polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Jacaszek wywiad z Michałem Jacaszkiem

Jacaszek
wywiad z Michałem Jacaszkiem

Z Michałem Jacaszkiem spotkaliśmy się w jego studiu, znajdującym się tuż obok głównej arterii Trójmiasta. Głównym tematem naszej rozmowy był wydany w tym roku, niezwykły album "Treny", w którym muzyk w interesujący sposób dokonał połączenia elektroniki z partiami instrumentów klasycznych. Płyta ta szerokim echem odbiła się także na Zachodzie, gdzie rozpisują się o niej wszystkie większe i ważniejsze magazyny muzyczne. Między innymi o procesie nagrywania "Trenów", inspiracjach Kochanowskim oraz muzykotronice przeczytacie poniżej. A my przypominamy, że najbliższa okazja usłyszenia muzyki z tego albumu to mysłowicki Off-Festiwal, na którym Jacaszek zagra w gronie kilkudziesięciu innych wykonawców.

Zacznijmy od "Trenów" - opowiedz jak wyglądał proces nagrywania tej płyty...

Mam laptopa i stacjonarnego peceta . Laptopa używam jako samplera - zewnętrznej jednostki, która generuje brzmienia. Mam tam sporo próbek dźwięków orkiestrowych: harfę, skrzypce, fortepian - nie tyle gotowe brzmienia, ale zagrane frazy. Nie wykorzystywałem gotowych, przygotowanych specjalnie do samplera brzmień, ale "grałem" całymi fragmentami nagrań. Tak powstały szkielety kompozycji. Połączone sample były bazą brzmieniową - stworzyłem kilkadziesiąt własnych fraz i pętli, które następnie pokazałem Stefanowi Wesołowskiemu. To skrzypek i kompozytor, który świetnie aranżuje instrumenty smyczkowe, także głosy - błyskawicznie wymyślił aranżacje do stworzonych przeze mnie fraz dźwiękowych. Potem razem ze swoją żoną nagrał w moim studiu partie smyczków na skrzypcach i wiolonczeli, które później obrobiłem, ułożyłem i odpowiednio pociąłem na części. W nagrywaniu "Trenów" brała jeszcze udział wokalistka, Maja Siemińska - nagrywałem jej improwizowany wokal na kilku ścieżkach, następnie wybrałem ciekawe partie, pomiksowałem je, przepuścilem przez filtry i powstała warstwa wokalna...

Z Mają Siemińską po raz pierwszy wystąpiliście wspólnie w maju 2007 roku, kiedy zagraliście w Dworku Sierakowskich w Sopocie. Jednak wtedy do Twojej muzyki śpiewała fragmenty "Trenów" Kochanowskiego, które na płycie zmieniły się w improwizowane wokale...

Koncert odbył się przed nagraniem płyty i przed ukształtowaniem się jej końcowego konceptu. Ale oddzieliłbym nasze oblicze koncertowe - które jest bardzo płynne - od tego co znajduje się na płycie. Nie stawiamy sobie jedynego wzorca według którego gramy - koncertujemy w różnych składach: czasem gram sam, czasem w trio ze Stefanem i Anią na instrumentach smyczkowych, a jeszcze innym razem gramy we czwórkę. Dużo zależy także od okoliczności koncertów. W Dworku Sierakowskich graliśmy na imprezie muzyczno-literackiej - łączącej poezję z muzyką. Doszliśmy z Mają do wniosku, że możemy osiągnąć ciekawy efekt, gdy ona do muzyki zaśpiewa właśnie fragmenty utworów Kochanowskiego. Później zaczęła już śpiewać swoje improwizowane wokalizy, a obecnie, gdy gramy tylko ze smyczkami, wokalizy wypuszczam z playbacku - teksty są już całkowicie nieobecne.

Jaki więc według Ciebie ta płyta ma związek z utworami Kochanowskiego?

Związek nie jest ścisły. Kiedy tworzyłem muzykę na płytę, nie wychodziłem z założenia, że robię ją do "Trenów" Kochanowskiego, to nie był taki koncept-album. Tytuł "Treny" nawiązuje raczej do charakteru muzyki: "tren" w ścisłym znaczeniu znaczy "lament". Ale na końcu okazało się, że muzyka może też korespondować z poezją Kochanowskiego. Po pierwsze ze względu na to, że pojawia się tam taki starodawny klimat - harfy, starodawne brzmienia, archaizujące wokale (Maja śpiewa w scholi w kościele dominikańskim w Gdańsku). Wcześniej album miał być zatytułowany "Tańce", ze względu na specyficzny rytm, który kojarzył mi się z tymi dawnymi dworskimi tańcami. Ale kiedy zaadaptowaliśmy utwory Kochanowskiego, stwierdziłem, że warto nazwać tak całą płytę - to muzyka elegijna, lamentująca, budząca skojarzenia ze śmiercią. Kochanowski nie był bezpośrednią inspiracją. Kiedy np. nagrywałem płytę "Lo-fi stories", wcześniej postawiłem sobie cel stworzenia muzyki na bazie bajek dla dzieci. Był to więc koncept album - czyli wyjście z jakiegoś ścisłego założenia. W przypadku "Trenów" tak nie było.

Jak doszło do Twojej współpracy ze Stefanem Wesołowskim - razem zagraliście wcześniej "Kompletę", reinterpretację katolickich pieśni liturgicznych, która powstała przed "Trenami"...

Kompleta powstawała niemal równolegle z "Trenami", tylko że szybciej. Stefan został poproszony o skomponowanie muzyki na koncert w ramach festiwalu "Dusza Jarmarku", który corocznie odbywa się podczas Jarmarku Dominikańskiego w Gdańsku. Przygotował utwór na kwartet smyczkowy i dwa głosy, a potem zaprosił mnie, bo chciał, żeby "okrasić" to elektroniką. Do tego, co skomponował dodałem trochę bitów, odgłosów basowych, syntetycznych brzmień. W wypadku "Komplety" nasze role były odwrócone - on zaprosił mnie do współpracy i do uzupełnienia tego co stworzył - w "Trenach" było na odwrót.

W ubiegłym roku grałeś przed Murcofem - jak umiejscowiłbyś swoją muzykę w stosunku do jego twórczości i kompozycji chociażby zespołu Stars of the Lid?

Ciężko mi się ustosunkować do tej drugiej formacji, bo słyszałem bardzo mało ich muzyki. Mają może podobną barwę i brzmienie, ale to jednak za mało, żeby powiedzieć coś więcej. W przypadku Murcofa można porównać naszą muzykę poprzez wykorzystane środki - podobają mi się "murcofowskie" clicki, specyficzne cięcia, z których buduje rytm, poza tym wykorzystuje w muzyce akustyczne instrumenty. Ale u podstaw naszej muzyki leży coś zupełnie innego. Murcof jest bardziej dramatyczny, chłodny - "Treny" są według mnie cieplejszą muzyką, inną w brzmieniu i poruszają chyba inne emocje.

Określiłeś kiedyś Twoją metodę tworzenia "muzykotroniką" - co kryje się pod tą nazwą?

Muzykotroniką nazwałem muzykę, którą zrobiłem do "Bajek Robotów" Stanisława Lema ("LEM Konzept" - przyp. red.) - na tej płycie pod względem muzycznym nie dzieje się za wiele. To bardziej swego rodzaju słuchowisko - używałem w nim mnóstwo industrialnych brzmień, szmerów, szurnięć, zgrzytów. Poprzetwarzałem te wszystkie hałasy, spreparowałem pętle tak, że powstał swego rodzaju dźwiękowy chaos. Trochę głupio było mi to nazwać muzyką, dlatego wymyśliłem nazwę "muzykotronika", ale to takie słowotwórstwo na użytek bardziej precyzyjnych określeń. Jednak dotyczyło to tylko tamtego projektu, a nie całej mojej muzyki.

W trio ze Stefanem Wesołowskim i Antonim Grzybkiem przygotowałeś projekt "Stany Złożone" - mógłbyś opowiedzieć o nim coś więcej?

"Stany Złożone" to przedsięwzięcie wykonane na zlecenie Teatru Wybrzeże, wykonane w formie koncertu w ramach Festiwalu "Wybrzeże Sztuki". Za pomocą dźwięków chcieliśmy odzwierciedlić ludzkie stany mentalne - w jednym utworze zderzaliśmy nastroje np. euforii i depresji, w innym pogłębiającej się monotonii. Bazowaliśmy na mocno przetworzonych wokalach - pociętych, przefiltrowanych i zaaranżowanych rytmicznie. Partie smyczkowe napisał do tego Stefan Wesołowski. Chcieliśmy przy pomocy muzycznych środków pokazać emocje, tak jak aktor pokazuje je w teatrze. Ważnym elementem były wizualizacje - w projekcie wziął udział Antek Grzybek, który zajął się oprawą wizualną do całego przedsięwzięcia.

A jak udało ci się nawiązać współpracę z Miasmah, wydawcą "Trenów" w Norwegii?

To się odbyło w dość prosty sposób - znalazłem w Internecie kilka labeli, które wydawały muzykę z kręgu tej podobnej do "Trenów", a Miasmah jakoś poważniej zainteresował się ta propozycją. Pomysł na wydanie płyty zagranicą nie wynikał z jakiegoś prestiżu, bo tak naprawdę już wielu polskich muzyków wydaje płyty na Zachodzie... Przede wszystkim zależało mi na zagranicznej dystrybucji, a Miasmah jest związany z dobrym dystrybutorem Baked Goods, - oznacza to że płyta trafia na rynek światowy i jest wsparta odpowiednia promocją. Teraz nie ma znaczenia, czy wydawca jest norweski, polski czy białoruski - ważne jest z jakim dystrybutorem jest związany.
No właśnie, za granicą "Treny" zostały chyba dostrzeżone - recenzje tej płyty są chociażby na Allmusic.com czy ostatnio w The Wire...

To bardzo fajne i to znak, że dostała zauważona co mnie bardzo cieszy.. Mój krążek pojawił się m.in. w serwisach Dotshop. czy Boomkat. W obu płyta utrzymuje wysokie miejsce w rankingu bestsellerów. Bardzo mnie to cieszy.
Czy w związku z tym planujesz jakieś występy zagranicą?

Tak, są takie plany - mamy zamiar wyjechać na krótką trasę po Europie na kilka koncertów.

A siedząc tutaj w swoim studiu masz czas na słuchanie muzyki - słuchasz ostatnio czegoś, jest coś co najbardziej Cię inspiruje?

Ostatnio jestem bardzo zakochany w muzyce Colleen i cały czas słucham jej ostatniej płyty, nie pamiętam jaki był jej tytuł...

O ile się nie mylę to "Les Ondes Silencieuses".

O tak! Oprócz tego bardzo lubię muzykę z wytwórni Leaf, bardzo interesuje mnie Touch - to z takich alternatywnych brzmień. Oprócz tego słucham radiowej Dwójki - to dla mnie swego rodzaju ewenement. Puszczają tam i muzykę barokową i folk i romantyzm, z drugiej strony są audycje Jacka Hawryluka, Bartka Chacińskiego, Jacka Skolimowskiego.. Lubię też dobry pop. Słucham czarnych rytmów, np. bardzo lubię D'angelo, Erykah Badu. Ale jednak najbardziej lubię muzykę kontemplacyjną czy melancholijną.

Co w końcu słuchać na "Trenach". Dzięki za rozmowę.

(zdjęcia: kasper glanz)

[Jakub Knera]