polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sic Alps She's On Top

Sic Alps
She's On Top

 

Nie są to Sic Alps ze Stonehousem na pokładzie sprawdzający wytrzymałość taśmy analogowej. Nie jest to też już zespół, który grał doskonały, lecz podniszczony i ukryty pod lo-fi psych-pop w stylu Skipa Spence'a na US EZ. Więcej: to nie jest już zespół, który grywał covery Throbbing Gristle i wypuszczał splity z Magik Markers. Od czasu przeskoku na Drag City z pierwotnego składu pozostał tylko Mike Donovan i przy całym jego talencie wydaje się nieco zagubiony. Siłą Sic Alps zawsze było brzmienie i ogólna aura slackerstwa. Kawałki były niedopowiedziane, częściej przypominały szkice niż pełnoprawne utwory - brzmienie i sposób nagrywania ich muzyki przypominały zresztą raczej próby większości zespołów niż wycieczki do studia.

Donovan zdaje się popełniać ten sam błąd, co Kurt Vile. Obaj artyści wybili się na doskonałym, eksperckim wręcz korzystaniu z lo-fi. Szum czterościeżkowca (lub Tascam 388) przechodzący momentami w noise częściej wzbogacał kawałki, niż przeszkadzał w ich odbiorze. Tym czasem najnowsze nagrania, podobnie jak i rzeczy Vile'a, to zwyczajny rock wzbogacony o kilka sztuczek sprzed kilku lat. She's On Top brzmi jak psych-revival celujący raczej w rejony Howlin Rain, niż The Hospitals (projekt A. Stonehouse'a). Szczerze powiedziawszy, zespół powinien na tym etapie zmienić nazwę, bo jego obecne granie nie ma wiele wspólnego z Sic Alps sprzed choćby czterech lat.

 

[Marek J Sawicki]