polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Converge thousands of miles between us

Converge
thousands of miles between us

Długo, bo aż dwanaście lat, czekaliśmy na drugie wydawnictwo DVD mistrzów ekstremy z Salem. Od legendarnego The Long Road Home, kwartet unikał jak ognia okazji (wyjątek bardzo skromne Live at BBC) rejestracji występów live. Dla najcierpliwszych nadeszła nareszcie pora „rekompensaty”. Ba, za sprawą m. in. piętnastogodzinnego (!) materiału dostępnego w opcji blu-ray, trzeba wręcz uważać na efekt przesycenia.

Najważniejszym składnikiem boxu Thousands of Miles Between Us jest prawie 75 minutowy koncert z Filadelfii z 2012 roku, który odbył się w ramach All We Love We Leave Behind tour. Dwadzieścia zaprezentowanych utworów niestety tylko częściowo odzwierciedla nadzwyczajną moc, jaką generują swoją grą Amerykanie. Całość nagrano, bowiem w hali na ponad tysiąc miejsc, a jak powszechnie wiadomo, największa energia i przekaz Converge uwidacznia się w małych salach dla 400-600 osób (ową regułę potwierdził m. in. totalnie spalony występ na dużej scenie Off Festiwalu w 2012). Wydawnictwo na szczęście ratuje realizator, któremu perfekcyjnie udało się wyłapać najciekawsze partie gry każdego z muzyków. Przy nieco słabszej dyspozycji wokalnej Jakoba Bannona, prym wiedzie niesamowity na bębnach Ben Koller. Ogromna porcja światła rzucona na podest pozwala w pełni docenić jego kunszt, zwłaszcza w czasie pierwszych, porywających dwudziestu minut nagrania. Począwszy od „Concubine”, „Dark Horse”, „Heartless”, poprzez „Trespasses” i „Bitter and Then Some”, a potem jeszcze na „The Broken Vow”, obserwujemy dynamikę, siłę, ale także maestrię, którą zwykle przypisuje się wolniej grającym perkusistom. Mimo, że koncert pochodzi z trasy promującej najgorszy w dyskografii album All We Love We Leave Behind, to muzycy w doborze setlisty umiejętnie wymieszali pozycje, wśród których nie zawiódł nawet mizerny w studyjnej wersji „Sadness Comes Home”. Do najjaśniejszych momentów produkcji zaliczyć należy przede wszystkim potężnie brzmiący, nieco rozbudowany „Worms Will Feed/Rats Will Feast”, rozszywający „Axe to Fall”, wbijający w ziemię swoją kontrastowością i uderzeniem „My Unsaid Everything” oraz najlepszy z zestawu, ostatni, najbardziej oldschoolowy oraz psychodeliczny „The Saddest Day”. Szkoda, że zabrakło pewniaków z wcześniejszych lat, takich jak „Damages”, „First Light/Last Light, „No Heroes” czy genialnego na żywo „Jane Doe”.

Thousands of Miles Between Us nie zawodzi: jest solidne, dłuższymi partiami, poprzez okazję podziwiania warsztatu grupy z perspektywy wygodnego fotela, nawet imponuje. Z całą pewnością jednak można było pokusić się o realizację tej koncertówki zarówno w lepszym do tego miejscu, jak i w lepszym dla zespołu okresie, choćby na miażdżącej i niezapomnianej trasie promującej Axe to Fall z 2010 roku.

[Dariusz Rybus]