polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
A Perfect Circle Stone and Echo

A Perfect Circle
Stone and Echo

Z kilkutygodniowym opóźnieniem do sprzedaży trafiło kolejne „pożegnalne” wydawnictwo A Perfect Circle pt. Stone and Echo. Na pierwszy rzut oka box wygląda bardzo bogato. Zawiera wszystkie trzy albumy wykonane w całości na żywo, płyty audio, dvd z koncertu, który odbył się w Red Rocks Amphitheater w 2011 roku oraz dodatki w postaci bonusowych utworów i pamiątek. Niestety, zawartość jego najważniejszej części, a więc dvd mocno rozczarowuje, gdyż zamiast koncertu w oryginalnym składzie lub muzycznego dokumentu o zespole, którego w swoim czasie tworzyły tak barwne osobowości jak Jeordie White, Josh Freese, James Iha, Paz Lenchantin czy Troy Van Leeuwen, zaprezentowano bardzo napompowany występ, który momentami po prostu nudzi.

Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że z dwudziestu zgromadzonych kompozycji połowa pochodzi z płyty Emotive. Owe, poza „Passive” i „What's Going On” wypadają senniej niż w już i tak niezbyt przekonywujących wersjach studyjnych. Co gorsze, ich nadmiar spowodował, że w zestawie zabrakło najlepszych kawałków w wersji live, a więc „Judith” oraz „Pet”, w efekcie czego jedyną w swoim rodzaju energię wyczuwa się tylko przy o wiele cięższym na żywo „Rose”, jeszcze bardziej majestatycznym „The Noose” oraz w niesamowicie eksplodującym „The Outsider”. Inne koncertowe pewniaki czyli „The Hollow” i „The Package” wypadły co najwyżej solidnie, bo zanadto rockowo i hiciorsko, zaś alternatywne warianty „3 Libras” oraz „Blue” są przekombinowane i brzmią anemicznie.

Poza marnie dobraną setlistą i słabszym wykonaniem najciekawszych utworów przedstawiony tutaj materiał nie oddaje również klimatu, tej wyjątkowej atmosfery panującej w trakcie specyficznych koncertów grupy z okresu jej regularnej twórczości. W magicznych, pełnych skupienia, nasyconych indywidualizmem oraz bezwzględną koncentracją na muzyce występach, nie było miejsca na jakiekolwiek efekciarstwo (zataczający spacerowe kółka Billy Howerdel po prostu irytuje) czy najmniejszy choćby kontakt artystów z publicznością (gwiazdorskie monologi Keenana są nieco dziwne). Do tego dochodzi chaotyczna realizacja obrazu powodująca, że oglądając Stone and Echo można poczuć się jakby wspominano gigantów o pokroju popularności i rozmachu show Metalliki lub The Rolling Stones, a nie zespół, którego największą siłą były koncerty organizowane w małych klubach lub halach o maksymalnej pojemności 2-3 tys. osób.

A Perfect Circle anno domini 2011 zarejestrowane w mocno rezerwowym, trzecim składzie nie gwarantuje zbyt wielu doznań. Szkoda, że przy tego typu wydawnictwie pominięto początkowy okres działalności obejmujący promocję Mer De Noms, kiedy to średnia frekwencja na koncertach wynosiła 500-600 osób lub trasę po wydaniu Thirteenth Step, kiedy to grupa w zestawieniu Keenan, Howerdel, Iha, White, Freese wciąż pozostaje jedną z najlepszych ekip, jakie kiedykolwiek widziałem na żywo. Budowanie legendy w oparciu o najnowsze trendy obowiązujące w popkulturze niestety i w tym przypadku wzięło górę.

[Dariusz Rybus]