polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
UL/KR Ament

UL/KR
Ament

Po paśmie koncertów, które ciekawie rozwijają muzyczną formułę, UL/KR pokazując jak świetnie radzą sobie na żywo, na drugim albumie studyjnym odbijają znacząco od kierunku, który obrali na debiucie. To bardziej mroczny album, a jednocześnie mniej chwytliwy. Debiut był dziełem zwięzłym, treściwym, na swój sposób przebojowym i wciągającym. Na Ament więcej jest miejsca dla zrytmizowanych pętli, muzycznej mgiełki, która prowadzi ten album raczej w kierunku eksperymentu, aniżeli wypracowanej przez gorzowian przebojowości. Muzycznie to nagrania prostsze, czasem wręcz zbyt oczywiste jeśli nie banalne. Niewyszukane linie melodyczne, zapętlenia, którym bliżej do pospolitej, synthpopowej elektroniki dominują w tym materiale – mało jest zabaw dźwiękową fakturą czy modulacji możliwościami brzmieniowymi, czym po brzegi był wypełniony debiut. UL/KR wciąż dobrze tworzą dźwiękową opowieść, ale nie są tak dosadni muzycznie i celni w warstwie lirycznej. Pierwsze szkice utworów umieszczonych na Ament powstały już podczas nagrywania debiutu i troche to słychać – za dużo tu wypełnień między utworami, zdecydowanie mniej treści. Oczywiście da się z nich wyłuskać kilka perełek (specyficzne “Menu”, najbardziej chwytliwe “Piekło”), ale wrażenie już nie to samo, co rok temu. Tym bardziej, że wymagania wzrosły po serii bardzo dobrych koncertów. Może duet powinien pokusić się o jakąś sesję na żywo? Póki co pozostaje pewien niedosyt.

[Jakub Knera]