polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Matana Roberts  Coin Coin Chapter Two: Mississippi Moonchile

Matana Roberts
Coin Coin Chapter Two: Mississippi Moonchile

Pierwsza część Coin Coin była napisana na tak rozbudowany zespół, że w praktyce wykonywanie jej na żywo było niemożliwe. Matana Roberts do wątków ze swej przełomowej płyty wracała więc w koncertach solowych, początkowo dyskretnie, lecz później coraz śmielej. Jej występy były po trosze koncertem, po trosze zbiorową zadumą nad przeszłością, prowadzoną przez obrazy z rodzinnego archiwum artystki i wychodzące z nich opowieści, śpiewy, melodie. Na drugiej części Coin Coin Roberts kontynuuje swą wielką narrację, scalając rodzinne historie i dramat Czarnej Ameryki w szerszą opowieść. O ile na części pierwszej dominował dramat i katharsis, tutaj jest to nadzieja i siła czerpana z przeciwstawienia się przeciwnościom losu. Mississippi Moonchile jest jeszcze bardziej intymną płytą niż Gens de Couleur Libres, także dlatego, że od strony muzycznej jest mniej zawiła niż eklektyczna część pierwsza. Wykonuje ją klasyczny jazzowy kwintet z saksofonem, trąbką, fortepianem i sekcją, któremu towarzyszy tenor w osobie Jeremiah Abiah. Grupa płynnie przechodzi od pasaży free do wzruszającego bluesa, a nawiązania brzmieniem instrumentów dętych do lat 1940tych nadają całości delikatności. Dziki ból saksofonu Roberts został już tak jakby przepracowany.

Bardziej praktyczny skład pozwolił już na koncerty z tym materiałem i wykonanie płyty jako jednej, rozległej suity. Operowy głos Abiah oraz podzielenie całości na kilkanaście gładko przenikających się numerów podkreśla zaś quasi-operowy charakter albumu, zwłaszcza, że śpiewają wszyscy muzycy, także w formie zawołań i odpowiedzi, które wszystkim obecnym na solowych koncertach Matany musiały zapaść w pamięć. W pierwszej części płyty, w której wokalnie dominuje Abiah, wydaje się ona trudniejsza w odbiorze niż Gens…, jednak od „Amma Jerusalem School” na pierwszy plan wychodzą śpiewy i monodeklamacje Matany, przynoszące jedne z najpiękniejszych momentów w jej dorobku. Melodyczne i rytmiczne nawiązania do pierwszej odsłony Coin Coin podkreślają skalę wizji Roberts w równym stopniu, jak przeplatanie jej własnych tekstów z opowieściami zasłyszanymi od babci artystki, fragmentami przemówień aktywistów walczących z segregacją rasową i religijnymi pieśniami. Ta muzyka ma niezwykły pomysł, wyjątkową wrażliwość i jest rewelacyjnie zagrana. Matana po raz drugi nagrywa jedną z najbardziej wyjątkowych płyt roku, ale postrzeganie jej w kategoriach sezonowych byłoby nie na miejscu – to uniwersalna, ponadczasowa wypowiedź.

[Piotr Lewandowski]