polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Converge All We Love We Leave Behind

Converge
All We Love We Leave Behind

Najbardziej wyczekiwane (obok Koloss Meshuggah) tegoroczne wydawnictwo w kategorii ciężkiego grania zaczyna się bardzo obiecująco. Od „Aimless Arrow” do trzeciego na płycie „Tender Abuse”, otrzymujemy wejście godne mistrzów ekstremalnego metalu. Pojawia się uzasadnione rozochocenie, oczekiwania podparte zapytaniem, w którą stronę muzycznej psychozy tym razem zabierze nas obłąkany wokal Jacoba Bannona.

Niespodziewanie od czwartego „Sadness Comes Home” Converge serwuje odbiorcy dawkę kompozycji sprawiających wrażenie zbioru, nie mających ze sobą nic wspólnego, zdarzeń. Zamiast rozkwitu wątków, w każdej następnej propozycji serwowany jest coraz większy zastój oraz schematyczność. Co prawda pod koniec otrzymujemy namiastkę bezkompromisowej energii rodem z You Fail Me czy choćby No Heroes – zwraca uwagę „Veins and Veils”, „Shame In The Way” oraz połączone ze sobą „Precipice” i tytułowe „All We Love We Leave Behind”, a także kończący „Predatory Glow”, jednak owe (plus wspomniany doskonały wstęp) to zdecydowanie za mało, jak na pełny studyjny album kogoś, kto dotychczas wyznaczał kierunki rozwoju ekstremy.
Bardzo dobra produkcja, niespotykana dotychczas w dyskografii grupy czystość dźwięku i przejrzystość utworów zastąpiły dotychczasową koncepcyjność. Zabrakło psychodelii, agresji, brutalności, rozmachu, z którymi należało się zmierzyć we wcześniejszych dokonaniach grupy. All We Love We Leave Behind przypomina bardziej zbiór sesyjnych odrzutów, takich jak na Unloved and Weeded Out, aniżeli dzieło z świeżymi pomysłami. Nowy album sprawia wrażenie raczej dopełnienia twórczości, aniżeli dalszych poszukiwań. Za dużo w nim przestojów, nostalgii, a za mało spięć. „Co najwyżej” podtrzymuje on status grupy w szeroko rozumianym świecie muzyki hardcore – płyta jest bardzo solidna, ale od talentu Kurta Ballou i kompanów przyzwyczajeni byliśmy wymagać znacznie więcej. Pozostaje mieć nadzieję, iż energetyczne i wyjątkowe klubowe koncerty grupy pozostaną w swoim charakterze bez większych zmian i nadchodząca europejska trasa zrekompensuje to, czego w mojej opinii nie daje słuchaczowi najnowsza płyta muzyków z Salem.

[Dariusz Rybus]