polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Jacaszek Glimmer

Jacaszek
Glimmer

Ku złości wątpiących, Michał Jacaszek okazał się być nie jednorazowym farciarzem, lecz świadomym, a przede wszystkim umiejętnym muzykiem, który wie, że zachłanność prowadzi do znudzenia, a powściągliwość wzmaga tęsknotę. Ciężko było wywróżyć jak będzie wyglądał „Glimmer”, w jakim kierunku muzyk zwróci się teraz, po dwóch diametralnie różnych albumach – jednym, który za kilkanaście lat może okazać klasykiem i drugim, pozostającym dla większości jedynie łatwopalną ciekawostką. Nie ukrywajmy, „Pentral” mógł odrzucać potencjalnego słuchacza „Trenów”. Pokaźna grupa fascynatów interpretacji Kochanowskiego nagle została skazana na mordowanie się z zasadniczą trudnością ich następcy, będącego niemalże ich zaprzeczeniem - muzycznym antonimem, siermiężnym i trudno dostępnym.

Najnowszy album Jacaszka można ulokować gdzieś pośrodku skali, zarówno w kwestii pomysłu na muzykę, jak i jej miododajności. Możemy zaobserwować tu powrót do właściwej tylko dla niego, autorskiej metody samplingu, której nadał nową, jak ulał leżącą oprawę. Orszulowe bandaże i pergaminy spłonęły w kominku - szmer i trzask został ujęty w bogato zdobione, barokowe ramy, co wywołuje miłe uczucie dysonansu.

Jest również ta charakterystyczna dla tamtej epoki dekadencja, świadcząca o rzeczywistej intuicji Michała, doskonale słyszalna choćby w baśniowym As Each Tucked String Tells, czy zakończeniu otwierającego Goldengrove. Jacaszek idzie dalej, brnąc w głąb lub, jak w Evening Strains To Be Time's Vast, w ogóle porzucając melodykę.

Jest i w końcu to, co tak zachwycało na „Trenach” - przejmujący żal, zaklęty w alchemicznych rozwiązaniach, mieszających wyszukane instrumentarium czasów dawnych z minimalizmem naszej epoki – to przede wszystkim dostojny Even Not Within Seeing Of The Sun i pełna trenowego ducha kompozycja Dare-gale. Dodajmy do nich finalny, zaskakująco słoneczny Windhover, a otrzymamy krążek, którego przegapić w minionym roku było zwyczajnie wstyd. Tylko brak „tego czegoś”, nie pozwala się w pełni nim cieszyć, czegoś, co bardzo trudno jest nazwać – to „coś” to as w rękawie Jacaszka, właściwy tylko dla jego twórczości.

„Glimmer” nosi w sobie inny ładunek emocjonalny - jest raczej zachowawczy, niż żywiołowy, jest zbiorem zgrabnym sentencji, nie opasłym tomem epiki. Tym samym, oddala się od taniego sentymentalizmu, co jednak w przypadku Jacaszka, jest tak zaletą, jak i niesamowitą wadą – już raz daliśmy się temu nabrać, czuliśmy się wniebowzięci, może warto byłoby dać się i teraz?

[Sebastian Gabryel]

recenzje Budzyński, Jacaszek, Trzaska w popupmusic