polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Xenony Xe

Xenony
Xe

Mam wrażenie, że przez kilka lat od zainicjowania projektu ostatecznie nazwanego Xenony, Piotr Bukowski zmagał się z kilkoma dylematami – (i) ile w jego muzyce ma być nostalgicznej gry chiptune’owymi wspomnieniami, (ii) ile puszczania oka i żartu, oraz (iii) czy projekt powinien być wyłącznie domowym, czy także koncertowym przedsięwzięciem. Kapitalnie zaprojektowana okładka albumu sugeruje dużą dozę nostalgii, podobnie jak fakt, że pierwsze dwa utwory to przeróbki amigowych (jak mniemam) klasyków, choć co prawda daleko idące i zapadające w pamięć. Na koncercie w 2011 roku widać było, że koncertowy potencjał jest, ale jeszcze niezrealizowany, z czego zespół zresztą zdawał sobie sprawę, odwracając uwagę widzów niepotrzebnymi ejtisowymi zgrywami. Dlatego podoba mi się, że płyta Xenonów nie epatuje ani żartem, ani nostalgią. Jest raczej hołdem dla charakterystycznego brzmienia, a zarazem ukłonem w stronę grupy, która w innych projektach Bukowskiego jest inspiracją drugoplanową, czyli Trans Am. Najbardziej wyraźne jest to w „Load Run”, pierwszym na płycie w pełni autorskim utworze Xenonów, czy jednak powiązanie post-rockowych struktur i melodii, kraftwerkowskiego zdehumanizowania i carpenterowskiej obrazowości to nie są właśnie wątki propagowane przez Trans Am od mniej więcej dekady? Bukowski nie jest bynajmniej epigonem. Sprawnie używa charakterystycznej amigowej palety do skonstruowania utworów, które kompozycyjnie daleko wykraczają poza ilustracje gier z epoki i właśnie w tym konstrukcyjnym dopracowaniu widzę kolejne nawiązanie do Trans Am. Sześć kompozycji w 36 minut to odpowiedni rozmiar dla albumu – na tyle krótki, by nie znużyć brzmieniem, na tyle długi by zbudować dramaturgię i pokazać różnorodność form. I kontynuując nawiązania do Trans Am, mam nawet pomysł, kto z koncertowego składu zespołu powinien postawić na tę stylizację.

[Piotr Lewandowski]

artykuły o Hokei w popupmusic