polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Godflesh A World Lit Only By Fire

Godflesh
A World Lit Only By Fire

Wybuch już nastąpił (tegoroczna EPka Decline & Fall), a fala uderzeniowa nadeszła wraz z A World Lit Only By Fire. Godflesh powrócił na scenę, z siódmym pełnometrażowym albumem, pełen twórczego polotu i niepohamowanej siły. Zwaliste, chrzęszczące dźwięki basu w połączeniu z bezdusznymi uderzeniami automatu perkusyjnego tworzą podwaliny pod nihilistyczną podróż. O braku ucieczki i odwrotu z industrialnej karawany, co i rusz przypominają wykrzykiwane hasłowo teksty. Czasem mam wrażenie, że dla duetu Broadrick-Green czas zatrzymał się dobre dwie dekady temu. I nie jest to bynajmniej zarzut, bo umiejętność budowania stylu w dość wąskich ramach jest przecież nie lada sztuką. Na A World Lit Only By Fire udało się to nad wyraz dobrze. Z tych 54 minut muzyki wciąż wieje permanentnym chłodem, a poziom mechaniczności już dawno przekroczył ogólnie dopuszczalne normy. Z „Carrion” wyziera prostota, do bólu nakręcana rzężączym, topornym bitem. Kończące płytę - „Towers Of Emptiness” oraz „Forgive Our Fathers”, to esencja stylu grupy, zdominowana przez miarowo kroczący bas, z wyciszeniami, z powtarzalnymi sekwencjami głosowymi, surowa i transowa, pełna gitarowych sprzężeń. Godflesh powrócił na tron po 13 latach!

[Marc!n Ratyński]