzeczy kosmiczne, jeśli chodzi o gitarowe hałasy, zgrzyty, faktury i różne dźwięki marginalne. Choć to atakująca słuchacza muzyka, to jednak jest w niej dużo więcej melancholii niż agresji i to czyni ją zupełnie wyjątkową – gdzieś w tych najdziwniejszych gitarowych dźwiękach czai się coś pięknego. Kapitalny zestaw koncertowych nagrań zespołu, który z racji swojej lokalizacji (choć może nie tylko) koncerty na północnej półkuli gra bardzo, bardzo rzadko.

[Piotr Lewandowski]