polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mike Donovan  Wot

Mike Donovan
Wot

Ciąg dalszy bankructwa kreatywnego M. Donovana. Używam mocnych określeń, ale wynika to z żalu za minionymi czasami, nie niechęci wobec jego osoby. Sic Alps to jeden z najciekawszych zespołów DIY-rockowych poprzedniej dekady, a sam Donovan to facet grający wcześniej z J. Dwyerem (jeszcze kiedy zamiast Thee Oh Sees było OCS), założyciel labelu Folding Cassettes, producent najlepszych nagrań Ty Segalla. Teraz Donovan kończy działalność Sic Alps (to tylko formalność – był ostatnim członkiem z oryginalnego składu) i wydaje solowy album. Trudno być optymistycznym. Dużo mówi już fakt, że jego najlepszym nagraniem z ostatnich lat była siedmiocalówka zawierająca covery Tronics.

Wot to rzecz podobnie nieudana jak recenzowane w tym numerze albumy Segalla i Cronina. Donovan jest starszy od tamtych, ale i tak wpada na dokładnie te same mielizny. Z niewiadomego powodu porzuca jakikolwiek aspiracje do DIY i wybiera czyste, studyjne brzmienia. Efektem tego jest LP, z którego trudno byłoby wykroić choćby dwustronny singiel. Rzecz obdarzana mianem „sympatycznej”, czyli płyty której słucha się jeden raz by nigdy więcej po nią nie sięgnąć.

To naprawdę dziwne. Wydawać by się mogło, że lo-fi jest dla muzyków ciężkim brzemieniem, które usilnie próbują z siebie zrzucić zamiast je rozwijać, cyzelować, poruszać się w nim coraz umiejętniej. Być może jest to kwestia zmiany pokoleń, ale trzeba przyznać, że pojawiły się młodsze składy ciekawie operujące tą stylistyką (vide: Mordecai i Estrogen Highs). Z drugiej (trzeciej nawet) strony, także rówieśnicy Sic Alps trzymają się nieźle – ostatnie albumy Psychedelic Horseshit i Pink Reason były kontrowersyjne, ale przynajmniej skłaniały do dyskusji. Były ciekawe. Donovan natomiast na Wot proponuje granie, które mogłoby się znaleźć na antenie „Programu Alternatywnego” Trójki - rozwodnione gitarowe indie z kilkoma zżynkami z Neila Younga. Nie jest to specjalny komplement w kontekście faceta, który wydawał wcześniej płyty sumptem Siltbreeze.

[Marek J Sawicki]