polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Karbido Architektoniczne ogrody akustyki - wywiad z grupą nt. projektu Music for Buildings.

Karbido
Architektoniczne ogrody akustyki - wywiad z grupą nt. projektu Music for Buildings.

W zeszłym roku w skrzynce mailowej portalu MySpace znalazłem list współzałożyciela Karbido Marka Otwinowskiego nt. nowego projektu, który chce realizować w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym. Ekscytacja to najlepsze słowo, które oddaje mój stan wywołany tą wiadomością. Karbido jest grupą uznaną na europejskiej scenie muzyki eksperymentalnej, o czym świadczą nagrody z Edynburga czy Teheranu oraz występy w niemal każdym kraju Starego Kontynentu, a Metropolia Górnośląska największym obszarem miejskim w Polsce z bogatym, wielokulturowym dziedzictwem. To połączenie musiało zaowocować czymś interesującym.


Pomysł Otwinowskiego i Petera Conradina Zumthora (który dołączył do Karbido w zeszłym roku), by terenowe nagrania dźwięków architektury przekształcić w pełnoprawne utwory zagrane za pomocą tradycyjnego rockowego instrumentarium pod szyldem Muzyka Budynków jest w sposób bezpośredni przekształceniem industrialnego dziedzictwa Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego w dzieło kultury i sztuki. Po dobraniu obiektów: Elektrociepłowni Szombierki w Bytomiu, dzielnic Giszowiec i Nikiszowiec w Katowicach i Zabytkowej Kopalni Guido w Zabrzu muzycy przystąpili do pierwszego etapu prac, rejestrując to, czego przeciętne, zaplątane w codzienne obowiązki ucho nie jest w stanie usłyszeć lub docenić.


Zapraszam do lektury rozmowy z kompozytorem, artystą audiowizualnym i współzałożycielem Karbido Markiem Otwinowskim (MAOT - MixAllOffTunes) oraz Peterem Conradinem Zumthorem (PEZ), pochodzącym ze Szwajcarii muzykiem improwizującym, współpracownikiem m. in. Lucasa Niggli. Poza nimi, w projekcie Music for Buildings GOP brali udział: Igor Gawlikowski – gitarzysta współczesny i współzałożyciel Karbido, Tomasz Sikora - dźwiękowiec, multiinstrumentalista, założyciel oficyny Hermetyczny Garaż oraz - jako przewodnik po regionie i fotograf - niżej podpisany.

Jak doszło do współpracy grupy Karbido z Peterem Zumthorem? Jak się poznaliście?

Marek Otwinowski: Poznałem Petera w krakowskiej Alchemii, na afterparty po koncercie Stolika. To było jakoś w listopadzie 2008. roku. On był wtedy w Krakowie w związku z koncertem albo wydaniem płyty w wytwórni Not Two, już nie pamiętam. Ale zapamiętałem, że grał z Lucasem Niggli, więc kilka miesięcy później coś mnie tknęło żeby go odnaleźć. Napisałem do Lucasa z prośbą przekazania Peterowi informacji, że go szukam, z prośbą o kontakt itd. Odpisał jakoś tydzień później i tak się korespondencyjnie zaprzyjaźniliśmy. Potem, już ze studia Hermetycznego Garażu napisałem do niego, że może chciałby z nami popracować nad Cynamonem, zapytałem czy zna Jurija Andruchowycza. Odpisał mi, że właśnie czyta jego Perwersje czy Moscowiadę. Było później jeszcze sporo takich zbiegów okoliczności.

Peter Conradin Zumthor:
Tak, poznaliśmy się przez przypadek w Alchemii. Zamieniliśmy z Markiem kilka słów. Gdy tylko dowiedział się, że jestem perkusistą, stwierdził że Polska ma problem z dobrymi perkusistami i zapytał czy jestem dobrym muzykiem. To było zabawne - takie pytanie wprost. Nawet nie pamiętam, co odpowiedziałem. Skontaktował się ze mną przez Internet, wymieniliśmy się nagraniami, po czym zapytał, czy chciałbym pracować przy płycie Cynamon. Znałem Andruchowycza jako pisarza, więc się zgodziłem. Byłem i jestem zadowolony z tego, jak układa się nasza współpraca.

Na czym polega Wasza najnowsza idea Music4Buildings? Jak wyglądał proces wykrystalizowania się tej koncepcji? Po prostu przyszła Wam do głowy, czy jest efektem jakichś publikacji, lektur, usłyszanej muzyki, koncepcji?

MAOT: To wyszło korespondencyjnie - obaj mieliśmy ochotę na coś nowego, nawet wysyłaliśmy sobie jakieś próbki nagrań. Już wcześniej miałem pomysł na dochodzenie do muzyki od jakiejś nie-muzycznej strony, pomyślałem o architekturze i tak sobie mailowaliśmy na ten temat. Pomysł wydawał się na tyle ciekawy, że zaczęliśmy pracować nad jakimś planem. I wtedy gdzieś przeczytałem, że "architektonicznego Nobla" tj nagrodę Pritzkera otrzymał niejaki Peter Zumthor. Napisałem do PEZa czy to jakiś jego krewny - odpisał mi, że ojciec. Kolejny zbieg okoliczności. Tyle, że teraz trzeba było już poważnie zacząć o tym myśleć, jakoś nie wypadało inaczej. Do momentu rozpoczęcia rzeczywistych prac (GOP) minęło kilka ładnych miesięcy, w międzyczasie Peter przyjechał do Polski na próby Cynamonu, wtedy mieliśmy przed sobą karkołomny pomysł ustalenia listy 27 budynków w Europie, i potencjalnych partnerów. Chodziło o większą rzecz, pewną propozycję ministerialną, z której jednak nic nie wyszło. Niemniej proces researchu, to szukanie, oglądanie, analizy itd. - to było bardzo twórcze zajęcie.

PEZ: Marek zaproponował mi współpracę nad pewnym projektem przez Internet. Wysyłaliśmy sobie pliki i pomysły, by ostatecznie dojść do jakichś finalnych efektów. Zapytałem, co konkretnie chciałby stworzyć. Podał mi trzy tytuły, trzy pomysły. Jednym z nich było Music for Buildings. Dla mnie - jako osoby, która dorastała w środowisku mającym wiele wspólnego z architekturą - było jasne, że to najbardziej interesująca koncepcja. Patrząc w przeszłość... myślę, że właśnie na taki tytuł czekałem. Później nastąpił etap intensywnych kontaktów przez email. Pisaliśmy o wszystkim: książkach, sztuce, rodzinie, muzyce - ogólnie o życiu. Chyba nigdy przedtem nie napisałem tak wielu tak długich e-maili. Marek stał się ważną częścią mojego życia, a wcześniej widziałem go tylko przez kilka minut w Krakowie...

Główną inspiracją dla M4B była architektura sama w sobie. Kiedy zaczynasz myśleć o budynku i dźwięku, w głowie pojawiają się różne obrazy - niemal w nieskończoność. Sporo czasu zajęło nam wypracowanie konceptu złożonego z trzech etapów realizacji. Musieliśmy skonkretyzować nasze pomysły do tego stopnia, by wyciągnąć z nich esencję. W tej chwili brzmi to prosto i logicznie, ale dojście do efektu finalnego zabrało nam - jak to zwykle bywa - wiele czasu.

Czym Music4Buildings różni się od standardowych nagrań terenowych?

MAOT: Niczym, może jedynie technologią, bo różne sytuacje wymagają różnych mikrofonów. Ale samego procesu nagrywania w przestrzeni to nie zmienia. Zmiana jest dalej - bo na nagraniu proces się nie kończy.

PEZ: Zastosowaliśmy metodę trójstopniową: 1) nagrania, 2) kompozycja, 3) adaptacja na żywo z użyciem tradycyjnych instrumentów. Każdy obiekt musi przejść przez te trzy kroki, a każdy utwór jest przypisany do konkretnego budynku. Kroki 2 i 3 są tak samo ważne. Ostateczny efekt jest taki, że każdemu obiektowi są przyporządkowane po dwa nagrania: jedno składające się z sampli i nagrań terenowych i drugie - nasza adaptacja tej muzyki z użyciem tradycyjnych instrumentów (gitara elektryczna, gitara basowa, elektronika, perkusja i perkusjonalia – przyp. red.).

Czy to możliwe, by faktycznie usłyszeć muzykę budynków? Co nagrywacie? Wg Briana Eno nawet cisza zawiera w sobie dźwięki ("there is no silence, everything is music" - B.Eno) - czasem niesłyszalne dla ludzkiego ucha, ale czy niesłyszalne w ogóle? Czy idea M4B ma cokolwiek wspólnego z tzw. szumami akustycznymi, różnymi częstotliwościami dźwięku?

MAOT: Tak, ma to wiele wspólnego z ujawnianiem rzeczy, których na pierwszy rzut ucha po prostu nie słyszymy. Każdy budynek ma np. swoją tonację, swoisty zakres w którym się odzywa. Staramy się takie rzeczy wydobywać, interesuje nas ta "swoistość". Poza tym jest to inspirujące muzycznie.

PEZ: Nagrywamy ducha, duszę każdego budynku. Budynki mają konkretne zastosowanie i są tak budowane, by spełnić swoje funkcje. Różne cele wiodą konstruktorów i architektów do tworzenia różnych form architektury, a to z kolei do różnej atmosfery i struktur dźwiękowych. Na przykład kościół i hala fabryczna w hucie są zbudowane w zupełnie inny sposób - właśnie ze względu na przeznaczenie budynku. My nagrywamy to, co dzieje się w tych wnętrzach. Nagrywamy również to, co się nie wydarza... Stworzenie utworu, który składa się niemal w całości z ciszy nie stanowi dla mnie problemu. Czasami tak mała ilość dźwięku wystarcza, by uchwycić istotę nagrywanego budynku.

W zależności od użytych urządzeń, możemy zarejestrować dźwięki o różnej częstotliwości. Jakiego sprzętu użyliście do rejestracji M4B? Jak wygląda idea M4B od strony technicznej?

MAOT: Pytasz o GOP - użyliśmy tam prostych stereo-rekorderów o wysokiej czułości i rożnych zewnętrznych mikrofonów. Technologiczną warstwą projektu zajął się Tomek Sikora - profesjonalny dźwiękowiec, nasz wydawca i przyjaciel, założyciel Hermetycznego Garażu i od jakiegoś czasu - muzyk Karbido.

Następny etap to rejestracja dźwięków budynków za pomocą tradycyjnego instrumentarium. Jakich instrumentów użyliście? Czy korzystaliście z nut, skal itp.? Jak M4B wygląda od strony stricte muzycznej? Czy dźwięki architektury są przekładane na język skal muzycznych, czy wykraczają poza nią, w sferę sonoryzmu?

PEZ: Nie ma potrzeby, by korzystać ze skal. Ufamy naszym uszom. Wystarczy słuchać uważnie i zastanawiać się w jaki sposób zaadaptować dźwięk budynku za pomocą tradycyjnego instrumentu. Adaptacja nigdy nie przebiega w stosunku jeden do jeden, ale staraliśmy się zachować atmosferę i strukturę danych numerów. Używamy tych samych tradycyjnych instrumentów - jak podczas naszej codziennej działalności muzycznej. W moim wypadku jest to perkusja i perkusjonalia.

MAOT: W studiu postawiłem tablicę z dużymi arkuszami papieru do rysowania i tam "rozrysowane" zostały poszczególne "utwory". Ściągą dla tych szkiców były kompozycje z sampli, które powstały dzień wcześniej. Ale nie używaliśmy notacji, raczej chodziło o zaplanowanie struktur i dynamiki. Peter spisał też kilka podziałów rytmicznych z nagrań kopalnianych maszyn. Resztą była efektem wspólnego szukania brzmień. Czasem trafiała się nawet melodia. Sądzę, że da się przełożyć architekturę, a właściwie połączenie jej nagrań z wrażeniem jakie na nas wywołała - na tradycyjnie "rockowe" środki wyrazu. Zresztą wszystko się da przełożyć - kwestia inspiracji i wyobraźni, a nas akurat inspiruje architektura.

Podczas pierwszego dnia nagrywaliście dźwięki Elektrociepłowni Szombierki w Bytomiu, następnie zwiedziliśmy dwa ważne miejsca, mianowicie katowickie osiedla: Giszowiec i Nikiszowiec, włącznie z Galerią Szyb Wilson. Trzeci dzień to ciężka praca 320 metrów pod ziemią w Zabytkowej Kopalni Guido: momentami ciasne przejścia, sporo chodzenia, czasem brud. Spodziewaliście się takiego miejsca w centrum Europy, na południu Polski? Jakie dźwięki i wrażenia udało się Wam stamtąd wywieźć? Na czym polegała Wasza praca? Czy udało się Wam przełożyć dźwięki budynków i maszyn górniczych na instrumenty?


PEZ: Dlaczego nie? Spodziewam się wszystkiego wszędzie. Elektrociepłownia Szombierki to niezwykle potężne, piękne, silne, brudne, pełne historii miejsce.

MAOT:
Tak, to niezwykły budynek, kompleks o kubaturze kilku stadionów piłkarskich rozłożonych jeden na drugim. Zupełnie niezwykłe było to, że miał wyraźne cechy zabytku, np. modrzewiowe sklepienie, a równocześnie pełen śladów postępującego upadku, jak martwe miejsca po piecach. Zaskakujące było otoczenie: jakby wał obronny, pod którym ciągnęły się tory kolejowe, mostek, strażnica - taki industrialny zamek. Drugi dzień w Katowicach był jedną, wielką niewiadomą - trzeba było improwizować z wiarą, że coś się z tego przyda do dalszych prac. Myślę, że była to próba nieudana, jednak takie nagrania wymagają pewnych przygotowań i nie da się tego robić ad hoc, ale sporo materiału ma charakter dokumentalno - słuchowiskowy, jak na przykład próbki z kościoła w Nikiszowcu, gdzie dzieci akurat były u spowiedzi. Doświadczenie kopalni Guido było najbardziej mechaniczne, i przy okazji mroczne - wszystkie urządzenia miały swój rytm, dynamikę... Osobiście najlepiej będę wspominać naszych przewodników - górników, którym trochę czasu zajęło żeby się zorientować o co nam chodzi - wtedy naprawdę odsłonili nam dźwięki kopalni, z dużym zaangażowaniem i energią. To było świetne. Wyszły z tego najciekawsze nagrania jakie mi się kiedykolwiek trafiły. Guido to naprawdę mocna muzyka. No a napić się piwa z górnikiem na poziomie 320 to doznanie bezcenne.

PEZ: Kopalnia była pełna spektakularnych dźwięków: od cichych, poetyckich szumów kół windy (którą muzycy zjeżdżali pod ziemię, czyli po śląsku: szoli - przyp. autora) po bardzo głośne, niemal brutalne dźwięki starych żelaznych maszyn pod ziemią, które momentami - na swój dziwny sposób - wytwarzały niemal industrialny groove. Odtworzenie tego groove'u nie było możliwe na żywo za pomocą perkusji, ale nie było to konieczne - swoją muzykę zagrała już maszyna, nie musieliśmy tego powtarzać. Zainspirowaliśmy się muzyką maszyn i budynków.

Dlaczego wybraliście Górnośląski Region Przemysłowy, by zrealizować pilota akcji M4B? Czego się spodziewaliście, gdy jechaliście do Katowic i okolicznych miast i jak te oczekiwania zmieniały się w trakcie realizacji projektu? Podróżowaliście sporo po Europie - czy spotkaliście się wcześniej z taką architekturą, jak w GOP? Jakieś inne zaskoczenia?

MAOT: Na małym obszarze znajduje się wiele rozmaitych obiektów, które mogą być interesującym źródłem dźwięku. Poza tym aura industrialna była chyba stosunkowo prosta do realizacji, a nie chcieliśmy się porywać z motyką na słońce, tylko przeprowadzić próbę projektu. Niczego nie zakładaliśmy, bo jechaliśmy po raz pierwszy w te miejsca, ale liczyliśmy na pewno na jakieś nowe dla naszych uszu wrażenia. Szczerze mówiąc, niczego podobnego nie trafiłem w Europie, ale zaznaczę, że nasze podróże często kończą się na zwiedzaniu okolicy hotelu.

PEZ: Nie znałem wcześniej tego regionu, zaufałem przyjaciołom z Karbido, niemniej region industrialny wyglądał obiecująco od samego początku. Nie myślałem nad niczym, poza tym jak taki region może zabrzmieć. Było to świetne doświadczenie, jednak nadal uczymy się nowych rzeczy nt. muzyki budynków. Nie powinniśmy się obawiać miejsc bez spektakularnych zdarzeń dźwiękowych, bez groove'u, pulsu etc. Być może właśnie w tych bardzo cichych miejscach dzieją się rzeczy najciekawsze, choć wydobycie z nich muzyki jest trudne. Zdecydowanie jest to unikalna przestrzeń, polubiłem ten region, ma w sobie surową moc i gwałtowną, brutalną energię. Gwałtowną również w kontekście przemysłu, zanieczyszczenia, eksploatacji... Wszystko to jest widoczne nawet w twarzach mieszkańców, autochtonów.

Zaraz po nagraniach pojechaliście do studia we Wrocławiu. Czy prace nagraniowe i produkcyjne są już zakończone? Przed Wami/nami ostatni etap: wydanie płyty i koncerty. W tej chwili wygląda na najtrudniejszy. Co będzie z tym projektem, jeśli nic się nie ruszy w kwestii wydania płyty i koncertów w perspektywie roku? Co będzie z Karbido?


MAOT: Materiał już jest zamknięty w 90%. Opublikowaliśmy - w postaci surowego miksu - fragmenty na naszej stronie www.m4b.eu. Przed nami ostateczne szlify i mastering konieczny przed oddaniem muzyki do tłoczenia.

Z Karbido nic nie będzie, bo niepowodzenia nie mają wpływu na naszą chęć grania. Natomiast o M4B też jakoś się nie martwię - jest tyle miejsc, które na nas czekają i tyle muzyki, której jeszcze nie graliśmy, że mamy zajęcie na najbliższe kilka lat. Nie uzależniam tego od płyt i koncertów. To zawsze w końcu przychodzi i jest tylko kwestią funduszy. Poza tym jesteśmy gotowi na wszystko.

PEZ: Chciałbym, żebyśmy mieli więcej czasu, by popracować nad każdym utworem jako zespół, instrumentaliści. Mieliśmy tylko jeden dzień na obiekt. Okazało się, że to niewystarczająca ilość czasu, by dojść do sposobu pełnej rejestracji i odtworzenia dźwięków budynków, ale jesteśmy zadowoleni.

Poza tym nie ciąży na nas żadna presja, zawsze możemy wydać ten album sami, później zrealizujemy projekt M4B w innym miejscu. Chcemy tego, jesteśmy zaangażowani w ten projekt, na pewno coś się wydarzy, zrobimy krok do przodu. Poza Music for Buildings pracujemy nad innymi projektami, Karbido ze Stolikiem i Cynamonem, w przygotowaniu nowy projekt z Andruchowyczem: Absynth. Poza tym ja uczestniczę w wielu projektach w Szwajcarii i za granicą. Życie nie pozwala nam osiąść na laurach.

Dzięki za rozmowę.

Projekt Karbido Music for Buildings miał jak do tej pory dwie odsłony: Schomberg Power Station / Guido Coal Mine (Vol.01) i Great Synagogue Drokhobych (Vol.02). Obecnie muzycy pracują nad nagraniami kurhanu Maes Howe z Wysp Orkney. Płyty ukazały się nakładem Narodowego Instytutu Audiowizualnego i oficyny Hermetyczny Garaż. Szczegóły na http://karbido.com/ i http://www.m4b.eu/.


[Łukasz Folda]

recenzje Andrukhovych & Karbido w popupmusic