polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Matana Roberts  wywiad

Matana Roberts
wywiad

Click here for the english version of the interview

„Coin Coin Chapter One: Gens de Couleur Libre” Matany Roberts to jedna z najciekawszych i najbardziej poruszających płyt tego roku – wykorzystująca różnorodne elementy jazzowej tradycji i estetyki w kompozycji, w której narracyjne ramy wypełnione są improwizowanymi pasażami, poruszającej do głębi i angażującej intelekt zarazem. Wcześniejsze płyty Roberts „The Chicago Project” i „Live In London”, nagrane w kwartetach (pierwszy z gitarą – Jeff Parker, drugi z fortepianem), były bardzo dobre, ale otwierający cykl „Coin Coin” album otworzył nowe uniwersum. Bardzo się cieszymy, że niesłychanie zapracowana Matana znalazła czas na rozmowę z nami i z radością prezentujemy wywiad z artystką.

W informacji prasowej o „Coin Coin Chapter One” możemy przeczytać, że pracujesz nad “Coin Coin” od 2006 roku i że przygotowałaś dopiero 6 z 12 rozdziałów. Przyjmując, że nagrywałabyś jeden rozdział rocznie, to cały projekt skończy się 15 lat po jego rozpoczęciu. Przypomina to pracę nad freskami Kaplicy Sykstyńskiej – zdecydowana rzadkość w dobie internetu. Czym się kierowałaś, gdy rozpoczynałaś pracę nad tak wielkim projektem?

Głównie tym, że miałam 10 do 12 historii rodzinnych, którymi chciałam się zająć. „Coin Coin” nie traktuje wyłącznie o pochodzeniu czy genealogii, choć był to jeden z ważnych elementów mojej wizji. I nie sądziłam, że będzie to tyle trwać. Wszystko przebiegało wolniej niż myślałam, ale z drugiej strony praca nad tym projektem bardzo wzbogaciła moje życie i pracę. Na początku bez skutku próbowałam zainteresować nim różne wytwórnie. Doszłam do wniosku, że poprzestanę na koncertach i już prawie zapomniałam o tym, żeby to jakoś udokumentować/zachować, gdy skontaktowało się ze mną Constellation Records. Nie myślałam, że będę mogła nagrać wszystkie części projektu, ale teraz być może będzie to możliwe. CST bardzo mi pomaga, tak bardzo, że nie mogę w to uwierzyć.

Współbrzmienie głosu i samej opowieści z warstwą instrumentalną „Coin Coin” jest tak sugestywne, że zastanawiałem się czy nie próbowałaś przedstawić, czy wręcz wystawić ten materiał na scenie. Drugi rozdział, którego nagranie na żywo słuchałem na blogu NPR, czasem kojarzy mi się z potencjalnym materiałem na operę – ale może za bardzo sugeruję się samą manierą wokalną.

Rozpoczęłam mój projekt również po to, by rozwinąć moją strategię kompozycyjną w kontekście mojego zainteresowania teatrem eksperymentalnym i przekazem wizualnym w kulturze afroamerykańskiej. Śpiewak operowy faktycznie pojawia się w nagraniu drugiego rozdziału. To celowy zabieg, lecz nie ma to zbyt wiele wspólnego z operą jako taką. Muszę też dodać, że nagranie dostępne na NPR nie jest ostateczną wersją. Od czasu tamtego występu, wykonanego w ramach warsztatów, pozmieniałam i uzupełniłam partyturę.

Tak, wiem, że nie jest to wersja, którą chcesz oficjalnie wydać. Ale to nagranie koncertowe, o którym mówimy, wykonał kwintet jazzowy z wokalistą, czyli o wiele skromniejszy skład niż w pierwszym rozdziale. Czy utwór ten zostanie wykonany przez większy skład?


W tym momencie nie jestem pewna. Duże składy, takie jak ten na płycie wydanej przez CST, są drogie i trudne do zorganizowania. Chociaż to wielka frajda, to wątpię czy w najbliższym czasie będę w stanie działać na taką skalę. Praca z kanadyjskimi muzykami (których sytuacja finansowa jest trudna, tak też jak muzyków w Nowym Jorku, ale w inny sposób), pozwoliła mi na dłuższą i bardziej otwartą pracę w ramach wielkiego zespołu. Staram się celowo pisać rozdziały „Coin Coin” dla określonych składów. Na przykład pierwszy rozdział oparty jest na modelu otwartej współpracy (open community model) – chciałam wykorzystać tu pomoc moich przyjaciół, którzy zajmują się nie tylko jazzem, ale również innymi gatunkami muzycznymi.

W dodatku nie jestem już saksofonistką jazzową sensu stricto. I nie mam z tym żadnych problemów. Jazz nie wystarcza już do przedstawienia mojej ostatecznej wizji. Z drugiej strony, celowo użyłam bardziej tradycyjnego sekstetu jazzowego w drugim rozdziale – używa on języka, w którym najwygodniej mogą się poczuć muzycy jazzowi. Zdaje mi się, że ów rozdział jest tak naprawdę moim hołdem złożonym tradycji amerykańskiego jazzu. W całym projekcie znajdują się rozdziały, w których składy są znacznie większe. Jeden z nich opiera się na zespole tancerzy i sekcji dętej – występ miał miejsce tylko raz, ale mam nadzieję że jeszcze do tego dojdzie. Jednym z powodów, dla których wszystko trwało tak długo, są finanse. To spoooory problem. W tej chwili nie wiem jak sobie z tym poradzić. Myślę jednak, że zawsze trzeba działać z rozmachem na przekór różnym przeszkodom, choć nie jest to łatwe.

Czy używasz jakieś strategii przy komponowaniu? Czy zaczynasz od mniejszego składu, czy nawet partii solo, i dopiero wtedy ją rozbudowujesz? A może niektóre z rozdziałów będą wykonywane przez mniejsze składy?

Tak, każdy rozdział jest napisany dla innego składu i każdy z nich traktuję jako pewne kompozytorskie wyzwanie. Są też „mniejsze” rozdziały. Dwa z nich to występy solo z projekcją intermedialną i różnymi rzeczami, takimi jak przetworzony saksofon i field recording. Jest też rozdział, który jest tylko duetem, jeszcze inny został napisany na trio, chociaż akurat ten jeszcze nie został zrealizowany. Komponuję według pewnego systemu, ale zawsze coś zmieniam i rozwijam nowe strategie. Niektóre działają a niektóre okazują się kompletną porażką, chociaż nawet przy porażce można się dobrze bawić. Obecnie przygotowuję swoje własne projekcje wideo, dzięki temu inaczej zaczęłam patrzeć na partyturę. Korzystam z materiałów, które wykonał specjalnie dla mnie artysta wideo/audio Daniel Givens z Nowego Jorku.

„Coin Coin” odbieram jako projekt oparty na pamięci i historii – zarówno w wymiarze idei i samej estetyki. W jazzie kwestia historii jest szczególnie ważna – dzisiaj to może pewne obciążenie, jako że od lat 1990. forma w jazzie za często bywa ważniejsza od treści. Czy zajmuje Cię stosunek między jazzową historią (tradycją) i muzyką, która dopiero ma powstać? Czy mogłabyś wyjaśnić swój osobisty stosunek do tej tradycji?

Nie ma sensu zaprzeczać, że nie należę do tej tradycji. Ale jestem z Chicago, a muzyczna tradycja tego miasta znacznie bardziej niż ta ogólna sprzyja ludziom o szerszych horyzontach. Nauczyłam się od moich nauczycieli – na przykład od Freda Andersona i Von Freemana – że w ‘tradycji’ nie chodzi o pytanie się o zgodę, lecz o kreatywność; o popychanie rzeczy do przodu przy zachowaniu pewnej skromności, którą uważam za ważną cechę. W tym momencie nie zajmuję się kwestią konfliktu między ‘nową’ i ‘starą’ szkołą jazzu – życie jest za krótkie na takie rzeczy.

Wydaje mi się, że w wymiarze emocji i narracji „Gens de Couleur Libres” nadaje głębsze znaczenie różnym estetykom użytym w utworze, wiąże je z różnymi okresami czasu z przeszłości. Gdy komponujesz, to czy myślisz o tym jak poszczególne style i maniery gry zakodowane są kolektywnej pamięci twojej publiczności, społeczeństwa? Jeśli tak, to czy starasz się wejść w polemikę z tak zakorzenioną percepcją, która istnieje od lat, czy raczej po prostu używasz jej by wzbogacić swoją opowieść?

Mam nadzieję, że moja praca sprowokuje nowe pytania na temat sztuki amerykańskiej i tego, jak można by jej użyć do ponownego ujęcia naszej historii, nadania jej nowych „oczu” i „uszu”. To moja główna motywacja. Miałam nadzieję, że stworzenie takiej pracy w XXI wieku nie będzie odbierane jako atak na historię czy ludzi – w moim odczuciu chodzi tu bardziej o docenienie pewnych ludzkich doświadczeń, które w swym uniwersalnym wymiarze są zrozumiałe dla każdego.

Opowieść opiera się na doświadczeniach Twojej rodziny, lecz również odnosi się do innych osób i zdarzeń z przeszłości. Czy sądzisz że w „Coin Coin” chodzi bardziej o osobistą historię czy uzupełnienie historii doświadczeń Afroamerykanów, a może nawet opowiedzenie jej na nowo?


W moim odczuciu, „Coin Coin” nie jest tylko o Afroamerykanach. Mam nadzieję, że skłoni ludzi do głębszej refleksji. Historia się powtarza – w różnych kulturach, okresach czasu, we wszystkim co możemy sobie wyobrazić. Kwestia pochodzenia, dziedzictwa i narracji historycznej to tylko wierzchnia, pierwsza warstwa, która pozwala na szerzej rozumiane współodczuwanie poprzez sztukę.

W pierwszej części „Coin Coin” używasz słów i historii swojej babci. Historia ta odnosi się do Marie Therese „Coincoin” Metoyer. Jak ważny jest aspekt kobiecy opowiadanej historii?


Wiele z historii z których korzystam w mojej pracy, zostały przekazane mi przez moją babcię ze strony matki, przez moją matkę i jej ojca. To mój dziadek ze strony mamy, którego tradycja rodzinna rozciąga się od Marie Metoyer, pierwszy opowiedział mi historię o Marie i to on pierwszy przezwał mnie „coincoin”, gdy byłam małym dzieckiem. Moja babcia i mama dopowiedziały całą resztę. Marie Metoyer była pierwszym silnym żeńskim archetypem, z którym się zetknęłam – stąd tytuł, ale kwestia płci nie zajmuje mnie zbytnio. Opowiadam historie kobiet, mężczyzn, dzieci i całej społeczności.

A co jeśli chodzi o aspekt kobiecy w Twojej pracy? To dziwne że stosunkowo mało kobiet było i jest zaangażowanych w jazz, muzykę improwizowaną, free, nawet w porównaniu do muzyki popowej. Czy uważasz to za problem, czy nie ma to znaczenia?

Nie jestem tradycyjnym muzykiem jazzowym, więc w moim przypadku nie ma to tak wielkiego znaczenia. Chociaż faktycznie jazz przyciągał zawsze o wiele więcej mężczyzn niż kobiet, niestety. Obecnie mamy wiele wspaniałych improwizatorek, jednak jazz swoje początki bierze z historii zdominowanej przez mężczyzn – gangsterów, nielegalnych klubów, konfliktów itd. – a gdy się rozwijał, to kobiety nie cieszyły się jeszcze równymi prawami. Ale uważam też, że dziś niektórym osobom nie podoba się co robią kobiety w improwizacji, ponieważ wymaga ona pewnej dozy agresji i formy ekspresji, która dla wielu kłóci się z cechami przypisywanymi kobietom.

Używasz swojej własnego zapisu muzycznego, stworzonego specjalnie dla „Coin Coin”. Czy mogłabyś w skrócie przedstawić jak on działa? Dlaczego zdecydowałaś się na coś takiego? Żeby przekazać muzykom więcej niż można zapisać w tradycyjnej notacji? Czy może chodziło możliwość włączenia do projektu muzyków bez konieczności długich prób? Czy może o coś innego?

Każdy rozdział „Coin Coin” wiąże się z moim pragnieniem stworzenia własnego systemu zapisu, który będzie dobrze wyrażał moje postrzeganie dźwięku. Z drugiej strony, jest tam również dużo tradycyjnego zapisu, tylko że widzą go tylko muzycy grający w projekcie, bo to nuty jak każde inne. W wielu partytur, które udostępniłam w Internecie, po prostu nie ma tych części, które zapisane są w tradycyjny sposób.

Dlaczego nagrałaś pierwszy rozdział w Montrealu z lokalnymi muzykami? Podejrzewam, że powód może być albo praktyczny albo banalny (pamiętam że grałaś na albumie GY!BE, wspomniałaś już o wsparciu Constellation), ale zastanawiam się czy celowo nagrywałaś poza Nowym Jorkiem, z muzykami którzy są częścią sceny muzycznej Montrealu.

Brałam udział w akademickim projekcie improwizacyjnym kanadyjskich uniwersytetów w McGill w Montrealu i Guelph w prowincji Ontario. Projekt nazywał się ICASP – dzięki niemu kilka lat temu mogłam na dłużej pojechać do Montrealu. Brałam udział w muzycznym programie dla trudnej młodzieży anglokanadyjskiej i w kilku warsztatach zine’owych zorganizowanych dla tych młodych ludzi. Było to czas gdy Nowy Jork dał mi nieźle w kość i praca w Montrealu pomogła mi odzyskać oddech. Znam się z ludźmi z tego miasta od ponad dziesięciu lat, a dzięki ICASP zaczęłam też grać więcej koncertów – nagrywanie tam i w dodatku z miejscowymi muzykami było tego naturalną konsekwencją. Myślałam nawet o wyprowadzce do Kanady. Może kiedyś, zobaczymy: w tym momencie jestem bardziej skupiona na Europie. Ale moje pierwszy kontakt z Montrealem w latach 1999/2000 przy nagrywaniu z Godspeed, w pewnym sensie zmienił moje życie na lepsze. Oni dodali mi potrzebnego hartu ducha, którego nie miałam wcześniej, przynajmniej nie w takim stopniu. Tak więc nagrywanie w Kanadzie wiązało się również z wielkim sentymentem. Ludzie w Montrealu traktują mnie tak dobrze jak nigdzie indziej i poczułam, że dobrze będzie udokumentować naszą wspólną pracę.

Trzy albumy, które wydałaś pod swoim nazwiskiem są brzmieniowo całkiem różne, ale mają wspólny kręgosłup – Twoje brzmienie i styl. Przed „The Chicago Project” nagrywałaś z innymi zespołami – jak teraz postrzegasz ten album? Czy jako otwarcie nowego rozdziału – Twojej własnej muzyki, czy może jako swoiste pożegnanie z Chicago?

Wyjechałam z Chicago w 1998, więc pożegnałam się z tym miastem już dawno temu. Ale bardzo chciałam udokumentować moją trajektorię, ewolucję i gdy wspaniały Barry Adamson (CCI Records) zaproponował mi nagranie płyty, naprawdę chciałam wykorzystać tę okazję by podziękować ludziom, dzięki którym dojrzałam i mogłam rozwijać się gdzie indziej. Czułam pewne zobowiązanie i dlatego powstała ta płyta. Z kolei „Coin coin” wyraża te strony mojej kreatywności, których nie mogła bym zrealizować w bardziej sformalizowanej muzyce, którą dotychczas pisałam i nagrywałam. Mogę wręcz powiedzieć, że wyraża mój nowy stan muzycznej równowagi. Muszę jeszcze dodać, że po śmierci mojej matki w zeszłym roku, Chicago nigdy już nie będzie dla mnie takie samo. Chyba jeszcze bardzo długo nie będę w stanie tam pojechać. Ale ona jest bardzo obecna w „Coin Coin” i to daje mi dużo spokoju. Nawet w jej ostatnich dniach uzgadnialiśmy szczegóły historii, które pojawiły się później na „Coin Coin”. Te rozmowy pozwalały jej zapomnieć o bólu (miała raka). Pamięć o tym daje mi dużo siły.

Krótko przed „Coin Coin Chapter One” ukazał się album „Live in London, ale został on nagrany w 2009 roku, czyli rok przed „Coin Coin”. Czy zamierzasz wydawać płyty z cyklu „Coin Coin” na przemian z innymi, na przykład improwizowane czy solo, czy raczej chcesz się skupić tylko na „Coin Coin”?

Muszę powiedzieć, że uwielbiam Londyn! Ludzie są tam wspaniali. A jeśli chodzi o pytanie, to zawsze będę dokumentować różne aspekty mojej sztuki, którą dzielę się z ludźmi w różnych wymiarach. Płyty wydawane dla CCI reprezentują pewną stronę mojej osoby, które jest dla mnie bardzo ważna. Płyty z cyklu „Coin Coin” też takie są i będą, ale w odmienny sposób. Mam też kilka innych rzeczy w zanadrzu. Powinno mi starczyć na całkiem interesujące życie samego końca. Taką mam przynajmniej nadzieję!

-------------- English version --------------

"Coin Coin Chapter One: Gens de Couleur Libre" by Matana Roberts is one of the most interesting and moving albums of the year. It use a variety of elements of jazz tradition and aesthetics within a composition with a strong narrative frame filled with improvised passages. It requires the heart and mind to be appreciated fully. Earlier Robert’s albums, "The Chicago Project" and "Live In London", recorded in quartets (first with a guitar - Jeff Parker, the other with piano), were very good, but the opening chapter of "Coin Coin" series opened a new universe. We are very pleased that Matana found time to talk with us, please check the interview below.

The press release to “Coin Coin Chapter One” says that you have been working on “Coin Coin” since 2006 and that you’ve already prepared 6 of 12 chapters. Assuming that from now you would record and release one chapter a year, the project will be finished more or less 15 years after its inception. It’s like painting the Sistine Chapel – pretty rare commitment in the internet era. What was your motivation behind committing to such a large project?

Mainly because I had about 10 to 12 ancestry stories that I wanted to explore. The “Coin Coin” work isn’t just about ancestry but this was one of the small building blocks of my vision. I also honestly did not think it would take me as long as it has. It’s been a slower process than I imagined but it’s been very giving to my life and work. When I first started the project I started shopping it around to many labels, but kept getting turned down. I just concluded it would be sound work I would share in performance and almost forgot about the documentation/preservation of it. Then Constellation Records approached me. I never imagined I would get to record all of the segments but perhaps it will happen. CSt has been so supportive, it almost blows my mind actually.

The way voice and narration interact with instrumental layers make me ask if you have considered or tried presenting “Coin Coin” on stage? The second chapter (live recording at NPR blog) feels to me like a potential opera sometimes – but maybe I’m overinterpreting the vocal delivery.

Yeah, I started the project partly so that could work on my compositional strategy in relation to my interest in experimental theater/spectacle and the history of signification through visual presentation in African American culture. The second chapter does utilize an operatically trained singer. This is purposeful but doesn’t really have anything to do with the theatrical element as much. Also should be stated that what NPR has up is not the definitive version of that chapter. There are been changes and additions to the score since that workshopping performance.

Yes, I’ve read that this is not the version you want to release. This live recording of the second chapter was done in jazz quintet setting with vocals, i.e. in a much smaller ensemble than heard on the first chapter. Will the piece evolve into composition for larger ensemble?

At this time I’m not sure. Large ensembles like the one on the CSt record are hard to coordinate and fund. So as much as it’s really fun to do what we did, I doubt I will be doing it on such a large scale for a while. Doing it in Canada with musicians whose economic issues are dire in a different way as opposed to those of NYC musicians also allowed things to be a bit more relaxed and open in terms of the large ensemble. Each chapter of “Coin Coin” I am trying to work with specific ensemble configurations on purpose. The first chapter is more of an open community model, as I wanted an opportunity to do a segment of this work with a mix of my friends who span many different sound genres. Not just jazz.
I’m not really a jazz saxophonist in the truest sense anymore. I’m fine with this. Jazz music is not big enough for my ultimate vision. The more trad jazz like sextet configuration for the second chapter is purposeful and uses language that only jazz musicians would be most comfortable with. I guess that chapter is really my ode to the more trad aspects of American jazz. There are other chapter experiments in the work that are much larger. One that features dance and a brass band, that I have only done once, but I hope to do again. Really it’s been slow also because of funding. That’s a biiiiiiiiiiig issue. Not sure what I’m going to do about it at this point. I think it’s important to think as big as I’d like despite the obstacles, but it is hard.

Do you have any strategy of composing these pieces? Do you start with smaller ensemble or even solo work and extend it? Or maybe some of the chapters will be performed by small groups?


Yeah, each chapter is dealing with an ensemble configuration I am interested in challenging myself as a composer. There are smaller chapters. Two of which are solo with live interactive projection and various things such as processed saxophone and field recording type work. And there is a chapter that is only a duo and one that I have never done, that is a trio. I do have a system of piecing these together. I am forever tweaking it and developing new strategies. Some of which have worked well and some of which have been utter failures, but there is much fun in failure. I also build video for the work now on my own and that has brought on a new shade to things for me in terms of the scores. The visual/sound artist NYC based Daniel Givens did some of the original video for me way back when.

To me “Coin Coin” seems built upon memory and history – in terms of ideas, messages but also in terms of aesthetics. I think the relationship with history is pretty special in case of jazz – bit like a burden these days, as since the 1990s form is often much more important than content and motivation behind it. Is the relationship between jazz history (tradition) and music to be created now something that bothers you? Can you explain your personal relationship with this tradition?

I can’t lie and say I don’t come from a tradition because I do. But I’m from Chicago and the Chicago tradition is way more open for people with larger vision and larger ears. I learned from all my mentors – saxophonists Fred Anderson and Von Freeman being the major ones – there that the "tradition" is about being creative and not asking permission, just pushing forward. Though being humble, which I think is important. At this point I don’t get riled up over questions about old school vs. new. Life is too short.

I think that the emotional and narrative layers of “Gens de Couleur Libres” bring deeper meaning to the use of various esthetics within a piece, make them evoke certain associations with the periods of time in the past. When composing, do you think about how particular styles, ways of playing are being coded within a collective memory of the audience, of the society? If so, do you try to polemize with such rooted perceptions, meaning established over the years, or you rather go with the flow and use them to make your own narration more potent?


My hope is this kind of work will beg new questions about the state of American art, and how it can be used to reframe a history and give it new eyes and ears. This is my main vision. I was hoping that creating work of this nature in the 21st century would not feel like a recorded attack on history or on people, because to me it’s more of a celebration of the human experience that when boiled down to universals is accessible to anyone who cares to add themselves.

The narrative builds upon experiences of your family but also relates to some persons, events from the past. Do you think that “Coin Coin” is more about telling a personal story, or about complementing the story of experience of Afroamericans, or maybe about retelling it? (by complementing I mean adding new elements, by retelling I mean reconstructing it substantially)

For me it’s not just about African Americans and that’s where I hope people dig deeper. History repeats itself, across cultures, across time periods, across everything we can imagine. The ancestry element and historical narrative is only the starting surface to give me access to a wider empathy points about the creative possibilities…

You’re using words and stories of your grandmother. The story refers to Marie Therese "Coincoin" Metoyer. How important is the gender aspect of the narrative?

Many of the stories that I use in the work were passed down to me by my maternal grandmother, my mother, and maternal grandfather. It was my maternal grandfather whose family lore extends from Marie Metoyer, and it was he that first told me the legend of Marie, and it was he who called me Coin Coin as a nickname when I was a child. My grandmother and mother filled out the rest. Marie Metoyer was the first strong female archetype that I was exposed to as a kid so that’s what the title is about, but as far as gender it’s not really a concern for me. I am telling the stories of women, men, children, community in this whole project.

And more general – of your work? I find it rather surprising that relatively few women are (and historically have been) active in jazz, improv, and other kinds of “free” music, even in comparison to popular music. Do you think it is an issue or just an artifact with little significance?

I’m not really a traditional jazz player and so I don’t subscribe to those struggles. Jazz Music has always been more populated by men than women sadly. As far as female improvisers there are a great many right now. But Jazz was always a male dominated art form partly because it was associated in the beginning with male dominated history-- gangsters, illegal clubs, war, etc. Coming into development at a time when women just did not have the same freedoms. But I do think some people have issues with seeing women dealing with improvisation because it requires an aggression that still is looked at a bit sideways.

You are using your own graphic notation for “Coin Coin”. Could you please briefly describe how it works? Why you decided to create it – to communicate to fellow players more messages than with traditional musical notation; to allow other players to play in the piece without the need for extended rehearsals, or something else?

Each segment of “Coin Coin” is devoted to my desire to create my own notational system that is representative of how I hear sound, but there is actually a great deal of western notation in the work as well still, you just won’t see it if you are not playing it. A lot of the scores I have shared online are missing some of the major western notated parts.

Why have you recorded the first chapter in Montreal with local musicians? I guess the reasons might be practical or trivial - I remember you playing on GY!BE album and you mentioned the CSt support. But I wonder if it was a deliberate decision to record outside NY, with musicians that have particular experience of Montreal scene.

I was part of an academic improvisation research project in Canada between McGill and Guelph Universities, called ICASP that allowed me to spend a bulk amount of time in Montreal a few years back. I helped found a youth outreach music program with at risk Anglo Canadian teens while I was there and also did a few zine workshops with these youth as well. NYC was really rough on me at the time and my time in Montreal provided me with a great deal of mental respite. I have been involved with various folks from that city for almost a decade now, started playing more live shows there thanks to ICASP and so recording there and with Canadian musicians became just a very natural progression. I was even considering immigrating to Canada. I might still do that. We'll see. At this time I sort of have my eyes set on other parts of Europe. But my first exposure to Montreal back in 1999/2000 because of Godspeed, sort of changed my life for the better. They gave me a new consciousness about the perseverance of self that I have never gotten before quite in the same way. So recording there was also a very sentimental thing for me. I get a special kind of love from Montrealers that I just don’t get anywhere else, and it just felt right to document such personal work with them.

Three albums you released under your name are sonically quite different but have common “backbone” of your tone and style of playing. Before “The Chicago Project” you’ve been recording with other bands – how do you perceive this album now? Is it an opening of the new chapter, of your own music, or maybe kind of farewell to Chicago?

I left Chicago in 1998, so I said goodbye a long time ago. But I really wanted to document my trajectory and when approached by the wonderful Barry Adamson (CCI records) about putting out a record I really wanted to use it as an opportunity to thank the people that made it possible for me to grow and go elsewhere to continue. I felt a certain responsibility with that, so that’s why that recording exists. The “Coin Coin” work just really represents a side of my creativity that I could not explore in the more formal work I have done and recorded, etc. It represents a new balance for my artistic practice I guess. Though I will say with my mother’s death last year, Chicago will never ever be the same for me. I don’t think I’m going to be able to go back there for a long time. But she lives strongly in this “Coin Coin” work and that gives me a lot of peace. We were hashing out a lot of the “Coin Coin” stories even when she was in her last days. It helped take her mind of the pain (cancer), and so it gives me a lot of strength/encouragement as well to keep at it.

Shortly before “Coin Coin Chapter One”, “Live in London” was released. But it was recorded in 2009, so a year before “Coin Coin”. Are you going to switch between “Coin Coin” and other, for example improvised or solo non-“Coin Coin” recordings in the near future, or rather you plan to focus on “Coin Coin”?


Yeah i loooooooooooooove London. Special people there they are. I’m always going to document different aspects of my creativity to share with people somehow. The CCI records represent a certain side that means a lot to me and the Coin Coin records will do this as well but in a different way and I’ve got a few other things up my sleeve. Should make for an interesting life ride till the end. Or at least this is my hope!

[Piotr Lewandowski]